- Rezygnacja z ogólnokrajowego, obowiązkowego systemu kaucyjnego.
- Powód: ogromne różnice w poziomie zbiórki plastiku między miastami (poniżej 35%) a wsiami (prawie 77%).
- Niska skuteczność polskiego systemu kaucyjnego – recykling na poziomie ok. 60%, podczas gdy cel na 2027 r. to 77%.
- Ogromne koszty z tytułu tzw. podatku od plastiku – ponad 1,2 mld zł prognozowane na 2026 rok.
Trzy miesiące – tyle wystarczyło, by Francja podjęła decyzję, która może zaskoczyć wielu w Europie. Rząd w Paryżu ogłosił, że nie wprowadzi jednego, obowiązkowego systemu kaucyjnego dla całego kraju. Powód? Uznano, że takie rozwiązanie jest po prostu nieefektywne i nie pasuje do francuskiej rzeczywistości. To ruch pod prąd, bo kaucję uważa się powszechnie za najskuteczniejszy sposób na osiągnięcie unijnych celów recyklingowych.
Unia Europejska wymaga, by do 2029 roku państwa członkowskie zbierały i przetwarzały aż 90% jednorazowych butelek plastikowych. Bruksela nie narzuca jednak, jak ten cel osiągnąć. Francuzi, mimo że ich wyniki są dalekie od ideału – dane za 2024 rok pokazały, że poziom zbiórki butelek sięgał tam zaledwie 58,3% – postanowili pójść własną drogą.
Kluczem do zrozumienia decyzji są ogromne różnice między poszczególnymi regionami tego kraju. Okazało się, że na obszarach wiejskich system zbiórki działa znakomicie, osiągając poziom blisko 77%. To wynik, który już dziś spełnia unijne cele przejściowe. Problem leży w dużych miastach, gdzie do recyklingu trafia dramatycznie mało, bo poniżej 35% butelek. Francuski rząd uznał, że wprowadzenie jednego, obowiązkowego systemu kaucyjnego dla całego kraju mogłoby zniszczyć dobrze działające systemy na prowincji, a jednocześnie nie gwarantowałoby poprawy w metropoliach. Zamiast tego Francja proponuje rozwiązanie „szyte na miarę” – dobrowolną kaucję dla tych samorządów, które sobie nie radzą.
Recykling w Polsce kuleje. System kaucyjny to za mało
Decyzja Francji daje do myślenia. W Polsce system kaucyjny działa, ale jego efekty też nie powalają. Mamy do dyspozycji ponad 60 tysięcy punktów zbiórki, w tym około 17,5 tysiąca nowoczesnych automatów. Mimo to udaje nam się przetwarzać około 60% butelek. To wciąż za mało, biorąc pod uwagę, że unijny cel przejściowy na 2027 rok wynosi 77%.
Operatorzy programu pracują jednak nad usprawnieniami. W planach jest wprowadzenie zwrotu kaucji bezpośrednio na kartę płatniczą lub przez aplikację mobilną. Pojawił się też pomysł, by nowe butelkomaty stawiać nie tylko w sklepach, ale też na osiedlach mieszkaniowych, bliżej ludzi. Mówi się także o maszynach, które będą w stanie przyjąć wiele opakowań naraz, co ma ułatwić życie i zachęcić do zwrotu większej liczby butelek i puszek.
Problem w tym, że czas ucieka, a unijne cele są nieubłagane. Polska, podobnie jak Francja, musi szybko znaleźć sposób na poprawę wyników. Francuska diagnoza – że jeden system dla wszystkich może nie działać – pokazuje, że ślepe kopiowanie rozwiązań nie zawsze jest najlepszą drogą.
Miliardy płyną z Polski do Brukseli. Czym jest podatek od plastiku?
Niski poziom recyklingu to nie tylko problem ekologiczny, ale też finansowy. I to ogromny. Od 2021 roku w Unii Europejskiej funkcjonuje mechanizm, który potocznie nazywa się „podatkiem od plastiku”. Zasada jest prosta: za każdy kilogram plastikowych opakowań, który nie został poddany recyklingowi, państwo członkowskie musi wpłacić do unijnego budżetu 0,80 euro. Każda butelka, która trafia do automatu, realnie zmniejsza ten rachunek.
Dla Polski oznacza to gigantyczne koszty. Od początku działania tego mechanizmu przelaliśmy już około 2,36 mld euro, czyli blisko 10,2 mld zł. Skutki są bolesne dla budżetu.
Te liczby pokazują, jak wielka jest stawka. Nie chodzi tylko o czystsze lasy i miasta, ale o miliardy złotych, które mogłyby zostać w kraju. Francuska debata i polskie problemy z systemem kaucyjnym udowadniają jedno: nie ma prostych recept na sukces. Trzeba szukać rozwiązań, które będą nie tylko ambitne, ale przede wszystkim skuteczne w lokalnych warunkach. W przeciwnym razie rachunek za śmieci będzie tylko rósł.