- Drastyczny wzrost cen gazu w Europie do najwyższego poziomu od ponad trzech lat.
- Wstrzymanie pracy strategicznego ropociągu w Arabii Saudyjskiej po atakach.
- Odwołanie kluczowego spotkania państw Zatoki Perskiej w sprawie bezpieczeństwa.
- Krytycznie niski poziom zapasów gazu w europejskich magazynach przed zimą.
Sytuacja na rynku gazu robi się naprawdę poważna. Notowania na kluczowej dla kontynentu giełdzie w Amsterdamie poszły w górę o ponad 5 procent. Oznacza to, że jedna megawatogodzina (MWh) kosztuje już 83,75 euro. To najwięcej od grudnia 2022 roku, czyli od ponad trzech lat.
Tylko w tym roku ceny gazu w Europie wzrosły niemal trzykrotnie, co jest sygnałem alarmowym dla całej gospodarki i naszych portfeli. Wzrosty te idą w parze z drożejącą ropą naftową, co pokazuje, że niepokój inwestorów dotyczy całego rynku energetycznego.
Konflikt na Bliskim Wschodzie a ceny gazu w Europie
Za obecną drożyzną stoi przede wszystkim niestabilna sytuacja na Bliskim Wschodzie. Inwestorzy obawiają się, że przedłużający się konflikt zbrojny doprowadzi do poważnych zakłóceń w dostawach surowców energetycznych z rejonu Zatoki Perskiej. Te obawy nie są bezpodstawne.
Wszystko zaczęło się od ataków w rejonie Rijadu i Medyny, po których Ministerstwo Energii Arabii Saudyjskiej zdecydowało o czasowym wstrzymaniu pracy strategicznego ropociągu Wschód-Zachód. To kluczowa magistrala, która pozwalała omijać zagrożoną przez Iran cieśninę Ormuz i wysyłać więcej ropy przez porty nad Morzem Czerwonym. Na razie nie wiadomo, kiedy rurociąg wznowi pracę.
Jakby tego było mało, odwołano zaplanowane na poniedziałek spotkanie państw Zatoki Perskiej. Jego celem miało być wypracowanie rozwiązań, które poprawiłyby bezpieczeństwo żeglugi przez cieśninę Ormuz. Minister spraw zagranicznych Omanu, Badr al-Busaidi, poinformował, że rozmowy przełożono na bliżej nieokreślony termin, aby "stworzyć warunki sprzyjające konstruktywnemu dialogowi".
W efekcie niepewność związana z tym, jak rozwinie się konflikt na Bliskim Wschodzie, jest obecnie głównym czynnikiem windującym ceny ropy i gazu na światowych rynkach.
Europa ma coraz mniej czasu. Magazyny gazu świecą pustkami
Napięcie na Bliskim Wschodzie to tylko jedna strona medalu. Drugą, równie niepokojącą, jest sytuacja w samej Europie. Mamy coraz mniej czasu na odbudowę zapasów gazu przed zimą, a stan rezerw jest na tę porę roku wyjątkowo niski. To prosta droga do dalszych podwyżek, gdy tylko zacznie się sezon grzewczy.
Najnowsze dane firmy Gas Infrastructure Europe nie pozostawiają złudzeń. Europejskie magazyny gazu są zapełnione średnio w 68 procentach. Tymczasem pięcioletnia średnia dla tego okresu wynosi aż 84,4 procent. W Niemczech, największej gospodarce UE, sytuacja jest jeszcze gorsza – tam magazyny są zapełnione tylko w 55,6 procentach (przy średniej 83,2 proc.).
Niski poziom zapełnienia magazynów gazu w Europie zwiększa ryzyko gwałtownych wahań na rynku, jeśli tylko pogoda się ochłodzi lub pojawi się kolejny problem z dostawami. Oznacza to, że kraje Starego Kontynentu będą musiały ostro konkurować o dostępne na świecie ładunki skroplonego gazu ziemnego (LNG), co dodatkowo podbije ceny.
Mówiąc wprost: połączenie niestabilności na Bliskim Wschodzie z pustoszejącymi magazynami w Europie tworzy mieszankę wybuchową. Wszystko wskazuje na to, że nadchodząca zima 2026 roku będzie dla nas wszystkich wyjątkowo droga pod względem kosztów ogrzewania.
