Mateusz Kobyłka: BGK dołączył niedawno do Future Finance Poland – inicjatywy, która ma wzmacniać Polskę jako międzynarodowe centrum finansowe. Czy Warszawa ma szansę stać się dla Europy Środkowej tym, czym dla Zachodu jest Londyn lub Frankfurt?
Jarosław Dąbrowski: Warszawa już jest centrum finansowym Europy Środkowej. Polska gospodarka generuje ponad 2/5 PKB wszystkich państw regionu należących do Unii Europejskiej, więc nasza stolica stanowi naturalne i logiczne centrum. Mamy największą giełdę, sektor bankowy oraz ubezpieczeniowy. Poprzez uczestnictwo w tej inicjatywie chcemy tę pozycję umocnić na stabilnych fundamentach – rozwijając nie tylko tradycyjny rynek kapitałowy, ale także finansowanie technologii, innowacji i konkurencyjności, poprzez polski ekosystem fundusz inwestycyjny.
Cała nasza część Europy dokonała niezwykłego postępu. Dla Polski to najlepsze 35 lat od XVIII wieku. Jako kraje Europy Środkowo-Wschodniej walczymy o swoją podmiotowość w gospodarce światowej. Polska jest tu naturalnym liderem. Jeśli będziemy tym przywództwem mądrze gospodarować – stawiając na partnerstwo, a nie dominację – możemy ogromnie zyskać, wspierając ekspansję polskich firm i startupów w regionie oraz czerpiąc z wiedzy i know-how sąsiadów. W BGK silnie nad tym pracujemy we współpracy z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym, Europejskim Funduszem Inwestycyjnym i regionalnymi bankami rozwoju.
BGK prowadzi przedstawicielstwo w Kijowie. W kontekście rozmów o zakończeniu lub zamrożeniu konfliktu rosyjsko-ukraińskiego istotnym tematem jest odbudowa Ukrainy. Czy polskie firmy są gotowe do wyścigu o te kontrakty?
Tak. Wojna na Ukrainie jest tragiczna, ale to wciąż kraj o wielkim potencjale terytorialnym i gospodarczym. Często tam bywam, odpowiadam za kijowskie biuro BGK i znam ten rynek od lat. Mimo strat demograficznych Ukraina ma duże możliwości, pod warunkiem, że wspólnie wygramy tę wojnę i ułożymy relacje na zasadach partnerskich, a Ukraina podąży drogą proeuropejskich reform.
Przed 2022 rokiem na Ukrainie działało kilka tysięcy polskich przedsiębiorstw, w tym marki o silnej pozycji, jak LPP, Pracuj.pl czy Orlen. Dziś Polska jest największym eksporterem na Ukrainę w całej UE. Dostarczamy nie tylko materiały wojenne, ale też towary pozwalające temu państwu normalnie funkcjonować. Kluczową rolę odgrywa tu polski przemysł przetwórczy, obecny w tamtejszych sklepach, a także sektor energetyczny i paliwowy.
Z drugiej strony w Polsce pracuje ponad milion obywateli Ukrainy, którzy płacą podatki, poznają naszą kulturę biznesową i pomagają nam łagodzić wyzwania demograficzne. Odbudowa Ukrainy nie może i nie powinna odbywać się bez Polski. Naszym interesem strategicznym jest wolna, połączona z Europą Ukraina, w której polski biznes będzie głęboko zakorzeniony. Mimo pojawiających się napięć, fundament wzajemnego szacunku i przyjaźni między narodami Polski i Ukrainy pozostał nienaruszony.
Przed nami transformacja energetyczna, cyfrowa, infrastrukturalna oraz ogromny wysiłek związany z rozbudową obronności. Czy państwo ma wystarczający kapitał, by realizować to wszystko naraz? Profesor Grzegorz Kołodko ostrzega, że to droga ku zapaści finansowej i „lot ćmy do ognia”.
Z całym szacunkiem dla pana profesora, uważam, że głęboko się myli, bo abstrahuje od polskiej historii. Jeśli nie będziemy w stanie obronić się sami, trudno oczekiwać, że w chwili próby inni zrobią to za nas. Byłem na Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego w Kielcach i widzę, jak zwiększenie nakładów w ostatnich latach podniosło potencjał wojska i rodzimego przemysłu. Wydatki na obronność to nie jest koszt stracony. Bez nich nie ma suwerennego i bezpiecznego państwa. Propozycja ograniczenia wydatków do 2% PKB (w tym 1% na technologie podwójnego zastosowania) nie pozwoliłaby na utrzymanie silnej armii.
Kluczowe jest natomiast mądre zarządzanie źródłami finansowania. Korzystamy z faktu obecności w Unii Europejskiej – w ramach samej części pożyczkowej KPO, której BGK jest głównym dystrybutorem, do polskiej gospodarki trafiło 100 miliardów złotych. To nisko oprocentowany, preferencyjny dług rozłożony na 25 lat, jakiego żaden rynkowy podmiot nie zdołałby pozyskać na własną rękę.
Środki te inwestujemy w energetykę, cyfryzację, transport kolejowy czy infrastrukturę lokalną. Dług związany ze świadczeniami społecznymi musi być finansowany z podatków, ale na obronność, technologię i cyfryzację musimy pozyskiwać kapitał. Agencje ratingowe dostrzegają tę stabilność – S&P przesunęło niedawno Polskę z rynku transformacyjnego do grupy rynków rozwiniętych, co stanowi bardzo pozytywny sygnał.
W jednym z wywiadów powiedział pan, że Polska potrzebuje nowych czempionów. W jakich sektorach mamy szansę zbudować międzynarodowych graczy w ciągu najbliższych 10 lat?
Po pierwsze, w przemyśle obronnym i technologiach podwójnego zastosowania. Wydajemy na obronność największy procent PKB w świecie zachodnim po USA i Izraelu. Musimy przekuć te nakłady na budowę polskich innowacji, zdolności eksportowych oraz spółek joint venture, które niwelują lukę technologiczną. Sektor obronny silnie napędza rozwój całej gospodarki.
Po drugie, w branżach nowej ekonomii, takich jak przemysł kosmiczny. Uruchamiamy w BGK dedykowany fundusz kosmiczny. Finansujemy już polskie i współtworzone przez Polaków podmioty, jak ICEYE, i chcemy wspierać kolejne dynamiczne spółki na wzór rozwiązań z Francji czy USA.
Po trzecie, w obszarze sztucznej inteligencji i robotyki. Ze względu na kryzys demograficzny w ciągu dekady w Polsce ubędzie około 1,5 miliona pracowników. Automatyzacja przemysłowa i AI są jedyną odpowiedzią na te braki. Dlatego zainwestowaliśmy m.in. w spółkę ElevenLabs, stworzoną przez polskich inżynierów. W tym i przyszłym roku BGK wraz z PFR, PZU oraz bankami zainwestuje prawie 6 miliardów złotych w ekosystem Venture Capital, Growth i Private Equity w ramach programów Innovate Poland oraz FutureTech Poland, rozwijając podmioty takie jak Creotech czy ICEYE.
Innowacja, technologia i konkurencyjność to triada, która musi stać się priorytetem dla bankierów, polityków i mediów. Za 10 lat na te reformy będzie już za późno.