Jeszcze kilka lat temu zbitka "polski przemysł zbrojeniowy" kojarzyła się – w najlepszym razie – z państwowymi zakładami, które swoje najlepsze czasy dawno miały za sobą. Ale wybuch pełnoskalowej wojny w Ukrainie zmienił wszystko. Państwowe firmy wracają do gry, a na plecach czują już oddech prywatnej konkurencji, która coraz śmielej wypełnia nisze, szczególnie te związane z technologiami, które na polu walki zadebiutowały właśnie za naszą wschodnią granicą.
"Wyprodukujcie, a my to kupimy"
Dobrze pokazała to tegoroczna edycja Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach, jednego z największych tego typu wydarzeń w Europie. Krajem wiodącym była Kanada i – jak przekonuje minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz – nie ma w tym przypadku, bo Kanadyjczycy przyjechali do Polski szukać partnerów.
Dziś Kanadyjczycy mówią: chcemy kupować w Polsce, żeby potem ten sprzęt był dostarczany na Ukrainę. To chyba pierwszy raz, kiedy ktoś mówi do naszego przemysłu zbrojeniowego: wyprodukujcie, my to kupimy i dostarczymy na Ukrainę. To jest bardzo dobra sytuacja dla nas
– ocenił w wywiadzie dla Portalu Obronnego minister.
Dużym zainteresowaniem cieszyło się w Kielcach stoisko Grupy WB, która przedstawiła lądowe, morskie i powietrzne systemy bezzałogowe, sprzęt łączności oraz oprogramowanie zarządzania polem walki, wzbogacone o rozwiązania z zakresu sztucznej inteligencji. Drony są dziś oczywiście wysoko na liście zbrojeniowych "hitów", ale przemysł obronny ma do siebie to, że łączy wiele dziedzin. Polskie firmy coraz lepiej radzą sobie w dostarczaniu komponentów, które same w sobie nie są może tak spektakularne jak drony, ale bez których sprzęt nie dałby sobie rady na polu walki.
Przykładem jest VIGO Photonics, producent zaawansowanych detektorów podczerwieni wykorzystywanych zarówno w przemyśle obronnym, jak i w technologiach kosmicznych. Marsjański łazik Curiosity miał na pokładzie detektory firmy, wykorzystywane w aparaturze, która wykryła obecność metanu w atmosferze Marsa, a dziś technologie VIGO są wykorzystywane także w programie księżycowym Artemis II. Jednocześnie firma jest ważnym producentem detektorów, modułów i matryc podczerwieni na potrzeby wojska. W 2026 roku została wpisana przez Chiny na listę podmiotów objętych zakazem eksportu produktów dual-use, jednak zapewnia, że nie zatrzyma to produkcji detektorów, ponieważ dysponuje zapasem kluczowych materiałów oraz alternatywnymi dostawcami z Japonii i Europy.
Technologie VIGO trafiają między innymi do wyrobów państwowej spółki PCO. Detektory i matryce podczerwieni są integrowane w systemach optoelektronicznych przeznaczonych do pracy w trudnych warunkach – w ciemności, dymie, pyle czy przy ograniczonej widoczności. Rozwiązania VIGO znalazły zastosowanie w Głowicy Optoelektronicznej Dowódcy GOD-1 oraz kamerach termowizyjnych produkowanych przez PCO. Obie firmy współpracują również nad rozwojem i wdrażaniem kolejnych chłodzonych matryc podczerwieni do sprzętu wojskowego.
Równie ważnym ogniwem prywatnego sektora jest firma Advanced Protection Systems (APS), która w maju uzyskała 450 milionów złotych finansowania w postaci linii gwarancyjnych i odnawialnego kredytu obrotowego. APS jest dziś kluczowym elementem projektu SAN, będącego częścią narodowego programu obronnego Tarcza Wschód. Przeciwlotnicze zestawy SAN mają stanowić uzupełnienie wielowarstwowego, zintegrowanego systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej o zdolności zwalczania bezzałogowców.
O tym, jak istotną częścią biznesowego krajobrazu Polski stała się zbrojeniówka, świadczą nie tylko efekty produkcji, ale też przemiany organizacyjne podnoszące efektywność i budujące siłę obronną kraju. Przykładem jest zmiana w firmie Stekop. Założona w 1995 roku agencja ochrony zatrudnia dziś kilka tysięcy osób i właśnie wydzieliła spółkę Stekop Defence, mającą zajmować się produkcją sprzętu. Kluczowy produkt to mobilna platforma Taero, stanowiąca podstawę budowy pojazdów załogowych i autonomicznych, a nowa spółka ma być gotowa do jej seryjnej produkcji.
Krzysztof Kulesza, szef Stekop Defence, w rozmowie z „Pulsem Biznesu” wyjaśniał, że platforma Taero może działać w trybie załogowym i bezzałogowym, a jej modułowa architektura pozwala na szybką zmianę wersji – od ewakuacji medycznej do minowania. Kulesza podkreślał też, że po testach poligonowych spółka deklaruje gotowość do skalowania produkcji i dostarczania od 100 do 200 pojazdów rocznie, zapowiadając wersje rozpoznawcze, logistyczne oraz uzbrojone w działko kalibru 30 mm.
Współpraca małych z dużymi
A co na to wszystko odpowiadają firmy państwowe? One również nie składają – nomen omen – broni i intensywnie pracują, skupiając się na ciężkim sprzęcie i produkcji wielkoskalowej. Grzegorz Szkaradek, prezes Wielkopolskich Zakładów Pancernych Hipolita Cegielskiego, wskazuje na niegasnącą rolę wojsk pancernych.
Jako kraj oddaliśmy na Ukrainę kilkaset bojowych wozów piechoty. Trzeba to uzupełnić. Mamy więc pracę na lata
– mówił w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną”. Zauważył też, że państwowe zakłady odpowiadają za kluczowe zadania odbudowy potencjału ciężkiego uzbrojenia i floty pojazdów gąsienicowych oraz kołowych.
Nie oznacza to jednak, że państwowe instytucje zostały w tyle, jeśli chodzi o najnowsze technologie i metody walki. Instytut Technicznego Wojsk Lotniczych zaprezentował niedawno system Syland, stanowiący odpowiedź na zagrożenie bezzałogowcami i oparty na koncepcji „nie zestrzelić, a oślepić”. Zamiast zużywać drogie rakiety do niszczenia tanich dronów, system wykorzystuje laser do neutralizowania ich optoelektroniki, w tym uszkadzania elementów odpowiedzialnych za obserwację i naprowadzanie.
Kolejnym dowodem zmian zachodzących w polskiej zbrojeniówce jest współpraca przy bezzałogowym myśliwcu X-BAT rozwijanym przez amerykańską firmę Shield AI. Polska Grupa Zbrojeniowa i Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 2 podpisały ze spółką list intencyjny dotyczący projektowania, produkcji, dostaw i utrzymania tych maszyn w Polsce. X-BAT ma działać jako autonomiczny samolot bojowy wykorzystujący sztuczną inteligencję i może pełnić rolę tzw. loyal wingman, wspierającego załogowe maszyny, w tym F-35. System ma działać w modelu human-on-the-loop, w którym człowiek nadzoruje działanie autonomicznych maszyn.
Ta ewolucja pokazuje wyraźnie: krajobraz polskiej zbrojeniówki uległ trwałej zmianie. Duzi, państwowi gracze nadal budują ciężki sprzęt, ale to mniejsi i bardziej wyspecjalizowani gracze prywatni wypełniają nisze, dostarczają kluczowe komponenty i w ten sposób budują rezyliencję – swoją i państwa.
