- UOKiK nałożył gigantyczną karę ponad 570 mln zł na właściciela Biedronki i współpracujących przewoźników za niedozwolone praktyki.
- Ujawniono mechanizm blokujący kierowców przed swobodną zmianą pracodawcy między firmami obsługującymi centra dystrybucyjne, co negatywnie wpływało na ich zarobki.
- Dowiedz się, jak Jeronimo Martins Polska organizowało tę zmowę i jakie konsekwencje ma to dla praw pracowniczych w całej Polsce.
Prezes UOKiK Tomasz Chróstny wydał decyzję dotyczącą Jeronimo Martins Polska, właściciela sieci Biedronka, oraz przedsiębiorców z branży transportowej obsługujących centra dystrybucyjne sieci. Urząd uznał, że doszło do niedozwolonego porozumienia ograniczającego konkurencję o pracowników.
Skala sankcji jest ogromna. Na samo Jeronimo Martins Polska nałożono 525 mln zł kary. Decyzją objęto również 29 przedsiębiorstw transportowych i osiem osób fizycznych. Łącznie sankcje przekroczyły 570 mln zł.
Sprawa nie dotyczy cen produktów ani warunków oferowanych klientom sklepów. W centrum postępowania znaleźli się kierowcy pracujący dla przewoźników obsługujących centra dystrybucyjne Biedronki i zasady, na jakich mogli zmieniać zatrudnienie.
Kierowca chciał przejść do innej firmy? Tak miała działać blokada
Według ustaleń UOKiK przewoźnicy uzgodnili, że nie będą konkurować między sobą o pracowników. W praktyce kierowca zatrudniony u jednego uczestnika porozumienia nie mógł swobodnie przejść do innej firmy działającej przy danym centrum dystrybucyjnym.
Urząd opisuje mechanizm, który mógł być szczególnie dotkliwy dla osób szukających lepszych warunków zatrudnienia. Kierowca miał najpierw uzyskać zgodę dotychczasowego pracodawcy na zmianę pracy. Jeśli jej nie dostał, obejmowała go blokada i przez określony czas nie mógł pracować dla innego przewoźnika w tym samym centrum. Tzw. karencja trwała kilka miesięcy, przy czym jej długość zależała od konkretnego centrum dystrybucyjnego.
UOKiK wskazał organizatora. Chodzi o Jeronimo Martins Polska
Kluczowym elementem decyzji jest rola przypisana właścicielowi Biedronki. Według UOKiK to Jeronimo Martins Polska było organizatorem porozumienia. Jak podał Urząd, spółka miała „egzekwować uzgodnione warunki porozumienia” oraz pośredniczyć w wymianie informacji pomiędzy przewoźnikami. To właśnie Jeronimo Martins Polska otrzymało zdecydowanie najwyższą sankcję spośród wszystkich uczestników sprawy.
UOKiK zakwalifikował praktykę jako niedozwolone porozumienie dotyczące rynku pracy. Tego rodzaju ustalenia między przedsiębiorcami są szczególnie istotne z punktu widzenia pracowników, ponieważ konkurencja między firmami nie sprowadza się wyłącznie do walki o klientów. Pracodawcy konkurują również o ludzi – między innymi wysokością pensji i warunkami zatrudnienia.
Pensje mogły rosnąć wolniej. UOKiK tłumaczy skutki zmowy
Ograniczenie możliwości swobodnego przechodzenia do konkurencyjnej firmy może osłabiać pozycję pracownika. Jeśli przedsiębiorca wie, że konkurent nie zatrudni jego kierowcy, maleje presja na zaoferowanie mu wyższej pensji czy korzystniejszych warunków.
Właśnie na ten skutek zwraca uwagę UOKiK. Według Urzędu porozumienia o niekonkurowaniu o pracowników mogą prowadzić do niższych wynagrodzeń albo sprawiać, że pensje nie rosną tak szybko, jak rosłyby przy normalnej konkurencji między pracodawcami.
Pracownicy mają prawo szukać lepszej płacy i warunków pracy. Zmowa, która odbiera pracownikom to prawo, uderza w podstawowe zasady uczciwej konkurencji. Takie praktyki muszą być bezwzględnie eliminowane z rynku – podkreślił prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
Jeden z przewoźników zaczął współpracować z UOKiK
Ważną rolę w postępowaniu odegrał jeden z uczestników porozumienia – firma Międzynarodowy i Krajowy Przewóz Towarów Kazimierz Olszański. Przedsiębiorca złożył wniosek w ramach programu łagodzenia kar i przekazał Urzędowi informacje dotyczące funkcjonowania porozumienia.
Nie wystarczyło to do całkowitego uniknięcia sankcji. Firma zgłosiła się już po wszczęciu postępowania, gdy UOKiK dysponował wieloma istotnymi dowodami. Współpraca pozwoliła jednak obniżyć karę o połowę – do ponad 166,6 tys. zł.
