Spis treści
Łowiectwo w Polsce to biznes wart 6 miliardów złotych
Łowiectwo i działalność myśliwska to coś znacznie więcej niż tylko hobby, tradycja czy sport. Łowczy Krajowy Polskiego Związku Łowieckiego Eugeniusz Grzeszczak wyjaśniał w rozmowie z Łukaszem Trybulskim z "Super Biznesu", że mówimy tu o potężnym dziale polskiej gospodarki.
Według ostrożnych szacunków, jakie przedstawia Polski Związek Łowiecki, cała gospodarka łowiecka warta jest około 6 miliardów złotych rocznie. Skąd bierze się tak ogromna kwota? To cały system naczyń połączonych, w którym polowanie jest tylko jednym z wielu elementów. Na tę wartość składają się nie tylko wydatki na broń i amunicję.
To także:
- zakup samochodów terenowych,
- specjalistycznej odzieży i akcesoriów,
- nowoczesnej optyki, w tym sprzętu termowizyjnego,
- budowa i wyposażenie strzelnic,
- chłodnie do przechowywania dziczyzny,
- gastronomia i przetwórstwo.
Jak podkreśla Eugeniusz Grzeszczak, za łowiectwem i dla niego pracują setki firm, które często nie mają bezpośrednio nic wspólnego z polowaniem. Do tego dochodzi turystyka łowiecka, która sama w sobie generuje około 170 milionów złotych rocznie. To wszystko tworzy miejsca pracy i napędza lokalne gospodarki w całej Polsce.
To jest 134 tys. ludzi, którzy realizują w całej Polsce zadania przypisane są ustawą. (...) Jest jeszcze druga strona rachunku polegająca na tym, że myśliwi wykonują codziennie olbrzymią pracę. Pilnują upraw, dbają o bioróżnorodność, realizują zadania w okręgach i obwodach łowieckich. Szacują szkody i wypłacają je rolnikom. Wreszcie dbają o bezpieczeństwo żywnościowe. Walka z ASF to właśnie zagrożenie dla bezpieczeństwa żywnościowego - powiedział Eugeniusz Grzeszczak.
Co myśliwi robią na własny koszt? Rachunek zapłaciliby podatnicy
Łukasz Trybulski zaproponował, by wyobrazić sobie, że z dnia na dzień w Polsce znika 134 tysiące myśliwych. Pojawia się wtedy pytanie o to, kto przejąłby ich obowiązki i kto poniósłby koszty? Eugeniusz Grzeszczak wskazał, że państwo, a więc wszyscy obywatele.
Jak informował, myśliwi zrzeszeni w Polskim Związku Łowieckim działają dobrowolnie i w dużej mierze na własny koszt. Sami płacą za zdobycie uprawnień, kupują broń, specjalistyczną odzież czy samochody terenowe niezbędne do pracy w łowiectwie. Państwo w zasadzie do tego nie dopłaca. Jedynym wyjątkiem jest walka z afrykańskim pomorem świń (ASF), która jest zadaniem zleconym przez administrację rządową.
Myśliwi zrzeszeni w Polskim Związku Łowieckim zrzeszają się dobrowolnie. Wyznaczone zadania realizują oczywiście w głównej mierze na własny koszt, czyli zdobywają uprawnienia, kupują odzież, broń do realizacji, samochody. To wszystko wydatek Polskiego Związku Łowieckiego i myśliwych. (...) Realizacja planów łowieckich odbywa się za własne środki, czyli wykładając własne środki, myśliwi uruchamiają cały łańcuch powiązań gospodarczych - ocenił Łowczy Krajowy PZŁ.
Odniósł się on też do pojawiających się ostatnio w przestrzeni publicznej propozycji, by polowań w ogóle zakazać.
Jeżeli chcemy czegoś zakazać lub ograniczyć, to musimy mieć świadomość konsekwencji, jakie te decyzje będą rodziły. Jeżeli zakażemy np. polowań, to zwierzyna nie czyta ustaw i rozporządzeń i jej zachowania będą takie same. Bezpieczeństwo jest również bardzo ważne, także to związane z rozprzestrzenianiemsię różnych chorób. To są działania myśliwych, które implikują koszty. Ostatecznie koszty te, gdybyśmy zakazali działalności łowieckiej, poniesie budżet państwa, czyli obywatel - wskazywał Grzeszczak.
Cena schabowego i bezpieczeństwo na drogach
Może się wydawać, że działalność myśliwych nie ma wpływu na życie przeciętnego Kowalskiego, który nie poluje i nie ma pola uprawnego. Nic bardziej mylnego. Jak tłumaczy Eugeniusz Grzeszczak, efekty pracy myśliwych widzimy zarówno przy sklepowej kasie, jak i na drodze.
Działalność myśliwych przekłada się wprost na życie przeciętnego obywatela, jeżeli mówimy o bezpieczeństwie żywnościowym, a możemy również mówić o bezpieczeństwie w aspekcie walki z ASF. To powoduje, że cena wieprzowiny nie jest kształtowana jest przy kasie, w sklepie czy w supermarkecie, tylko na polu czy w zagrodzie rolnika. Gdy wirus ASF przenosi się na trzodę, a Polska jest znaczącym producentem trzody chlewnej, zmniejsza się podaż. To z kolei skutkuje wzrostem ceny. Potencjalny Kowalski przy kasie zapłaci za schabowego wysoką cenę - podkreślał Eugeniusz Grzeszczak.
Kluczowym przykładem jest więc, według Łowczego Krajowego PZŁ, walka z wirusem ASF (afrykański pomór świń). Głównym rezerwuarem tej choroby są dziki. Kiedy wirus przenosi się na trzodę chlewną, hodowcy muszą likwidować całe stada. Działania myśliwych, takie jak kontrola populacji dzików, mają bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo żywnościowe w Polsce i cenę wieprzowiny w sklepach.
Kolejnym podnoszonym przez Eugeniusza Grzeszczaka aspektem jest bezpieczeństwo na drogach. Coraz częściej słyszymy o kolizjach z udziałem dzikich zwierząt, nie tylko na lokalnych drogach, ale i na autostradach czy w miastach. Prawidłowo prowadzona gospodarka łowiecka w Polsce ma pomagać w ograniczeniu liczby takich zdarzeń poprzez utrzymywanie populacji zwierzyny na odpowiednim poziomie. Zderzenie z dzikiem czy jeleniem to nie zwykła stłuczka – to realne zagrożenie dla życia i zdrowia kierowców oraz ogromne koszty naprawy pojazdów.
Myśliwi w systemie obrony kraju? Nowe przepisy nie pozostawiają złudzeń
W obliczu niestabilnej sytuacji międzynarodowej i trwającego za naszą wschodnią granicą konfliktu, coraz częściej mówi się o budowaniu odporności państwa. Okazuje się, że 134-tysięczna grupa myśliwych, profesjonalistów potrafiących posługiwać się bronią, ma w tym systemie do odegrania konkretną rolę.
Potwierdza to Eugeniusz Grzeszczak, powołując się na nowe przepisy. Zgodnie z ustawą o ochronie ludności i obronie cywilnej, Polski Związek Łowiecki został wprost wymieniony jako organizacja, która tworzy odporność państwa na sytuacje kryzysowe.
Mamy ustawę o ochronie ludności i obronie cywilnej, gdzie Polski Związek Łowiecki wymieniany jest enumeratywnie jako organizacja, która tworzy odporność państwa na wszelkiego rodzaju kryzysy, a największym kryzysem jest konflikt. W zakresie obrony cywilnej myśliwi znający teren, dokładnie znający teren, mający doświadczenie i rozpoznanie właśnie w terenach leśnych, mogą tę wartość dodaną absolutnie wnosić – podkreśla w rozmowie z "Super Biznesem" Łowczy Krajowy PZŁ.
W praktyce oznacza to, że w razie kryzysu myśliwi stają się częścią systemu obrony cywilnej. Ich atutem jest nie tylko umiejętność posługiwania się bronią, ale przede wszystkim unikalna znajomość terenu. Sieć blisko 2800 kół łowieckich pokrywa całą Polskę, co daje im bezcenną wiedzę o lokalnych lasach, polach i bezdrożach. To kapitał, który w sytuacjach kryzysowych może okazać się kluczowy.
Tym samym rola współczesnego myśliwego wykracza daleko poza polowanie. To już nie tylko element gospodarki i systemu bezpieczeństwa żywnościowego, ale także ważny komponent budowania odporności całego kraju.