Hubert Biskupski: Panie premierze, zacznijmy od tematu, który rozgrzewa opinię publiczną, czyli od sporu Rafała Brzoski z Metą, choć w rzeczywistości to nie jest to tylko spór Brzoski z Metą, ale to jest spór setek czy tysięcy ludzi, których wizerunki, głosy są wykorzystywane i na bazie których są tworzone fałszywe reklamy dzięki czemu Meta zarabia miliardy złotych. Jak ukrócić ten proceder?
Krzysztof Gawkowski: Trzeba na platformy cyfrowe założyć chomąto.
Łatwo powiedzieć…
To nie jest tak, że nie można tego zrobić. Ministerstwo Cyfryzacji, w tym osobiście ja, jestem zaangażowany w ten proces od listopada 2025 roku. Trzeba naciskać, wywoływać presję, zmieniać prawo i nakładać kary. Nie może być tak, że platforma cyfrowa myśli, że jej wszystko wolno. Nie może być tak, że zarabia na oszukańczych reklamach. Nie może być tak, że państwo będzie na to przyzwalało. Stąd moja mocna reakcja. Po pierwsze, żądanie 250 milionów euro kary dla Mety za to, że takie oszukańcze reklamy wprowadzała w Polsce. Po drugie, zmiana prawa, która nie pozwoli na takie reklamy. Ona już w Polsce była, to warto przypomnieć, bo w grudniu tamtego roku zostało przygotowane odpowiednie prawo. Parlament uchwalił ustawę, tylko prezydent ją zawetował. No i trzecia rzecz - występowanie przed Komisją Europejską, które ma się skończyć tym, że w ramach Unii Europejskiej będziemy wymagali od Mety i od innych platform szanowania naszych wewnętrznych praw, które nie pozwalają oszukiwać ludzi.
Panie premierze, czy jest szansa na jakiś kompromis z prezydentem w tej kwestii?
Kompromis w sprawie przyjęcia bezpieczeństwa w internecie z prezydentem został zawarty i przez Ministerstwo Cyfryzacji dotrzymany. Pan prezydent oczekiwał, że w ustawach, które będziemy głosowali, będzie odwołanie do sądu powszechnego, czyli że to sąd będzie decydował, czy jakieś treści zdejmujemy, czy nie. I my wprowadziliśmy te zapisy, a pan prezydent i tak zawetował ustawę. To było weto polityczne, bo się opłacało prawicy, której patronem jest Nawrocki. Opłacało się PiS-owi i Konfederacji, żeby mogli szczuć w internecie.
Panie premierze, niedawno mieliśmy do czynienia z gigantycznym wyciekiem danych 19 milionów pacjentów. Jesteśmy w procesie digitalizacji, transformacji cyfrowej, coraz silniejszego wdrażania AI, korzystamy z tych narzędzi już powszechnie - jak wygląda nasza świadomość, jeżeli chodzi o cyberzagrożenia i nasze bezpieczeństwo w sieci? Zarówno w kontekście rosyjskich działań, jak i zwykłych wyłudzeń i oszustw.
Poruszył pan kilka wątków. Po pierwsze, firma prywatna utraciła kontrolę nad swoimi danymi i państwo jej pomogło. Bo gdyby nie państwo, to te dane pewnie by wypłynęły. My mamy służby ale firmy prywatne muszą inwestować w bezpieczeństwo, stąd też postępowanie kontrolne. Firmy muszą wiedzieć, że odpowiadają swoim majątkiem i reputacją za to, że nie przypilnują danych. Po drugie, my w Polsce wydajemy na cyberbezpieczeństwo pięć miliardów złotych. To są rekordowe środki. Realizujemy programy, które mają bardziej skoordynować działania związane z cyberbezpieczeństwe,. Inwestujemy w samorząd terytorialny, w urzędy, w szpitale, w jednostki, które potrzebują wsparcia. Wydajemy pieniądze, które idą wprost do wodociągów i kanalizacji, które to też przeżyły ataki. Polska jest dzisiaj najbardziej atakowanym państwem Unii Europejskiej. Tych ataków dziennie jest 2-3 tysiące. Ta cyberwojna może nam wyłączyć prąd czy gaz w domu. Może pozbawić nas wody. I to jest realizowane przez państwo nieprzyjazne, bo tę cyfrową wojnę toczymy z Rosją. To Rosja jest cyberterrorystą, który chce wprowadzić panikę w Polsce. Po trzecie w końcu, w obliczu cyberzagrożeń jest potrzeba aktywności obywatela, żeby wiedział, jak się chronić, co musi zrobić, jak dbać o swoje dane i czego nie powinien robić w sieci. Dlatego wydajemy rekordowy miliard złotych na kompetencje cyfrowe Polek i Polaków, setki tysięcy przeszkolonych osób po to, żeby Polacy pamiętali o higienie cyfrowej.
Jesteśmy przed kampanią wyborczą, bo za rok, czyli za moment czekają nas wybory parlamentarne. Jak ocenia pan sygnał, który płynie z Niemiec, z Saksonii-Anhalt, gdzie to skrajnie prawicowa AfD wygrała wybory, uzyskując aż 44 proc. głosów? Widzimy radykalizację nastrojów w zasadzie w całej Europie. Czy pan się boi tej radykalizacji i tego, że ona będzie wywierać jeszcze silniejszy wpływ na decyzje polityczne Polaków?
Brunatna fala nadchodzi nad Europę i trzeba o tym myśleć i temu przeciwdziałać. Musimy mieć świadomość, że rządy takie formacji, jak AfD w Niemczech czy Konfederacji i PiS w Polsce to jest zaściankowość, to jest spór z Unią, być może nawet wyjście z Unii Europejskiej. To jest szukanie partnerstwa w Rosji, jak mówi AfD. To jest brak współpracy z państwami Zachodu, które chcą demokracji opartej o prawo. Obawiam, że obywatele za mało wiedzą o tym, że te partie są skrajnie nacjonalistyczne i skrajnie populistyczne i one mogą doprowadzić do powtórki z historii - wojen i nienawiści. Dlatego obecne rządy, tak jak w Polsce, muszą się więcej chwalić. Z okazji 1000 dni - bo teraz minęło 1000 dni rządów przygotowaliśmy specjalny projekt. Pokazujemy historię 1000 dni cyfryzacji w Polsce, tysiąca zmian, które zaszły: od mObywatela (13 milionów użytkowników) po 100 milionów e-doręczeń, dzięki czemu uratowaliśmy 6,5 miliona drzew. Kolejne elementy to 700 000 dostępów do szybkiego internetu w polskich domach. To rekordowe wydatki na cyberbezpieczeństwo, o których wspomniałem. To 700 000 laptopów i tabletów dostarczonych do polskich szkół, to 13 000 pracowni AI w polskich szkołach. Mamy się jako rząd czym chwalić, pokazywać, że jesteśmy dzisiaj mocną gospodarką. Gospodarką, która jest warta cztery biliony złotych. Nasz wzrost PKB to 3,6 proc., a niemiecki 0,3 proc. I tak można z populistami wygrać pokazując prawdę i to jak się zmienia Polska.
Rozmawiał Hubert Biskupski