Spis treści
Co dalej z cenami paliw? Jest deklaracja ministra Motyki
Wielu kierowców z niepokojem patrzy na rosnące ceny na stacjach benzynowych. Pytanie, czy paliwo może wkrótce kosztować nawet 10 złotych za litr, pojawia się coraz częściej. Minister energii Miłosz Motyka, pytany o to w TVP Info w likwidacji, starał się uspokoić nastroje.
Dzisiaj takiej analizy nie ma. I analitycy też tego nie przewidują. To jak się rozwinie kryzys na Bliskim Wschodzie jest niewiadomą, ale w przyszłości najbliższej takiego zagrożenia nie ma. Natomiast ceny paliw w Polsce są wysokie – powiedział minister Miłosz Motyka.
Zdaniem szefa resortu energii, w najbliższym czasie ceny paliw w 2026 roku nie powinny przekroczyć bariery 10 zł za litr. Sytuacja na Bliskim Wschodzie jest jednak dynamiczna i to ona w dużej mierze będzie kształtować ceny ropy naftowej na światowych rynkach, co bezpośrednio przekłada się na to, ile płacimy przy dystrybutorach.
Czy rachunki za gaz wzrosną od 1 stycznia 2027 roku?
Kolejną kwestią, która martwi Polaków, są ceny gazu. Minister Miłosz Motyka zwrócił uwagę, że do końca 2026 roku obowiązują już zatwierdzone, niższe taryfy. Przypomniał też, że w tym roku udało się obniżyć koszty przesyłu gazu o kilkanaście procent. Co jednak czeka nas po Nowym Roku?
Minister przyznał, że kryzys na Bliskim Wschodzie powoduje wzrost cen gazu w całej Europie. Zaznaczył jednak, że Polska jest w dobrej sytuacji. Nasza gospodarka nie jest aż tak zależna od tego surowca, a magazyny gazu są obecnie zapełnione w 96 procentach. To znacznie lepszy wynik niż w wielu innych krajach Europy.
Będziemy robili wszystko, by tak się nie stało, łącznie z tym, jak obniżamy koszty przesyłu - odpowiedział, zapytany o to, czy od 1 stycznia 2027 roku rachunki pójdą w górę.
Rząd ma zatem szukać rozwiązań, aby ceny gazu w 2027 roku nie uderzyły Polaków po kieszeni. Na konkretne decyzje trzeba jednak poczekać do momentu, aż spółki energetyczne złożą swoje wnioski taryfowe.
Koniec programu Ceny Paliwa Niżej. Ile kosztował i dlaczego?
W 2026 roku rząd dwukrotnie interweniował na rynku paliw, wprowadzając program Ceny Paliwa Niżej (CPN). Pierwszy raz program obowiązywał od końca marca do końca czerwca. Była to odpowiedź na gwałtowny wzrost cen ropy po wybuchu konfliktu między USA i Izraelem a Iranem 28 lutego. Drugi raz CPN wprowadzono w wakacje, od 17 do 31 sierpnia. Program zakładał m.in. obniżkę stawki VAT na benzynę i olej napędowy z 23 proc. do 8 proc. oraz ustalenie ceny maksymalnej na stacjach.
Ministerstwo Finansów właśnie poinformowało, ile ta pomoc kosztowała budżet państwa. Całkowity koszt programu Ceny Paliwa Niżej wyniósł około 5,2 mld zł. Sam okres wakacyjny, od 17 do 31 sierpnia, to wydatek rzędu 495 mln zł.
Dlaczego program nie jest kontynuowany, skoro ceny wciąż są wysokie? Minister Miłosz Motyka stwierdził, że powodem jest „bardzo napięty” budżet. Wskazał też na polityczną przyczynę. Jego zdaniem, gdyby prezydent Karol Nawrocki podpisał ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych, program CPN mógłby działać dalej. Pieniądze z tego podatku miały bowiem finansować dalsze obniżki cen dla kierowców.
