Dystrybutorzy e-papierosów chcą podwójnego weta. "Inaczej zbankrutujemy"

Ponad 140 firm apeluje do prezydenta Karola Nawrockiego o weto. A nawet dwa. Chodzi o przepisy, które drastycznie podniosą podatek od e-papierosów. W ich ocenie, zmiany mogą "zniszczyć polskie firmy i doprowadzić do fali bankructw".

Sprzedawczyni podaje e-papierosa klientowi w sklepie. O protestach branży przeciw wyższej akcyzie przeczytasz na SE Superbiz.
Autor: AI/ Wygenerowane przez AI Rząd szykuje nowe przepisy, przedsiębiorcy przerażeni

Dlaczego polskie firmy proszą prezydenta o weto?

Na biurko prezydenta Karola Nawrockiego trafił oficjalny apel, pod którym podpisało się 141 polskich małych i średnich przedsiębiorstw. Według organizatora akcji, petycję poparło też ponad 124 tysiące konsumentów, którzy swoje podpisy składali głównie w punktach sprzedaży w całym kraju. Sprawa jest pilna i dotyczy dwóch projektów ustaw przygotowanych przez rząd Donalda Tuska, które – zdaniem branży – mogą doprowadzić do jej upadku.

Chodzi o zmiany w podatku akcyzowym (Druk sejmowy nr 2839) oraz w ustawie o ochronie zdrowia (Druk sejmowy nr 2362). Zdaniem autorów petycji, pod pozorem uszczelniania systemu, rząd tworzy warunki, które faworyzują wielkie, międzynarodowe koncerny tytoniowe kosztem polskich przedsiębiorców.

Jaki będzie nowy podatek od e-papierosów i inne opłaty?

Projekty zakładają m.in., że od 1 stycznia 2027 roku podatek od płynów do e-papierosów miałby wzrosnąć do stawki 2,20 zł za mililitr. Jeszcze w 2024 roku wynosił on 0,55 zł i zgodnie z rządowymi planami miał być podnoszony, ale znacznie wolniej. Według przedstawicieli branży, nowy podatek byłby jednym z najwyższych w całej Unii Europejskiej.

Drugi element, który budzi protesty, to opłaty za badania. Projekt Ministerstwa Zdrowia nakłada na firmy obowiązek płacenia za badania laboratoryjne próbek pobieranych do kontroli. Przy czym według przedsiębiorców nie chodzi tu o kontrole przed dopuszczeniem do obrotu, tylko o prowadzone przez Inspekcję Handlową kontrole zgodności towaru na sklepowych półkach z zadeklarowanym składem. Ich koszt – arbitralnie narzucony – ma wynieść około 18 tys. zł za jedną próbkę, niezależnie od tego, czy kontrola wykaże jakiekolwiek nieprawidłowości.

Rynkowy koszt takiego badania to 1000-1500 złotych. Państwowe laboratorium mogłoby zrealizować je za 600 - 700 złotych. Nie wiemy, skąd taka kwota, a kontrola może zostać zlecona osobno dla każdej serii produktu. I może dotyczyć produktu, którego dystrybutor nie ma już nawet w ofercie 

- tłumaczy w rozmowie z superbiz.se.pl przedstawiciel przedsiębiorców Łukasz Miernik. I dodaje:

My nie wiemy, jak taki produkt był przechowywany i transportowany. Czy nie stał na słońcu? Czy nie zamarzł? Po drodze do sklepu mogło być nawet kilku pośredników, na których dystrybutor nie ma wpływu, ale to on będzie odpowiadał, jeśli kontrola wykaże, że w składzie produktu zaszła jakaś reakcja. Tymczasem wśród dystrybutorów są firmy, które mają 200, 300 albo 500 smaków. I każdy może być testowany osobno. To są kwoty idące w miliony.

Miernik zwraca uwagę także na to, że polski rynek już teraz ma specyficzne regulacje i dostosowanie się do nich wymagało wprowadzenia produktów, których nie można sprzedawać w innych krajach.

Do tego Komisja Europejska już teraz pracuje nad nową Dyrektywą Tytoniową, ale nie wiadomo, czy proponowane teraz przez ministerstwo zdrowia zmiany idą w tym samym kierunku. Grozi nam to, że co roku będziemy musieli cały biznes zaczynać od nowa!

Czy nowe przepisy zniszczą małe firmy i powiększą szarą strefę?

Przedsiębiorcy nie mają wątpliwości: jeśli te przepisy wejdą w życie, czeka ich fala bankructw. Ich model biznesowy opiera się bowiem na szerokiej ofercie smakowej.

Drugim efektem będzie – w ich ocenie – powiększenie szarej strefy. Tymczasem – według danych Instytutu Fraunhofera – nawet 60 procent e-papierosów w Polsce już teraz pochodzi z nielegalnego źródła. Przedsiębiorcy ostrzegają, że drastyczne zwiększenie obciążeń nie tylko doprowadzi do bankructw, ale też sprawi, że jeszcze większa część rynku przeniesie się do szarej strefy; klienci, szukając tańszych produktów, będą kupować je z niepewnych źródeł, a budżet państwa straci miliardy.

Jak rząd uzasadnia zmiany w prawie?

Rząd ma jednak swoje argumenty i przekonuje, że zaostrzenie przepisów jest konieczne. Ministerstwo Finansów pod kierownictwem ministra Andrzeja Domańskiego oraz Ministerstwo Zdrowia wskazują na kilka kluczowych powodów. Pierwszy to ochrona zdrowia, zwłaszcza nieletnich. Rządzący podkreślają, że e-papierosy, szczególnie te o owocowych smakach, stają się coraz popularniejsze wśród młodzieży. Ostrzejsze prawo ma utrudnić im dostęp do wyrobów nikotynowych.

Kolejny argument to uszczelnienie budżetu. Wyższe podatki mają przynieść dodatkowe wpływy do kasy państwa, które są potrzebne na finansowanie rosnących wydatków, w tym na ochronę zdrowia, a zmiany mają też uniemożliwić omijanie opodatkowania, na przykład przez sprzedaż nieopodatkowanych składników do samodzielnego mieszania płynów.

Jest też kwestia dostosowanie do standardów UE. Resort finansów przekonuje, że stawki akcyzy w Polsce należały do najniższych w Unii.

To nie pierwsza bitwa o e-papierosy

To nie pierwsza próba podniesienia podatków dla branży. Kilka miesięcy temu, w lipcu 2026 roku, prezydent Karol Nawrocki zablokował poprzednią próbę, kierując do Trybunału Konstytucyjnego ustawę o podatku akcyzowym. Jego wątpliwości wzbudził "legislacyjny chaos" i zbyt krótki czas na przygotowanie się firm do zmian.

Rząd nie czekał jednak na decyzję Trybunału i wrócił z nowymi, jeszcze bardziej restrykcyjnymi projektami. Teraz piłka znów jest po stronie prezydenta. Od jego decyzji zależy przyszłość tysięcy polskich firm i kształt całego rynku.

Przedsiębiorcy apelują o podwójne weto.

Kontrabanda za 1,5 mln zł ukryta w cebuli. Podlaska KAS udaremniła przemyt papierosów

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki