- Lipiec przyniósł zaskakujące spowolnienie wzrostu cen w sklepach, osiągając najniższy poziom od dawna.
- Żywność podrożała zaledwie o 1,2 proc. rok do roku, co eksperci określają jako „historyczne minimum” inflacji sklepowej.
- Pomimo optymizmu, specjaliści ostrzegają przed szybkim odwróceniem trendu – sprawdź, jakie czynniki mogą sprawić, że drożyzna powróci!
Tempo wzrostu cen w sklepach wyraźnie hamuje. W lipcu 2026 roku żywność, napoje i inne najczęściej kupowane produkty były średnio o 1,9 proc. droższe niż rok wcześniej – wynika z najnowszego raportu UCE Research i Uniwersytetu WSB Merito. Jeszcze w czerwcu wzrost wynosił 2,7 proc., a w maju 3,4 proc.
Jeszcze lepiej wyglądają dane dotyczące samej żywności. W lipcu jej ceny wzrosły średnio o 1,2 proc. rok do roku, podczas gdy miesiąc wcześniej było to 1,9 proc., a w maju 2,4 proc. Dla konsumentów oznacza to, że choć za zakupy nadal płacimy więcej niż przed rokiem, podwyżki na sklepowych półkach wyraźnie wyhamowały.
Ekspert: „historyczne minimum”
Dr Marek Szymański z Uniwersytetu WSB Merito ocenia, że wskaźnik tzw. inflacji sklepowej w lipcu najprawdopodobniej osiągnął swoje historyczne minimum. To dobra informacja, ale ekspert od razu studzi optymizm. Jego zdaniem nie należy zakładać, że tak niska dynamika wzrostu cen utrzyma się na dłużej.
Zwraca uwagę m.in. na dane NBP wskazujące na kilkunastoprocentowy wzrost zasobów pieniądza w gospodarce. W jego ocenie może to przełożyć się na wzrost cen w perspektywie kolejnych miesięcy.
Ciekawie wygląda również porównanie danych ze sklepów z ogólną inflacją. Według szybkiego szacunku GUS inflacja konsumencka przyspieszyła z 2,5 proc. w czerwcu do 3 proc. w lipcu. Tymczasem dynamika cen badanych przez UCE Research i WSB Merito w tym samym czasie spadła.
Różnica wynika m.in. z konstrukcji obu wskaźników. Koszyk GUS obejmuje znacznie więcej niż towary kupowane podczas codziennych zakupów – znajdują się w nim również m.in. usługi, energia czy materiały budowlane.
Sieci mają przestrzeń do walki cenami
Jednym z powodów stosunkowo niewielkiego wzrostu cen żywności jest sytuacja producentów. Jak wskazuje dr Szymański, ceny produkcji sprzedanej przemysłu spożywczego spadają od jesieni 2025 roku. W maju były o 4 proc. niższe niż rok wcześniej.
Daje to sieciom handlowym większe możliwości utrzymywania cen na relatywnie niskim poziomie. Walka o klienta jest szczególnie istotna właśnie w przypadku żywności, która pozostaje podstawową kategorią produktów kupowanych przez Polaków.
Na wyniki wpłynęła również sytuacja na rynku paliw. Zdaniem eksperta Polska dobrze poradziła sobie z napięciami na rynkach surowców energetycznych, do czego przyczynił się rządowy pakiet CPN obniżający ceny paliw.
Tańsze zakupy nie są przesądzone. Paliwa mogą podbić ceny
Problem w tym, że sytuacja zaczęła się zmieniać. Dr Justyna Rybacka z Uniwersytetu WSB Merito zwraca uwagę na wzrost cen paliw w ostatnich tygodniach po wygaśnięciu w czerwcu pakietu CPN. Do tego dochodzi nieprzewidywalna sytuacja geopolityczna.
Droższe paliwo oznacza większe koszty transportu i logistyki, a te mogą ostatecznie zostać przerzucone na konsumentów. Presja może dotknąć zarówno cen żywności i innych towarów w sklepach, jak i usług.
Dlatego lipcowe 1,9 proc. może okazać się dołkiem, a nie początkiem dłuższego okresu stabilizacji. Eksperci nie przesądzają, jak mocno ceny mogą ponownie przyspieszyć, ale wskazują czynniki, które zwiększają takie ryzyko w kolejnych miesiącach.
Sprawdzili ponad 103 tys. cen w 47 tys. sklepów
Raport „Indeks cen w sklepach detalicznych” powstał na podstawie szerokiej analizy rynku. UCE Research i Uniwersytet WSB Merito sprawdziły 100 produktów codziennego użytku najczęściej wybieranych przez konsumentów. Łącznie porównano ponad 103 tys. cen detalicznych z przeszło 47,3 tys. sklepów należących do 64 sieci handlowych. Analiza uwzględniała zarówno ceny regularne, jak i promocyjne w dyskontach, supermarketach, hipermarketach, sieciach convenience oraz cash&carry.
Polecany artykuł: