- Wzrost cen węgla w Polsce nawet o 300 zł na tonie przed sezonem grzewczym 2026/2027.
- Przyczyna podwyżek: globalny powrót do węgla w obliczu konfliktu na Bliskim Wschodzie i problemów z dostawami gazu.
- Rekordowe prognozy zużycia węgla na świecie w 2026 roku.
- Ostrzeżenie eksperta przed zbyt szybką rezygnacją z węgla w Unii Europejskiej na rzecz niestabilnego rynku gazu.
Kto zwlekał z zakupem opału na zimę, musi przygotować się na znacznie wyższe rachunki. Przed nadchodzącym sezonem grzewczym ceny węgla idą mocno w górę. W niektórych składach opał podrożał nawet o 300 zł na tonie w porównaniu do początku sierpnia.
Jak to wygląda w praktyce? W sklepie Polskiej Grupy Górniczej (PGG) ceny przy odbiorze z kopalni wyglądają jeszcze w miarę rozsądnie – za tonę węgla typu orzech trzeba zapłacić od 1135 do 1279 zł. U prywatnych dystrybutorów jest już znacznie drożej. Dla przykładu, w jednym ze składów w Starym Licheniu (woj. wielkopolskie) cena orzecha sięga już 1800 zł za tonę, a ekogroszku nawet 1880 zł.
Dlaczego węgiel drożeje? Globalny kryzys zmienia reguły gry
Podwyżki w Polsce nie biorą się znikąd. Są bezpośrednim skutkiem poważnych zawirowań na świecie. Konflikt między USA a Iranem i związane z nim zakłócenia w transporcie ropy i gazu LNG przez cieśninę Ormuz wywołały efekt domina. Sytuację pogorszyła awaria kluczowego zakładu Ras Laffan w Katarze, który wstrzymał ogromne dostawy skroplonego gazu do Azji.
Sytuacja na Bliskim Wschodzie i problemy z dostawami gazu sprawiły, że świat znowu mocno stawia na węgiel, co bezpośrednio przekłada się na to, ile płacimy w Polsce. Kraje azjatyckie, takie jak Japonia, Korea Południowa czy Wietnam, ratują swoje bilanse energetyczne, uruchamiając na potęgę elektrownie węglowe. W Europie węgiel jest dziś po prostu znacznie tańszy od gazu. Prognozy są jednoznaczne – Międzynarodowa Agencja Energetyczna szacuje, że globalne zapotrzebowanie na węgiel w 2026 roku wzrośnie do rekordowego poziomu 8,94 mld ton.
Ekspert ostrzega: "Błędne podejście". Co to oznacza dla polityki UE?
Prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej Janusz Olszowski uważa, że obecny kryzys to zimny prysznic dla europejskich strategów od transformacji energetycznej. Jego zdaniem, lansowanie w Unii Europejskiej wyłącznie gazu jako paliwa przejściowego jest błędnym i ryzykownym podejściem. Jak podkreśla, Wspólnota nie ma wystarczających własnych zasobów tego surowca, a import jest nie tylko drogi, ale też obarczony ogromnym ryzykiem geopolitycznym, co widzimy właśnie teraz.
Wniosek jest prosty i dla wielu niewygodny. Według prezesa Olszowskiego, zanim zaczniemy masowo likwidować stabilne źródła energii, takie jak elektrownie węglowe, musimy najpierw zbudować realną i bezpieczną alternatywę, na przykład w postaci energetyki jądrowej. W przeciwnym razie skazujemy się na niestabilność i dyktat cenowy zewnętrznych dostawców, co boleśnie odczują portfele zwykłych obywateli.