- Europa ma zaledwie 12 do 18 miesięcy na aktywne włączenie się w rozwój AI, by uniknąć pozostania w tyle nawet za Afryką.
- Nadmierna biurokracja i regulacje w Europie hamują innowacje i wypychają talenty, utrudniając kontynentowi rywalizację w globalnym wyścigu AI.
- AI to początek czwartej rewolucji przemysłowej, nie bańka – warto inwestować w jej fundamenty i przyszłe aplikacje, zwłaszcza w ochronie zdrowia.
- Rewolucja AI otwiera "złoty wiek dla przedsiębiorczości", umożliwiając rozwój nawet małym firmom i jednoosobowym działalnościom dzięki potężnym modelom.
Europa ma tylko 18 miesięcy na dołączenie do rewolucji AI
Europa ma najwyżej półtora roku, by na poważnie włączyć się do globalnej rywalizacji o sztuczną inteligencję. W przeciwnym razie grozi jej technologiczna zapaść i całkowita zależność od USA lub Chin. Takie ostrzeżenie w wywiadzie dla portalu money.pl wystosował Dan Ives, dyrektor zarządzający i analityk technologiczny w Wedbush Securities, uznawany za jednego z najbardziej wpływowych ekspertów na świecie. Według niego jesteśmy w kluczowym momencie, który zadecyduje o przyszłości kontynentu na dekady.
– Macie od 12 do 18 miesięcy, żeby upewnić się, że wchodzicie do gry i przecieracie drogę dla autostrady AI. To moment próby – powiedział wprost Dan Ives podczas konferencji Impact'26. Jego diagnoza jest bezlitosna.
Analityk podkreśla, że jeśli do końca 2027 roku kontynent nie zmieni kursu, czeka go bardzo niebezpieczny scenariusz, a w kwestii Europa a AI zostanie on w tyle nawet za Afryką. Konsekwencją będzie całkowite uzależnienie od technologii tworzonej w Stanach Zjednoczonych lub Chinach. – Europa nie miałaby wówczas wyboru. Musiałaby polegać na technologii albo z Chin, albo z USA. To byłby trudny i zarazem kiepski wybór – tłumaczył Ives, dodając, że ten los wciąż można odwrócić, budując własne przyczółki innowacji.
Polecany artykuł:
Dlaczego Europa jest w tyle w wyścigu zbrojeń AI?
Zdaniem Dana Ivesa głównym hamulcem dla rozwoju sztucznej inteligencji w Europie są nadmierne regulacje i piętrząca się biurokracja. – Powiedzieć, że Europa jest przeregulowana to niedopowiedzenie. Potrzebne byłoby narzędzie elektryczne klasy przemysłowej, żeby przeciąć ilość biurokracji, która tu się piętrzy – stwierdził obrazowo ekspert.
Skutkiem jest odpływ talentów i innowacyjnych projektów do innych części świata, takich jak USA, Bliski Wschód czy Azja. To tam przenoszą się firmy, które nie chcą grzęznąć w gąszczu przepisów. Ives zauważył, że choć niektóre kraje, jak Francja czy Polska, starają się przebić tę tamę i zostać liderami, to inne części kontynentu wciąż skupiają się na modelach biznesowych z przeszłości. Analityk podsumował to dosadnie. "Europa, z całą tą biurokracją, ochroną danych i przeregulowaniem, zabija dziś u siebie innowacje" – stwierdził Ives.
AI to nie bańka, a dopiero początek rewolucji
Obecnie na świecie trwa prawdziwy wyścig zbrojeń AI, w którym prowadzą Stany Zjednoczone, a tuż za nimi plasują się Chiny. Reszta świata, w tym Europa, próbuje odnaleźć swoje miejsce w tej rywalizacji. Dan Ives jest jednak przekonany, że nie mamy do czynienia z chwilową modą ani inwestycyjną bańką, która zaraz pęknie. Według niego jesteśmy dopiero na początku 8-10 letniego cyklu rewolucji, a skala transformacji, jaka nas czeka, jest dziś niedoceniana.
Jako największe zagrożenie wskazuje nie samą technologię, ale jej niewłaściwe wykorzystanie. Chodzi głównie o firmy, które traktują AI jako pretekst do masowych zwolnień. – Firmy, które używają AI wyłącznie do cięcia kosztów, okażą się w mojej ocenie podejmować strategicznie złą decyzję – ocenił. Prawdziwym celem i największą szansą związaną z AI jest jej potencjał w medycynie. – Cel jest taki, by można było leczyć choroby, by ludzie żyli dłużej, byli zdrowsi. AI pomoże rozwiązać problemy, dla których dzisiaj ludzie nie mają rozwiązania. W tę stronę to wszystko zmierza – podsumował analityk.
Źródło: Money.pl