Duże ryzyko, rekordowe pensje. Tak się zarabia w cieśninie Ormuz

Dla większości z nas kryzys w cieśninie Ormuz oznacza większe koszty. Dla nich - większe zyski. O ile odważą się na rejs przez cieśninę blokowaną przez dwa walczące ze sobą państwa.

Sylwetki kilku statków towarowych na spokojnym morzu o zachodzie słońca. O zarobkach w Cieśninie Ormuz przeczytasz w SE Superbiz.
Autor: Redakcja Publicystyczna AI/ Wygenerowane przez AI Rozległy akwen wodny z sześcioma zacumowanymi lub powoli płynącymi statkami towarowymi, widocznymi w oddali jako ciemne sylwetki na tle jasnego nieba. Fale na powierzchni wody odbijają światło słoneczne, tworząc długi, lśniący pas, biegnący od horyzontu w stronę pierwszego planu. Dominują odcienie szarości i beżu, z wyraźnym rozjaśnieniem w centralnej części nieba i tafli wody.

Ile zarabiają marynarze za rejs przez Cieśninę Ormuz?

Wojna między Iranem a Stanami Zjednoczonymi i Izraelem, która wybuchła pod koniec lutego 2026 roku, kompletnie zmieniła zasady gry w transporcie morskim. Stawki za pracę w niebezpiecznym regionie Zatoki Perskiej osiągnęły poziom, który jeszcze niedawno był nie do pomyślenia. Chodzi o gigantyczne pieniądze, mające zrekompensować śmiertelne ryzyko.

Z informacji, do których dotarł „Financial Times”, wynika, że zarobki marynarzy poszybowały. Kapitan tankowca za jeden rejs przez Cieśninę Ormuz może dostać nawet 150 tysięcy dolarów. Składa się na to 100 tysięcy dolarów podstawy i dodatkowe 50 tysięcy premii za samo przepłynięcie przez najbardziej zapalny punkt na mapie.

Ogromne pieniądze oferuje się też pozostałym członkom załóg. Marynarze pochodzący głównie z Indii, Filipin czy Chin mogą liczyć na stawki od czterech do nawet sześciu razy wyższe niż przed wybuchem konfliktu. Jak podaje „Wall Street Journal”, jedna z chińskich agencji rekrutacyjnych oferowała niedawno 25 tys. dolarów za rejs w obie strony. Dla wielu niższych rangą marynarzy to kwota równa ich rocznym zarobkom.

Cena ryzyka w Cieśninie Ormuz. Dlaczego płacą aż tyle?

Te bajońskie sumy nie biorą się znikąd. To zapłata za śmiertelne niebezpieczeństwo. Od kiedy Iran niemal całkowicie zablokował kluczową dla światowego handlu cieśninę, każdy rejs w tym regionie to gra w rosyjską ruletkę.

Według przedstawicieli branży żeglugowej, z którymi rozmawiał Bloomberg, prawdopodobieństwo, że statek zostanie trafiony pociskiem lub dronem podczas rejsu przez Cieśninę Ormuz, wynosi obecnie jeden do 20, czyli aż 5 procent. Liczba irańskich ataków na tankowce osiągnęła najwyższy poziom od początku wojny. Brytyjska organizacja UKMTO, która monitoruje bezpieczeństwo żeglugi, regularnie informuje o kolejnych incydentach, w tym o atakach rakietowych z ofiarami w ludziach.

Przed wojną przez cieśninę przepływała mniej więcej jedna piąta ropy naftowej zużywanej na całym świecie. Po jej wybuchu ruch zamarł. Z danych firmy Kpler wynika, że w ostatnim tygodniu przez Ormuz przepłynęło zaledwie siedem statków – to najmniej od lipca. Dla armatorów oznacza to gigantyczne koszty. Jak podaje „Wall Street Journal”, pojedynczy rejs w obie strony to wydatek rzędu 30-40 milionów dolarów. To właśnie dlatego są gotowi płacić fortunę tym, którzy odważą się tam popłynąć.

Jak statki unikają ataków w Cieśninie Ormuz?

Wysokie pensje to jedno, ale przetrwanie rejsu to zupełnie inna sprawa. Załogi i armatorzy sięgają po ekstremalne środki, by zminimalizować ryzyko i dosłownie zniknąć z radarów irańskiej armii. Pływanie przez Cieśninę Ormuz przypomina dziś sceny z filmu wojennego.

Jak podaje agencja Bloomberg, statki przechodzą w tryb "stealth". Oznacza to, że załogi:

  • wyłączają transpondery AIS, czyli systemy automatycznej identyfikacji, które pokazują pozycję statku innym jednostkom i stacjom brzegowym,
  • gaszą wszystkie światła – pokładowe i nawigacyjne,
  • nakazują załogom wyłączenie telefonów komórkowych i wszelkich urządzeń, które mogłyby emitować sygnał.

Taki statek-widmo porusza się w niemal całkowitej ciemności. Nawigacja opiera się na jednym, włączanym z przerwami radarze, obserwacji świateł latarni morskich na wybrzeżu i analizie linii brzegowej. Te ekstremalne środki ostrożności to codzienność, za którą idą rekordowe zarobki marynarzy, bo praca w takich warunkach to balansowanie na krawędzi życia i śmierci. Dodatkowo, pokłady zabezpiecza się workami z piaskiem, które mają choć trochę osłabić siłę uderzenia dronów i zmniejszyć zniszczenia od odłamków pocisków.

Cała operacja to ogromny stres i wyzwanie, nawet dla najbardziej doświadczonych wilków morskich. Wystarczy jeden błąd, by niewidoczny w ciemnościach tankowiec wpadł na inny statek lub został wykryty przez wroga. To właśnie za gotowość do podjęcia takiego ryzyka armatorzy płacą dziś fortunę. Wojna na Bliskim Wschodzie zmieniła jeden z najważniejszych szlaków handlowych świata w śmiertelnie niebezpieczną pułapkę, w której stawką jest nie tylko ropa, ale przede wszystkim ludzkie życie.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki