Spis treści
Art. 24 ust. 2 Prawa o ruchu drogowym nakazuje kierowcy zachowanie szczególnej ostrożności i bezpiecznego odstępu przy wyprzedzaniu rowerzysty. Ustawowe minimum wynosi jeden metr, niezależnie od rodzaju pojazdu, prędkości czy miejsca. W praktyce takie samo minimum obowiązuje kierowcę samochodu osobowego jadącego ulicą z ograniczeniem do 30 km/h i ciężarówki poruszającej się drogą krajową, gdzie dozwolona prędkość wynosi 90 km/h. Mimo że w tej drugiej sytuacji sam pęd powietrza może dosłownie zmieść rowerzystę z drogi.
Zmiany przepisu domagają się autorzy inicjatywy „Szacunek na drodze”. Przekonują, że 1 metr nie zapewnia marginesu bezpieczeństwa. Wystarczy nierówność, kałuża, kamień czy właśnie podmuch powietrza, by doszło do niebezpiecznej sytuacji. Postulują wprowadzenie rozwiązań obowiązujących m.in. w Niemczech, gdzie minimalny odstęp przy wyprzedzaniu wynosi 1,5 metra w terenie zabudowanym i 2 metry poza nim.
Czarna seria wypadków z udziałem rowerzystów
Postulat nie jest nowy. W sierpniu 2025 roku Ministerstwo Infrastruktury negatywnie rozpatrzyło podobną petycję o zwiększenie minimalnego odstępu do 1,5 metra. Resort argumentował, że obowiązujące przepisy nakazują zachowanie bezpiecznej odległości, którą kierowca powinien dostosować do warunków na drodze. Jeden metr to jedynie ustawowe minimum, a nie odstęp wystarczający w każdej sytuacji.
Bezpośrednim impulsem do ponownego nagłośnienia inicjatywy były tragiczne wypadki, do których doszło w październiku. Najpierw w podwarszawskich Gassach zginęła 33-letnia rowerzystka. Do zdarzenia doszło na skrzyżowaniu, prawdopodobnie podczas niedozwolonego wyprzedzania. Trzy dni później w Witkach samochód osobowy zderzył się czołowo z rowerzystą. 48-letni mężczyzna zmarł w szpitalu.
6 października w powiecie polkowickim kierowca samochodu nie ustąpił pierwszeństwa i wjechał w grupę prawidłowo jadących kolarzy. Trzy osoby zostały ranne i trafiły do szpitala. Kierowca tłumaczył policjantom, że oślepiło go słońce. 11 października w Zieminie w Wielkopolsce 20-letni kierowca potrącił dwie kobiety jadące rowerami poboczem drogi. Jedna zginęła na miejscu, a druga w ciężkim stanie trafiła do szpitala. Obie miały kamizelki odblaskowe.
Inicjatorzy akcji zastrzegają, że nie przesądzają o winie uczestników tych wypadków. Zwracają jednak uwagę na ogromną dysproporcję: kierowcę chroni karoseria samochodu, podczas gdy rowerzysta pozostaje praktycznie bezbronny.
Policyjne statystyki potwierdzają skalę problemu. W 2025 roku rowerzyści uczestniczyli w 3425 wypadkach, w których zginęło 155 rowerzystów, a 3075 osób zostało rannych. Jak wynika z danych przywołanych przez „Dziennik Gazetę Prawną”, poza terenem zabudowanym doszło do nieco ponad 12 proc. tych zdarzeń, ale zginęły w nich aż 82 osoby, czyli ponad połowa wszystkich ofiar śmiertelnych.
Według policyjnego raportu za 2025 rok nieprawidłowe wyprzedzanie przez kierujących innymi pojazdami było przyczyną 243 wypadków z udziałem rowerzystów. Zginęło w nich 36 osób. Kolejnych osiem poniosło śmierć w wypadkach spowodowanych niezachowaniem bezpiecznej odległości.
Policja nie wie, ilu kierowców karze za zbyt bliskie wyprzedzanie
Zdaniem Tadeusza Baranowskiego, autora petycji o zmianę przepisów, problemem jest nie tylko zbyt mały wymagany odstęp, lecz także egzekwowanie prawa. Zwrócił się do Komendy Głównej Policji z pytaniem, ilu kierowców w ostatnich dziesięciu latach zostało ukaranych za naruszenie art. 24 ust. 2 Prawa o ruchu drogowym. Jak relacjonuje na Facebooku, otrzymał odpowiedź, że policja nie gromadzi takich danych statystycznych. Podobnych informacji nie uzyskał w komendach wojewódzkich.
Przywołał przy tym historię rowerzysty, który po potrąceniu zaczął nagrywać swoje przejazdy i zgłaszać przypadki niebezpiecznie bliskiego wyprzedzania. Według relacji Baranowskiego mężczyzna udokumentował 36 takich zdarzeń. Spośród 16 zakończonych postępowań siedem nie doprowadziło do ukarania kierujących, osiem zakończyło się pouczeniem, a tylko jedno mandatem.
Baranowski zastrzega, że są to niezweryfikowane informacje dotyczące jednego rowerzysty, a nie reprezentatywne statystyki. Jego zdaniem pokazują jednak, dlaczego warto przyjrzeć się skuteczności egzekwowania przepisów.
Innym przykładem jest historia rowerzysty, który poruszał się drogą krajową nr 57 w województwie warmińsko-mazurskim z przymocowanym do roweru basenowym „makaronem” – piankową rurką używaną do nauki pływania. To stosowany od lat przez niektórych rowerzystów sposób na skłonienie kierowców do zachowania bezpiecznego odstępu podczas wyprzedzania. Nagranie wywołało poruszenie w internecie, a policja rozpoczęła… poszukiwania rowerzysty, podejrzewając, że mógł popełnić wykroczenie. Baranowski kwestionuje zasadność tych podejrzeń. Jego zdaniem przekroczenie szerokości 90 cm nie oznacza automatycznie popełnienia wykroczenia – taki pojazd można zakwalifikować jako wózek rowerowy, który ma prawo poruszać się po jezdni.
Zwraca jednak uwagę na istotniejszy paradoks: policja nie gromadzi danych o karaniu kierowców za zbyt bliskie wyprzedzanie, ale znalazła powód, by szukać człowieka, który próbował zapewnić sobie bezpieczeństwo. Zamiast skutecznej ochrony wynikającej z przepisów musiał sięgnąć po prowizoryczne rozwiązanie, które samo stało się przedmiotem policyjnego zainteresowania.
„Nie musisz mnie lubić, wystarczy, że mnie nie zabijesz”
Autorzy inicjatywy podkreślają, że nie usprawiedliwiają rowerzystów łamiących przepisy. Zobowiązują się do przestrzegania zasad ruchu drogowego i promowania bezpiecznej jazdy w swoich klubach i grupach. Przypominają jednak, że nieodpowiedzialne zachowanie jednostek nie powinno wpływać na ocenę całej społeczności.
Rowerzysta na drodze to nie przeszkoda. To czyjś syn, mąż, ojciec. Czyjaś córka, żona, matka – przekonują.
Podkreślają też, że rowerzyści, niezależnie od tego, czy jeżdżą rekreacyjnie, do pracy, czy trenują kolarstwo, mają takie samo prawo do bezpiecznego korzystania z dróg jak kierowcy samochodów.
„Nie musisz mnie lubić, wystarczy, że mnie nie zabijesz” – mówi jeden z kolarzy wspierających akcję „Szacunek na drodze”. To hasło dobrze oddaje jej przesłanie. Autorzy inicjatywy podkreślają, że nie chodzi o konflikt kierowców z rowerzystami, lecz o bezpieczeństwo wszystkich uczestników ruchu.
Ich postulaty nie ograniczają się do zwiększenia odstępu przy wyprzedzaniu. Domagają się także:
- skuteczniejszego przeciwdziałania wyprzedzaniu „na trzeciego”
- kontroli na popularnych trasach rowerowych
- usprawnienia systemu zgłaszania niebezpiecznych zachowań zarejestrowanych kamerami
- oraz wieloletniej kampanii społecznej.
- Chcą również zdecydowanej reakcji państwa na publiczne nawoływanie do przemocy wobec rowerzystów.
Tadeusz Baranowski podkreśla, że problemu nie należy przedstawiać jako konfliktu dwóch wrogich grup użytkowników dróg.
„Wojna kierowców z rowerzystami” – tak często piszą media, bo takie nagłówki dobrze się klikają. Tyle że taka wojna nie istnieje – przekonuje na Facebooku.
Jego zdaniem u podstaw niebezpiecznych zachowań leżą przede wszystkim brak wzajemnego szacunku i wyobraźni, a także niedoskonałości przepisów. Zwraca uwagę, że wielu rowerzystów jest jednocześnie kierowcami samochodów, a poprawa kultury jazdy przyniosłaby korzyści również pieszym i zmotoryzowanym. – Szacunek na drodze, nie żadna wojna – podsumowuje.
Hiszpania, czyli szacunek w praktyce
Jak taki szacunek może wyglądać, pokazuje przykład Hiszpanii. Amatorskie kolarstwo jest tam niezwykle popularne, a regiony takie jak Majorka czy Costa Blanca przyciągają zimą także zawodowe grupy kolarskie przygotowujące się do kolejnego sezonu. Na wąskich, krętych górskich drogach samochody i rowery muszą więc dzielić się przestrzenią. Obecność kolarzy jest tam jednak czymś naturalnym, a kierowcy potrafią cierpliwie jechać za grupą rowerzystów, bez trąbienia i prób wyprzedzania za wszelką cenę, czekając na możliwość bezpiecznego wykonania manewru.
Hiszpańskie przepisy dopuszczają przy tym jazdę rowerem po jezdni w terenie zabudowanym nawet wtedy, gdy obok znajduje się droga rowerowa, o ile znaki nie nakazują korzystania z niej. Od 1 października 2026 roku obowiązują tam również nowe zasady wyprzedzania rowerzystów. Poza terenem zabudowanym kierowcy muszą zachować co najmniej 1,5 metra odstępu i zmniejszyć prędkość o minimum 20 km/h względem obowiązującego ograniczenia. Na drodze z limitem 90 km/h oznacza to wyprzedzanie z prędkością najwyżej 70 km/h. Na jezdniach mających więcej niż jeden pas w danym kierunku kierowca musi całkowicie zmienić pas.
To przykład podejścia, w którym rowerzysta nie jest intruzem na drodze, lecz pełnoprawnym uczestnikiem ruchu, a szacunek dla jego bezpieczeństwa znajduje odzwierciedlenie w obowiązkach kierowców. Na to samo liczą teraz polscy rowerzyści.