Spis treści
Chcesz ratować zdrowie? Fiskus też chce swoją część
Internetowe zbiórki stały się dla wielu chorych ostatnią deską ratunku. Dzięki nim udaje się zebrać środki na kosztowne operacje, leki czy rehabilitację. Problem w tym, że według najnowszych interpretacji skarbówki nie każda wpłata jest darowizną.
Urzędnicy uznali, że jeśli nie można ustalić danych osoby wpłacającej pieniądze, taka wpłata nie spełnia warunków darowizny. A skoro nie jest darowizną, to trzeba ją rozliczyć według przepisów o podatku dochodowym.
Anonimowy darczyńca? To za mało dla urzędu
Fiskus wskazuje, że darczyńcę trzeba zidentyfikować przynajmniej z imienia i nazwiska. Tymczasem na portalach zbiórkowych wiele osób podpisuje się jedynie pseudonimem, loginem czy inicjałami.
W praktyce oznacza to, że osoby zbierające pieniądze na leczenie mogą zostać zobowiązane do wykazania takich wpłat jako przychodu z tzw. innych źródeł. A od tego trzeba zapłacić PIT.
Podatek może wynieść 12 proc., a po przekroczeniu progu dochodowego nawet 32 proc.
Wdowa, niepełnosprawny i chore dziecko. Wszyscy usłyszeli to samo
W ostatnich miesiącach skarbówka wydała kilka podobnych interpretacji. Dotyczyły one m.in. przewlekle chorej kobiety zbierającej na terapię, osoby z niepełnosprawnością oraz rodziców siedmioletniego chłopca cierpiącego na czterokończynowe porażenie mózgowe.
We wszystkich przypadkach urzędnicy uznali, że anonimowe wpłaty nie są darowiznami i mogą podlegać opodatkowaniu podatkiem dochodowym.
Eksperci alarmują: To uderza w potrzebujących
Prawnicy i doradcy podatkowi nie zgadzają się z takim podejściem.
– Brak danych wpłacającego nie oznacza, że wpłata przestaje być darowizną – podkreślają eksperci. Ich zdaniem najważniejsza jest intencja przekazania pieniędzy osobie potrzebującej, a nie to, czy darczyńca podał pełne dane osobowe.
Prawnicy zwracają też uwagę, że wymaganie od organizatorów zbiórek weryfikowania każdego wpłacającego jest w praktyce niewykonalne.
Jak uniknąć podatku? Jest jedno rozwiązanie
Specjaliści wskazują, że najbezpieczniejszą drogą jest prowadzenie zbiórki za pośrednictwem fundacji lub stowarzyszenia.
W takim przypadku organizacja charytatywna zbiera środki i przekazuje je potrzebującej osobie. Dzięki temu beneficjent nie musi płacić PIT-u od otrzymanej pomocy.
Jest jednak pewien haczyk. Fundacje często pobierają opłaty administracyjne lub potrącają część środków na pokrycie kosztów działalności. Ostatecznie więc do chorego może trafić mniej pieniędzy niż wpłacili darczyńcy.
Chorzy mogą stracić tysiące złotych
Kwota wolna od podatku wynosi obecnie 30 tys. zł, ale w przypadku dużych zbiórek ten limit szybko może zostać przekroczony. Wtedy część pieniędzy przeznaczonych na leczenie może trafić do urzędu skarbowego.
Dla wielu rodzin walczących o zdrowie bliskich to wyjątkowo gorzka wiadomość. Zamiast skupiać się na leczeniu, muszą martwić się także podatkowymi konsekwencjami internetowej zbiórki.