Korpalski, w rozmowie z portalem Money.pl wskazuje, że najważniejszą wadą projektu jest fakt, że nie rozstrzyga on, czy frankowicze, którzy skorzystają z możliwości ubiegania się o zwrot części spreadów będą mogli walczyć o zwrot reszty w sądach. - A przecież na podstawie kodeksu cywilnego i przepisów unijnych nie mogę się zrzec tych roszczeń w sytuacji, w której bank dowolnie ustalał spready – tłumaczy prawnik.
Zobacz także: Bankowcy krytykują akcję protestacyjną frankowiczów
Wyjaśnia, że w w wielu umowach z kredytobiorcami nie był wpisany kurs, na podstawie którego banki będą wyliczać spready. Niejednokrotnie robiły to w sposób dowolny, w żaden sposób nieuzgodniony. Właśnie dlatego te klauzule można uznać za abuzywne (niedozwolone – red.), bo łamały one kodeks cywilny i dyrektywę unijną z 1993 r. Obydwa te dokumenty mówiły, że klauzule wprowadzające dowolność w wyliczaniu zobowiązań klienta są bezskuteczne. – Stąd kilkanaście lat później nie może się pojawić ustawa, która mówi, że jednak w jakimś zakresie te rozliczenia były skuteczne – podsumowuje mec. Korpalski.
Jego zdaniem ustawa frankowa w wersji zaproponowanej przez Kancelarię Prezydenta „byłaby próbą sankcjonowania bezprawia i jako taka okazałaby się najprawdopodobniej bezskuteczna”.
Czytaj również: Duda nie pomógł frankowiczom, więc zwrócili się o pomoc do... Szwajcarii
Kolejną kwestią, którą zdaniem Korpolewskiego budzi wiele wątpliwości jest wpisany do projektu limit wysokości kredytu 350 tys. zł, do którego będzie można ubiegać się o zwrot spreadów. Dlaczego? Ponieważ różnicowanie sytuacji klienta pod względem wysokości kredytu jest sprzeczne z zasadą równości wobec prawa. – Nie można powiedzieć, że tego, co ma więcej pieniędzy, można okraść, a tego, kto ma mniej, nie można. Jeżeli już, powinno być odwrotnie, można legalizować naruszenie prawa poniżej jakiejś kwoty, a nie powyżej. Dlatego ten zapis to jest absolutne kuriozum, bo oznacza, że jeśli ukradnę 360 tys. zł, to nie podlegam karze, a jak ukradnę 340 tys. zł, to podlegam – mówi Korpolewski.
Wskazuje on, że najlepszym rozwiązaniem dla frankowiczów byłaby np. ustawa doprecyzowująca, która wskazywałaby, że klauzule w umowach, dowolnie ustalające zwrot spreadów, były od początku nadużyciem prawa. Na jej podstawie frankowicze mogliby dochodzić w sądach nielegalnie pobranych przez banki świadczeń.
Źródło: money.pl, oprac. MK