- Wzrost kar dla kurierów InPost od września 2026 roku.
- Wprowadzenie kary 5000 zł za parkowanie w niedozwolonym miejscu.
- Oskarżenia kurierów o złą lokalizację paczkomatów przez firmę.
- Oficjalne stanowisko InPost potwierdzające "zaostrzenie podejścia".
- Rosnące niezadowolenie i presja finansowa na pracownikach.
Wrzesień 2026 roku przyniósł kurierom firmy InPost niemiłą niespodziankę. Firma wprowadziła nowy, znacznie surowszy taryfikator kar za niedopełnienie obowiązków. Największe emocje budzi zapis o grzywnie w wysokości 5 tys. zł za udokumentowany przypadek parkowania w miejscu niedozwolonym podczas obsługi paczkomatu – na przykład na trawniku czy chodniku - pisze wyborcza.biz.
Pracownicy, którzy zgłosili się do redakcji, nie kryją oburzenia. – Postawili paczkomaty przy zakazach, a teraz z nas ściągają pieniądze za swoje nietrafione decyzje – mówią wprost. Ich zdaniem gigantyczna firma logistyczna przerzuca odpowiedzialność za własne błędy na najsłabsze ogniwo, czyli na szeregowych pracowników, którzy na co dzień wypracowują jej zyski. Od września 2026 roku kary dla kurierów InPost za parkowanie w miejscu niedozwolonym stały się realnym zagrożeniem dla ich zarobków.
Dlaczego kurierzy InPost uważają kary za niesprawiedliwe?
Problem, na który wskazują kurierzy, jest prosty: bardzo często nie mają wyboru. Paczkomaty bywają ustawiane w lokalizacjach, w których przepisy ruchu drogowego uniemożliwiają legalne zatrzymanie pojazdu. Jako przykład podają maszynę przy ul. Gęsiej w Krakowie, stojącą tuż przy znaku zakazu zatrzymywania się. W takich miejscach kurier staje przed fatalnym wyborem: albo zaryzykuje mandat od policji i gigantyczną karę od firmy, albo nie obsłuży paczkomatu na czas i narazi się na inną grzywnę – za opóźnienie.
Sytuację pogarsza fakt, że od niedawna kurierzy rozwożą coraz więcej paczek wielkogabarytowych i ciężkich, jak meble czy 20-kilogramowe worki ze żwirkiem dla kota. Przenoszenie ich na dużych odległościach jest nie tylko uciążliwe, ale też czasochłonne. Jazda z ciężkim towarem na wózku przez pół osiedla nie wchodzi w grę, bo oznacza to spóźnienia i kolejne kary finansowe.
Jak InPost tłumaczy zaostrzenie przepisów?
Firma, poproszona o komentarz, potwierdza zmiany, choć przedstawia je w innym świetle. Rzecznik grupy InPost Wojciech Kądziołka w odpowiedzi na pytania wyborcza.biz stwierdził, że nie wprowadzono żadnego nowego systemu kar, a jedynie zaostrzono egzekwowanie już istniejących zapisów umownych.
Rzeczywiście zaostrzyliśmy podejście do kurierów, którzy łamią przepisy drogowe i są ku temu dowody, jak np. jazda po chodniku lub nadmierna prędkość. Jednak dalej jest to integralną częścią obowiązujących umów
– wyjaśnia rzecznik grupy InPost Wojciech Kądziołka.
Jak pisze portal, przedstawiciel firmy w swojej odpowiedzi całkowicie pominął kwestię lokalizacji paczkomatów w miejscach objętych zakazem parkowania. Mimo bezpośredniego pytania, InPost nie odniósł się do zarzutów, że sam stwarza warunki, które zmuszają kurierów do łamania przepisów.
"To dokręcanie śruby". Co jeszcze zmieniło się w pracy kurierów?
To niejedyna zmiana, jaką przyniósł nowy taryfikator InPost. Podniesiono też inne grzywny. Na przykład spóźnienie się na poranny odbiór paczek z sortowni lub wieczorny zwrot przesyłek do magazynu kosztuje teraz 100 zł. Kontrowersje budzi też kara w wysokości 500 zł za „niedbanie o czystość paczkomatu i okolicy”. – Czy ja się zatrudniłem na kuriera, czy teraz jeszcze na sprzątacza? – pyta retorycznie jeden z kierowców.
Pracownicy podkreślają, że większość z nich nie ma umów o pracę. Działają jako podwykonawcy na jednoosobowych działalnościach gospodarczych, co oznacza, że kary finansowe uderzają bezpośrednio w ich firmowe budżety. Czują, że firma szuka dodatkowych zysków ich kosztem, zwłaszcza po zmianach na rynku i uniezależnieniu się Allegro od usług InPostu.
Kurierzy nie mają wątpliwości, że tak wysokie kary to prosta droga do utraty pracowników. – Jak któryś z nas będzie musiał zapłacić 5 tys. zł za taki przypadek, to będzie to pierwszy i ostatni raz. Po prostu odejdzie do innego przewoźnika, bo kto by się narażał na taki stres i pracę de facto za darmo? – podsumowuje gorzko jeden z naszych rozmówców.