- Kołodko: katastrofalny stan finansów publicznych Polski.
- Propozycja radykalnych cięć w wydatkach na zbrojenia i programach socjalnych.
- Krytyka rządu za unikanie trudnych decyzji przed wyborami w 2027 roku.
- "Rosja nie stanowi bezpośredniego zagrożenia militarnego dla Polski".
Sytuacja jest więcej niż poważna. Według profesora Grzegorza Kołodki, byłego wicepremiera i ministra finansów, dziura w budżecie państwa w przyszłym roku znów sięgnie ponad 7% PKB. To absolutny rekord w całej Unii Europejskiej i prosta droga do katastrofy. W rozmowie podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu ekonomista nie zostawił suchej nitki na obecnej polityce rządu Donalda Tuska. Zdaniem Kołodki obecny minister finansów Andrzej Domański ma zbyt słabą pozycję polityczną, by postawić się naciskom na coraz większe wydatki.
Zamiatają pod dywan, licząc na to, że to im ułatwi zwycięstwo polityczne w przyszłorocznych wyborach, a potem zobaczymy
– stwierdził gorzko profesor Kołodko.
Według niego taka polityka to stąpanie po kruchym lodzie. Ostrzega, że tak wysoki deficyt budżetowy stanowi bezpośrednie zagrożenie dla stabilności państwa.
Jakie cięcia proponuje Grzegorz Kołodko?
Były minister finansów nie ma wątpliwości – bez bolesnych cięć się nie obejdzie. Jego zdaniem deficyt trzeba jak najszybciej sprowadzić do poziomu około 3% PKB. To gigantyczne wyzwanie, zwłaszcza że od 2027 roku sama obsługa długu publicznego pochłonie 115 miliardów złotych rocznie, czyli właśnie 3% PKB. Gdzie więc szukać oszczędności? Profesor Kołodko wskazuje dwa główne obszary. Po pierwsze, wydatki na zbrojenia. Po drugie, transfery socjalne.
Jego plan zakłada redukcję wydatków na wojsko z obecnych blisko 5% do maksymalnie 3% PKB. Drugim krokiem byłoby obcięcie świadczeń socjalnych o 2% PKB. Według propozycji Kołodki należałoby wprowadzić kryterium dochodowe w programie 800+ i podnieść wiek emerytalny. Ekonomista zdaje sobie sprawę, że takie pomysły są skrajnie niepopularne, ale uważa, że to jedyny sposób, aby uratować finanse publiczne Polski przed kompletną zapaścią.
Czy Polska za dużo wydaje na wojsko?
Zdaniem profesora Grzegorza Kołodki Polska wpadła w „militarystyczny amok” i dała się wciągnąć w kosztowny wyścig zbrojeń. Uważa on, że Rosja, osłabiona i wyczerpana ekonomicznie wojną, nie ma ani zamiaru, ani zdolności, by zaatakować kraj należący do NATO. W jego ocenie przeznaczanie aż 5% PKB na obronność to marnotrawstwo pieniędzy, które mogłyby zostać zainwestowane w rozwój gospodarki i kapitału ludzkiego.
Wiem, że to brzmi obrazobórczo, ale wolałbym, żebyśmy wydawali na obronę narodową 3% PKB, a nie przepalali 5
– powiedział. Co więcej, profesor Kołodko twierdzi, że aż jedna czwarta tych środków jest po prostu marnowana. Opowieści o tym, że inwestycje w zbrojeniówkę staną się kołem zamachowym gospodarki, nazywa pustym sloganem. Zwraca uwagę, że ogromna część pieniędzy i tak płynie za granicę, czego dowodem jest choćby niedawna umowa na 4 miliardy dolarów pożyczki z USA.
Według Kołodki polska klasa polityczna całkowicie zapomniała o dyplomacji, która jest tańszym i skuteczniejszym narzędziem zapewniania bezpieczeństwa niż zbrojenia. Zaapelował o zatrzymanie tego „lotu ćmy do ognia”, zanim będzie za późno.