- Sejmowe komisje przyjęły projekt ustawy, który po 30 czerwca 2027 roku zakaże sprzedaży mieszkań komunalnych z bonifikatami, zezwalając jedynie na ich sprzedaż po cenie rynkowej.
- Projekt ma na celu zahamowanie drastycznego spadku liczby mieszkań komunalnych (z 2 mln do 700 tys. od lat 90.), wynikającego z masowej sprzedaży z bonifikatami sięgającymi nawet 90%.
- Rząd popiera zmiany, wskazując na dysproporcję między środkami przeznaczanymi na budowę nowych lokali a wyprzedażą istniejących, oraz na niesprawiedliwość wobec osób kupujących mieszkania na kredyt.
- Opozycja i Związek Miast Polskich krytykują projekt, argumentując, że ogranicza on autonomię samorządów, pozbawia mieszkańców możliwości wykupu i utrudnia gminom pozyskiwanie środków na remonty.
Sejmowe komisje przyjęły w pierwszym czytaniu poselski projekt nowelizacji ustawy o gospodarce nieruchomościami, który zakłada ograniczenie możliwości sprzedaży mieszkań komunalnych z bonifikatami. Projekt, popierany przez rząd, przewiduje, że po 30 czerwca 2027 roku sprzedaż mieszkań komunalnych będzie możliwa wyłącznie po cenie rynkowej.
Dlaczego zmiany w prawie? Argumenty posłów Lewicy
Jak podkreśla "Rzeczpospolita" autorzy projektu, posłowie Lewicy, argumentują, że zasób komunalny w Polsce systematycznie się zmniejsza. Na początku lat 90. było 2 mln mieszkań komunalnych, a obecnie jest ich ponad 700 tys. W tym samym czasie oddano zaledwie ok. 45 tys. nowych mieszkań komunalnych.
Posłowie Lewicy w uzasadnieniu do projektu podkreślają, że "gminy, zachęcone prawną możliwością obniżenia ceny nawet o 90 proc., wyprowadziły setki tysięcy lokali z mienia publicznego, co potwierdzają zarówno dane GUS, jak i raport Najwyższej Izby Kontroli". Jako przykład podają Kraków, gdzie "kilkaset mieszkań sprzedanych po cenie rynkowej dało podobny dochód jak kilka tysięcy sprzedanych z rabatem sięgającym dziewięćdziesięciu kilku proc.".
Stanowisko rządu – poparcie dla zmian
Rząd popiera projekt nowelizacji. "Rzeczpospolita" podkreśla, że wiceminister rozwoju i technologii Tomasz Lewandowski tłumaczył, że "są gminy, które sprzedają mieszkania za 1 proc. ich wartości i jeszcze się chwalą, że można u nich kupić mieszkanie w cenie ekspresu do kawy. To nie może być tak, że z jednej strony przeznaczamy duże środki z budżetu państwa na budowę nowych mieszkań komunalnych, a w tym samym czasie sprzedajemy stare, mimo kolejki chętnych na takie lokale".
Dane GUS za 2024 rok potwierdzają słowa ministra. Wynika z nich, że na najem lokali z mieszkaniowego zasobu gmin i najem tymczasowych pomieszczeń oczekiwało 119,4 tys. gospodarstw domowych. Według Ministerstwa ta liczba byłaby większa, gdyby nie bardzo niskie kryteria dochodowe, dające prawo do ubiegania się o taki lokal.
Opozycja krytykuje projekt
Opozycja krytycznie podchodzi do projektu nowelizacji. Poseł Włodzimierz Tomaszewski (PiS) cytowany w serwisie "Rzeczpospolitej" - rp.pl uważa, że "uniemożliwienie wykupu mieszkań z bonifikatą jest działaniem niekorzystnym tak dla gmin, jak i obywateli. To powinna być decyzja samorządu. Z powodu lewicowego skrzywienia, ten projekt rozwija właścicielską fobię i wpycha ludzi na siłę w najem, a do tego jest niesprawiedliwy. Przez lata starsze pokolenie mogło z bonifikatą wykupić mieszkanie, a młodych ludzi, którzy chcą mieszkać we własnych mieszkaniach, pozbawia się tej możliwości".
Posłanka Jolanta Niezgodzka (KO) odpowiada zaś, że "czy to jest sprawiedliwe, że jednym pozwala się wykupić mieszkanie za ułamek jego wartości, a mieszkańcy TBS-ów czy SIM-ów nie mają takiej możliwości?". Minister Lewandowski dodaje: "Co powiecie młodym ludziom, którzy muszą wziąć kredyt i spłacać go przez 30 lat. Jak im wytłumaczyć, że inni mogą zostać właścicielami mieszkania za niewielki proc. jego wartości?".
Minister przypomniał, że głównym powodem sprzedaży mieszkań komunalnych przez gminy był brak pieniędzy na ich remonty. Obecnie gmina może dostać wsparcie z budżetu do 80 proc. kosztów inwestycji.
Głos samorządów – Ruda Śląska i Związek Miast Polskich
Poseł Marek Wesoły (PiS) w rp.pl podaje przykład Rudy Śląskiej, która "oszacowała koszt remontu zasobu komunalnego, który czasem nie przystaje do standardów XXI wieku, na kilkaset mln zł". Poseł dodaje, że "gdyby miasto mogło sprzedać lokale z bonifikatą, to wspólnota i właściciele mogliby się zaangażować w remont".
Minister Lewandowski odpowiada natomiast, że "część osób, które zostały „wpuszczone” we własność, teraz zwraca się o pomoc do państwa, bo po utworzeniu wspólnoty składka na fundusz remontowy jest tak duża, że oni nie są w stanie unieść takich kosztów. Więc nie dość, że sprzedaliśmy mieszkanie za ułamek jego wartości, to teraz jeszcze jako państwo mamy dopłacić do remontów".
Związek Miast Polskich sprzeciwia się odbieraniu gminom możliwości decydowania o zasobie komunalnym. Marek Wójcik, ekspert ds. legislacji ZMP, twierdzi, że "to jest nieprawda, że gminy sprzedają mieszkania komunalne w ilościach hurtowych. Tak było w latach 90. Dzisiaj to jest 2-3 proc. zasobu. Bonifikaty wynoszą w większości przypadków 30-40 proc.".
Autonomia samorządów a racjonalna gospodarka
Marek Wójcik podkreśla, że sprzedaż bardziej się gminom opłaca, gdy budynek wymaga dużego remontu albo gdy ma w nim jedno czy dwa mieszkania. Dodaje również, że "możliwość zakupu mieszkania z bonifikatą mobilizuje dłużników do spłaty zadłużenia, bo jest to warunek zgody na wykup mieszkania. W takich przypadkach do kasy gminy wpada i 100 tys. zł. Lepiej mieć 100 tys. zł niż niepłacącego dłużnika".
Jeśli zmiany wejdą w życie, ZMP chciałby wydłużenia vacatio legis i wprowadzenia nowych zasad za 10 lat. Dr Alina Muzioł-Węcławowicz, ekspertka ds. mieszkalnictwa Instytutu Miast i Rozwoju Regionów, cytowana przez "Rzeczpospolitą" uważa, że "z jednej strony państwo nie powinno ingerować w autonomię samorządów terytorialnych, ale z drugiej strony, samorządy same doprowadziły do sytuacji, że ta ingerencja jest potrzebna. Sprzedawanie mieszkań z bonifikatą 95 i więcej proc. jest błędem. Z ekonomicznego punktu widzenia tak duże bonifikaty nie mają uzasadnienia. Ze społecznego także".
Źródło: "Rzeczpospolita
