Kowalczyk: Posłowie skorzystają z 500 zł na dziecko, bo mają niskie pensje

Polski poseł miesięcznie zarabia ok. 12,5 tys. zł brutto. Dla wielu Polaków to kwota wręcz niewyobrażalna, ale zdaniem ministra Henryka Kowalczyka to mało. I to mało na tyle, że minister nie widzi nic złego w tym, by posłowie starali się o przyznanie im 500 zł an dziecko, kiedy już ustawa wejdzie w życie, bo „nie należą do kategorii bogatych”.

Henryk Kowalczyk
Autor: G. Dembinski `

Kowalczyk jest szefem Komitetu Stałego Rady Ministrów. O pensjach swoich kolegów z poselskich ław mówił na antenie TVN24 BiŚ. Jego komentarz odnosił się do słów marszałka Senatu, Stanisława Karczewskiego, który stwierdził, że bogaci Polacy skompromitują się, jeśli skorzystają z programu 500 zł na dziecko – zgodnie z zapowiedziami o świadczenie będzie można wystąpić już od kwietnia 2016 r., a pieniądze dostaną na drugie i kolejne dziecko rodzice bez względu na uzyskiwane dochody.

ZOBACZ TEŻ: Szydło: 500 zł na dziecko już w kwietniu 2016 r. Bez limitów dla bogatszych rodzin

Po wypowiedzi Karczewskiego pojawiły się głosy oburzenia, że skoro korzystanie z 500 zł na dziecko miałoby być kompromitacją dla bogatych, być może o pomoc pieniężną nie powinni występować posłowie PiS-u. - Akurat diety poselskie i uposażenia poselskie, to są tak małe, że już chyba nie należymy do kategorii bogatych, których miał na myśli Marszałek Senatu – powiedział Kowalczyk.

Bieńkowska miała rację?

Minister dodał, że jego zdaniem niskie są uposażenia nie tylko posłów, ale i pracowników ministerstw. Zdaniem Kowalczyka nie ma chętnych do pracy na stanowiskach sekretarzy stanu w resortach, bo można na tym zarobić ok. 7 tys. zł miesięcznie brutto, co na rękę daje ok. 5 tys. zł. Kowalczyk uważa, że przez tak „niskie” kwoty do pracy w resortach trudno skłonić ekspertów, którzy mogliby przejść z prywatnych przedsiębiorstw czy rynku finansowego. Kowalczyk powiedział też, że ten system jest chory, bo dyrektorzy departamentów w ministerstwach zarabiają więcej niż wiceministrowie, którym podlegają.

ZOBACZ TEŻ: 6 tysięcy złotych - niemożliwe, żeby ktoś za tyle pracował!

Wygląda na to, że kontrowersje związane z zarobkami polityków tym samym powrócą do debaty publicznej. Ostatnio było o tym głośno w maju br., kiedy na jaw wyszło nagranie wypowiedzi unijnej komisarz Elżbiety Bieńkowskiej, która powiedziała, że „tylko złodziej lub idiota pracuje za 6 tys. zł miesięcznie”. Wtedy media, w szczególności prawicowe, wytykały Bieńkowskiej te słowa. Dziś to sam PiS zdaje się potwierdzać, że nie były one dalekie do prawdy.

Źródło: tvn24bis.pl, sejm.gov.pl

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki