Kradzież pseudonimu w erze AI: Muzyk ujawnia, jak Urząd Patentowy ratuje kariery

Kristiano, muzyk z sześcioletnim stażem, pewnego dnia odkrył, że ktoś wydaje muzykę pod jego pseudonimem. Ta historia pokazuje, dlaczego rejestracja znaku towarowego to dziś konieczność dla każdego artysty

Uśmiechnięty Krzysztof Sulwiński, czyli Kristiano, w kardiganie w geometryczne wzory, obok grafiki dwóch sylwetek w świetle reflektorów symbolizujących kradzież pseudonimu artystycznego. O tym, jak Urząd Patentowy RP może uratować kariery, przeczytasz na Super Biznes.

i

Autor: Kristiano / Canva AI Uśmiechnięty Krzysztof Sulwiński, czyli Kristiano, w kardiganie w geometryczne wzory, obok grafiki dwóch sylwetek w świetle reflektorów symbolizujących kradzież pseudonimu artystycznego. O tym, jak Urząd Patentowy RP może uratować kariery, przeczytasz na Super Biznes.

Krzysztof Sulwiński, znany jako Kristiano, dostał wiadomość od słuchacza, który gratulował mu nowego singla. Problem w tym, że artysta niczego nie publikował. Gdy wpisał swój pseudonim w YouTube i posortował wyniki od najnowszych, zamarł. Pod jego nazwą widniał utwór, który do niego nie należał.

  • Jak ktoś może legalnie przejąć Twój pseudonim artystyczny i co możesz z tym zrobić
  • Ile kosztuje rejestracja znaku towarowego w Urzędzie Patentowym RP i czy naprawdę warto
  • Dlaczego mniejsi twórcy są bardziej narażeni na kradzież pseudonimu niż wielkie gwiazdy
  • Krok po kroku: jak wygląda cały proces zastrzegania pseudonimu artystycznego w Polsce
Super Biznes SE Google News

Gdy Twoja marka pracuje na kogoś innego

Osoba, która używała pseudonimu Kristiano, działała od kilku miesięcy. Jej piosenki były dostępne w serwisach streamingowych. Niektóre doczekały się teledysków.

– Stylistyka była łudząco podobna do mojej. Okładki, opisy, styl komunikacji — wszystko sprawiało wrażenie, jakby ktoś świadomie budował markę na moim terytorium – mówi Sulwiński.

Najgorsze było to, że słuchacze myśleli, iż nagrania należą do niego.

– Zrozumiałem, że ktoś nie tylko podbiera mi nazwę, ale też relacje z ludźmi, które budowałem od sześciu lat – przyznaje artysta.

Sprawę skomplikowało jeszcze jedno odkrycie: osoba posługująca się pseudonimem Kristiano podjęła współpracę z dużą wytwórnią fonograficzną.

– To pokazuje, że nawet większe podmioty nie zawsze weryfikują dokładnie, czy dana nazwa jest prawnie bezpieczna. A przecież powinny – podkreśla muzyk.

Mniejsi twórcy są najbardziej narażeni na kradzież pseudonimu

Wielu artystów myśli, że takie sytuacje dotyczą wyłącznie gwiazd. To błąd.

– Gdy ktoś jest znany, ryzyko, że ktoś wykorzysta jego pseudonim, jest znacznie niższe. Duże marki są chronione przez sztaby prawników. To mniejsi twórcy są najbardziej narażeni – tłumaczy Sulwiński.

Wpisując nazwę w wyszukiwarkę, odbiorca nie analizuje dat publikacji ani historii konta. Widzi kilka wyników i zakłada, że dotyczą jednego projektu.

Dochodzi do tego chaos w algorytmach. Gdy ktoś używa tej samej nazwy, serwisy streamingowe mogą przypisać cudze single do niewłaściwego konta.

– Nie bałem się utraty zasięgów. Bałem się utraty tożsamości. Najbardziej przerażający był scenariusz, w którym tamta osoba formalnie zarejestrowałaby mój pseudonim przede mną. Wtedy to ja używałbym go bezprawnie – wyznaje artysta.

AI i klonowanie głosu sprawiają, że kradzież pseudonimu jest łatwiejsza niż kiedykolwiek

Kristiano zwraca uwagę na nowy, poważny problem. Narzędzia sztucznej inteligencji umożliwiają generowanie piosenek jednym kliknięciem. Powstały wytwórnie AI, które każdego dnia zasypują internet nowymi utworami.

– Twórcy tych piosenek nie tylko zalewają sieć niskiej jakości treścią, ale też nie zwracają uwagi na to, czy pseudonim, pod którym chcą wydawać, jest zarejestrowany w Urzędzie Patentowym – mówi Sulwiński.

Do tego dochodzą narzędzia do klonowania głosu i tworzenia deepfake'ów.

– Nikt nie chciałby, aby bez jego wiedzy używano głosu czy wizerunku, którego jest właścicielem. A obecnie jest to banalnie proste. Żeby sklonować czyjś głos, wystarczy kilkanaście minut materiału źródłowego – ostrzega artysta.

Jak zastrzec pseudonim artystyczny? Krok po kroku przez Urząd Patentowy RP

Po tym doświadczeniu Kristiano zdecydował się zarejestrować pseudonim jako znak towarowy w Urzędzie Patentowym RP. Skontaktował się z kancelarią specjalizującą się w ochronie znaków towarowych. Cały proces składał się z trzech etapów.

  1. Badanie dostępności — sprawdzenie, czy nikt wcześniej nie zajął podobnej nazwy w branży muzycznej. To jak prześwietlenie gruntu przed budową domu.
  2. Klasyfikacje nicejskie — precyzyjne określenie pól eksploatacji. W przypadku Kristiano była to klasa 41, obejmująca działalność koncertową i rozrywkową.
  3. Okres sprzeciwowy — trzymiesięczne oczekiwanie na to, czy ktoś zakwestionuje prawo do znaku.

– To był najdłuższy kwartał w moim życiu. Każda przesyłka polecona budziła niepokój – wspomina muzyk.

W prawie znaków towarowych obowiązuje jedna brutalna zasada: priorytet ma ten, kto pierwszy złożył wniosek w urzędzie, a nie ten, kto pierwszy wrzucił film na YouTube.

Ile kosztuje rejestracja znaku towarowego w Polsce?

Opłaty urzędowe za zgłoszenie pseudonimu jako znaku towarowego nie są wygórowane.

– W moim przypadku wynosiły 417 zł w momencie składania wniosku oraz 490 zł po otrzymaniu ochrony. Do tego dochodzi koszt profesjonalnego pełnomocnika, jeśli korzystasz z pomocy kancelarii – wylicza Sulwiński.

Dla porównania: koszty procesu sądowego bez certyfikatu z Urzędu Patentowego są wielokrotnie wyższe.

– To jak ubezpieczenie — płacisz składkę, żeby nie stracić wszystkiego – podsumowuje artysta.

Rejestracja przyniosła szybki efekt. Tuż po uzyskaniu ochrony Kristiano skontaktował się z wykonawcą, który bezprawnie używał jego nazwy.

– Wystarczył jeden telefon i spokojna rozmowa. W ciągu tygodnia zmienił pseudonim – mówi muzyk.

Co zyskujesz, rejestrując pseudonim artystyczny?

Zarejestrowany znak towarowy daje artyście cztery konkretne korzyści. Pierwsza to wyłączność na używanie nazwy w celach zarobkowych w Polsce lub w całej Unii Europejskiej w danej klasyfikacji nicejskiej. Druga to możliwość blokowania projektów wykorzystujących zastrzeżoną nazwę i żądania odszkodowania. Trzecia to profesjonalny wizerunek — certyfikat z Urzędu Patentowego pokazuje, że podchodzisz do swojej twórczości poważnie. Czwarta, często niedoceniana, to spokój psychiczny.

– Przestajesz nerwowo sprawdzać, czy ktoś nie wykorzystuje Twojego pseudonimu. A nawet jeśli, masz całą masę narzędzi, żeby to zatrzymać – mówi Kristiano.

Historia, która się jeszcze nie skończyła

Rejestracja znaku towarowego to nie koniec problemów Sulwińskiego. Gdy poradził sobie z jednym wykonawcą, pojawił się kolejny.

– Jestem po próbie kontaktu z nim, ale do tej pory nie otrzymałem odpowiedzi. Profil wydający muzykę pod moim pseudonimem nadal funkcjonuje. Zdecydowałem się podjąć współpracę z detektywem, który ma ustalić, kim jest osoba stojąca za tym profilem. Gdy to nastąpi, skieruję sprawę do sądu – mówi artysta.

Sytuacja ta utwierdziła go w przekonaniu, że rejestracja nazwy była słuszną decyzją.

– Certyfikat z Urzędu Patentowego to dopiero początek. To narzędzie, które daje Ci ochronę, ale trzeba wiedzieć, jak z niego korzystać. Czasem wystarczy jedno pismo, czasem potrzebne są negocjacje, a czasem sprawa kończy się w sądzie. To pokazuje, jak wygląda dzisiejszy rynek, w którym pseudonim potrafi być naprawdę cennym elementem działalności w mediach – podsumowuje Kristiano.

Jego rada dla innych artystów jest jednoznaczna:

– Jeśli traktujesz swoją twórczość poważnie i to nie jest wyłącznie hobby — zarejestruj swój pseudonim. Budowanie marki na nieopatentowanym gruncie to jak budowa domu na cudzej działce. W każdej chwili ktoś może przyjść i zażądać, abyś się wyniósł.

Kasia Cichopek wściekła jak nigdy. Padła ofiarą kradzieży wizerunku!

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki