- Premier Donald Tusk zapewnia, że wojna w Iranie nie spowoduje natychmiastowego braku paliwa w Polsce i nie ma obecnie powodu do niepokoju o dostawy.
- Premier zapewnia, że rząd nie dopuści, by firmy, w tym Orlen, zarabiały na obecnej krytycznej sytuacji, ale Polska nie ma wpływu na globalne ceny paliw.
- Polska szuka "ostrożnych narzędzi", by ceny paliw nie odbiegały drastycznie od tych w krajach sąsiednich, choć nie będą one dwukrotnie niższe.
- Mimo optymistycznych zapewnień, Premier zaznacza, że długoterminowe konsekwencje przedłużającej się wojny są trudne do przewidzenia, a ceny ropy Brent wzrosły już do ponad 100 dolarów za baryłkę.
Co premier Tusk powiedział o dostępności paliwa w Polsce?
Podczas poniedziałkowej konferencji prasowej premier Donald Tusk odniósł się do największej obawy kierowców – czy w związku z konfliktem w Iranie i rosnącymi cenami ropy, na stacjach może zabraknąć benzyny i oleju napędowego. Szef rządu uspokajał, że na ten moment sytuacja jest pod kontrolą.
– Jeśli chodzi o dostawy, magazyny, nie ma w tej chwili powodu do niepokoju - paliwa nie powinno w Polsce zabraknąć – podkreślił Donald Tusk.
Premier zaznaczył jednak bardzo wyraźnie, że ta gwarancja bezpieczeństwa dotyczy perspektywy najbliższych tygodni. Długofalowe skutki konfliktu zbrojnego są dziś niemożliwe do przewidzenia. Donald Tusk o paliwach mówił wprost, że nikt nie jest w stanie przewidzieć, co będzie działo się na światowym rynku, jeśli wojna potrwa długie miesiące. W takiej sytuacji globalne zawirowania z pewnością dotknęłyby również Polskę.
Premier Donald Tusk, pytany o to, jak rząd zamierza zareagować na dynamiczne podwyżki, postawił sprawę jasno. Z jednej strony zapowiedział, że będzie przyglądał się polityce cenowej krajowych koncernów, z drugiej – przyznał, że jego narzędzia są ograniczone. Szef rządu skierował mocne ostrzeżenie w stronę spółek paliwowych.
– Nie dopuszczę do tego, żeby ktokolwiek zarobił na tej sytuacji krytycznej. Ani Orlen, ani nikt inny nie ma prawa zarobić na tej sytuacji – stwierdził premier.
Dlaczego ceny paliw rosną? Konflikt na Bliskim Wschodzie winduje ceny ropy
Bezpośrednią przyczyną nerwowości na stacjach jest sytuacja na światowych rynkach ropy naftowej. Od momentu rozpoczęcia ataków Izraela i Stanów Zjednoczonych na Iran jej ceny poszybowały w górę. Jeszcze niedawno za baryłkę ropy Brent płacono poniżej 70 dolarów. W poniedziałek jej cena zbliżyła się do 104 dolarów, a w szczytowym momencie notowania sięgały nawet 117 dolarów.
Ten gwałtowny skok cen surowca na światowych giełdach jest głównym powodem, dla którego rosnące ceny paliw w Polsce stały się faktem. To globalny mechanizm, na który polski rząd ma bardzo ograniczony wpływ, co zresztą przyznał sam premier.
Sytuację na rynkach komentował także prezydent Stanów Zjednoczonych. Donald Trump napisał na platformie Truth Social, że obecne podwyżki to niska cena za wyeliminowanie irańskiego zagrożenia nuklearnego. Jego zdaniem ceny ropy „gwałtownie spadną”, gdy cel ten zostanie osiągnięty.
Polecany artykuł: