- Rządowy projekt nowej opłaty za opakowania (system ROP).
- Producenci mają płacić do państwowego funduszu, a nie prywatnych firm.
- Branża ostrzega przed 500% wzrostem kosztów i podwyżkami cen nawet o 20%.
- Resort klimatu twierdzi, że podwyżki będą groszowe.
- Projekt krytykują inne resorty, w tym Ministerstwo Rolnictwa i UOKiK.
Jak informuje Wirtualna Polska, na stole leży już projekt ustawy (UC100), który ma wdrożyć unijne przepisy o Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta (ROP). Chodzi o to, by firmy, które wprowadzają na rynek produkty w opakowaniach, same płaciły za ich zbiórkę i recykling. Dziś ten koszt w dużej mierze przerzucony jest na mieszkańców, którzy płacą za wywóz śmieci. Rząd chce to zmienić.
Zamiast podpisywać umowy z prywatnymi firmami recyklingowymi, producenci będą przelewać pieniądze prosto do państwowej instytucji – Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Stamtąd środki mają trafiać do gmin, co w teorii powinno obniżyć rachunki za śmieci dla Kowalskiego. Firmy wprowadzające na rynek towary w opakowaniach będą musiały wnosić nową opłatę za opakowania, która zastąpi dotychczasową, mniej dotkliwą opłatę produktową. To właśnie ten mechanizm budzi największe kontrowersje i jest zarzewiem ostrego sporu między rządem a przedsiębiorcami.
Branża alarmuje: to nowy podatek i groźba potężnych podwyżek
Przedsiębiorcy nie zostawiają na projekcie suchej nitki. Ich zdaniem państwo, przejmując cały system, stanie się monopolistą, a to nigdy nie służy ani jakości, ani niskim cenom. Wskazują, że podobne rozwiązania wprowadzono tylko na Węgrzech i w Chorwacji, gdzie poziom recyklingu jest niższy niż w Polsce.
To będzie jak wprowadzenie nowego podatku. Mówimy o 500-procentowym wzroście kosztów dla przedsiębiorców, w praktyce będzie to jednak 500-procentowy wzrost kosztów dla obywateli. Bo nie ma wątpliwości, że przedsiębiorcy przeniosą te koszty na ceny produktów
– przekonuje prezes firmy Biosystem S.A. Aleksander Traple. Te obawy potwierdza raport Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Według analityków możliwe są podwyżki cen żywności sięgające nawet 20 proc. w przypadku tanich produktów, jak jogurty czy serki. Stowarzyszenia branżowe podkreślają, że nowa opłata nie jest powiązana z realnymi kosztami zbiórki odpadów. Ich zdaniem kwota 5 mld złotych rocznie, jaką rząd chce zebrać, jest wzięta z sufitu. W praktyce oznacza to ryzyko przekształcenia systemu w parapodatkowy mechanizm finansowania systemu komunalnego, a nie w skuteczne narzędzie do realizacji celów środowiskowych.
Ministerstwo uspokaja, ale w samym rządzie nie ma zgody
Ministerstwo Klimatu i Środowiska, na czele z wiceministrą Anitą Sowińską, odpiera zarzuty i twierdzi, że doniesienia o drastycznych podwyżkach są przesadzone. Resort wylicza, że opłata za opakowanie na jajka w 2028 roku wyniesie niespełna 3 grosze, a za 300-mililitrową butelkę na szampon – 4 grosze.
Przy projektowaniu systemu ROP zależało nam, aby opłaty ponoszone przez producentów były tak skalkulowane, by klienci nie odczuli realnie różnicy w codziennych zakupach
– czytamy w komunikacie wiceministry Anity Sowińskiej. Co ciekawe, krytyka płynie nie tylko od przedsiębiorców. Projekt negatywnie zaopiniowały inne resorty, w tym Ministerstwo Rolnictwa, które zauważa, że sektor rolno-spożywczy poniesie nawet 60 proc. kosztów całego systemu. Zastrzeżenia zgłosił też Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, wytykając brak rzetelnych analiz uzasadniających tak głęboką ingerencję w rynek.
Wygląda na to, że spór szybko się nie skończy. Przedsiębiorcy obawiają się, że zapłacą więcej, klienci zobaczą wyższe ceny na półkach, a gwarancji obniżek opłat za śmieci jak nie było, tak nie ma. Pieniądze mają trafić do państwowego funduszu, ale nikt nie wie, jaka ich część faktycznie zostanie przeznaczona na poprawę systemu, a jaka po prostu zasili budżet.