Spis treści
30 mln zł. Tyle może być na wszystkich
Autokar, którym podróżowali pielgrzymi z Polski, miał wykupione ubezpieczenie OC w PZU. Po tragedii ubezpieczyciel przygotowuje specjalną infolinię dla poszkodowanych i rodzin osób, które zginęły.
Jak tłumaczy radca prawny Agnieszka Ryznar, prezes Votum Odszkodowania, już teraz warto zadbać o wszystkie dokumenty. Chodzi przede wszystkim o dokumentację medyczną, rachunki za leczenie, rehabilitację i leki. Ale nie tylko.
– Warto zachowywać także faktury, rachunki i potwierdzenia płatności za opiekę, przejazdy, paliwo czy noclegi – wskazuje ekspertka na łamach serwisu internetowego money.pl.
W przypadku ciężko rannych koszty mogą szybko rosnąć. Rodziny mogą ponosić wydatki na dojazdy do szpitala, noclegi czy opiekę nad poszkodowanym.
Prawie 30 milionów, ale do podziału
Kwota robi wrażenie. Minimalna suma gwarancyjna OC za szkody na osobie wynosi obecnie 29 mln 876 tys. 400 zł na jedno zdarzenie. Ale uwaga - to nie jest prawie 30 mln zł dla każdej ofiary.
To jedna wspólna pula pieniędzy dla wszystkich poszkodowanych.
A w tym przypadku osób uprawnionych do świadczeń może być bardzo dużo. Roszczenia mogą przysługiwać nie tylko rannym, ale także rodzinom osób, które zginęły. Bliscy ofiar mogą w określonych przypadkach domagać się zadośćuczynienia, odszkodowania, a nawet renty.
– Przy tak dużej liczbie ofiar ryzyko wyczerpania sumy gwarancyjnej trzeba realnie brać pod uwagę – ostrzega Agnieszka Ryznar.
Renty mogą być wypłacane latami
Największym obciążeniem dla wspólnej puli mogą okazać się osoby, które przeżyły, ale doznały bardzo poważnych obrażeń.
W grę wchodzą nie tylko jednorazowe odszkodowania. Mogą pojawić się koszty wieloletniego leczenia i rehabilitacji, opieki, utraconych zarobków, a także renty. W najcięższych przypadkach renta może być wypłacana nawet do końca życia poszkodowanego.
Dlatego kwota blisko 30 mln zł może bardzo szybko przestać wyglądać na gigantyczną.
Dokumenty zbierać, z ugodą się nie spieszyć
Prawniczka zwraca uwagę na ważną rzecz. Poszkodowani nie powinni zwlekać ze zgłoszeniem roszczeń, ale jednocześnie nie powinni pochopnie podpisywać ugód z ubezpieczycielem.
Dlaczego? Bezpośrednio po wypadku często nie wiadomo jeszcze, jakie będą trwałe skutki obrażeń. Nie można od razu przewidzieć, jak długo potrwa rehabilitacja, czy poszkodowany wróci do pracy i czy będzie potrzebował stałej opieki.
– Dzisiaj nie jest jeszcze moment na ostateczne wycenianie ludzkiej krzywdy. Jest natomiast moment na zabezpieczenie dokumentów i dowodów oraz zgłoszenie roszczeń – podkreśla Ryznar.
To szczególnie ważne przy tak dużej liczbie poszkodowanych. Szybkie zgłoszenie roszczeń może mieć znaczenie także ze względu na ryzyko wykorzystania całej sumy gwarancyjnej.
Wypadek był na Węgrzech. Jakie prawo?
Nie jest jeszcze przesądzone, według jakich przepisów będą ostatecznie ustalane odszkodowania. Sam fakt, że tragedia wydarzyła się na Węgrzech, nie oznacza automatycznie, że zastosowanie znajdzie prawo węgierskie.
Jeżeli okaże się, że za wypadek odpowiada polski kierowca, a zarówno poszkodowani, jak i osoba odpowiedzialna za szkodę mają miejsce zwykłego pobytu w Polsce, w określonych okolicznościach może zostać zastosowane prawo polskie.
Ostatecznie wszystko będzie zależało od ustaleń śledczych dotyczących przebiegu katastrofy i odpowiedzialności za jej spowodowanie.
Zdaniem analityków rodziny ofiar i osoby, które przeżyły katastrofę, czeka nie tylko trudna walka o powrót do zdrowia, ale także skomplikowana batalia o należne im świadczenia.