- Minister aktywów państwowych Wojciech Balczun zamienił gabinet na leśne ostępy, by zresetować głowę i oddać się pasji grzybobrania.
- Jego weekendowa wyprawa okazała się spektakularnym sukcesem, przynosząc obfite zbiory po pięciu godzinach intensywnych poszukiwań w lesie.
- Po powrocie do domu czekało go jeszcze rodzinne wyzwanie, by uporać się z gigantyczną ilością zebranych okazów, co zajęło im wiele godzin.
- Zobacz zdjęcia z tej niezwykłej wyprawy i odkryj, jak minister radzi sobie z taką obfitością oraz co go zaskoczyło po powrocie!
Wojciech Balczun na co dzień zajmuje się spółkami Skarbu Państwa, ale w wolnej chwili chętnie zamienia ministerialny gabinet na las. Minister aktywów państwowych pokazał na Facebooku serię zdjęć z weekendowego grzybobrania. Wszystko zaczęło się od krótkiego komunikatu: „Udało się! Ruszamy do lasu!”. Do wpisu dołączył zdjęcie z koszykiem, kaloszami i strojem zdecydowanie bardziej odpowiednim na leśne ścieżki niż ministerialne korytarze.
Szybko okazało się, że wyprawa była wyjątkowo udana. Balczun wrócił z lasu z taką ilością grzybów, że jeden koszyk zdecydowanie nie wystarczył.
Wojciech Balczun na grzybach. Pięć godzin i 15 tys. kroków
Minister dokładnie podsumował swoją wyprawę. W lesie spędził pięć godzin, zrobił 15 tys. kroków, a efektem były dwa kosze oraz dwie torby nazbieranych grzybów. Na opublikowanych fotografiach widać kosze wypełnione zbiorami.
Sam Balczun potraktował grzybobranie również jako sposób na odpoczynek po pracy. W swoim wpisie określił wyprawę mianem „resetowania głowy”. Po kilku godzinach w lesie mógł już napisać: „Teraz czas na odpoczynek”.
Tyle że odpoczynek musiał jeszcze trochę poczekać. Zebranie grzybów było dopiero pierwszą częścią całej operacji.
Tyle grzybów trzeba było jeszcze obrać
Po powrocie do domu minister pokazał kolejny etap swojej „grzybowej” historii. Stół zapełnił się grzybami, które trzeba było oczyścić i przygotować. Balczun zażartował, że internauci pytali go, kto poradzi sobie z tak dużą ilością zbiorów.
Otóż wczorajszego wieczoru mieliśmy familijny team building i wszystko zostało zrobione – napisał.
Praca przeciągnęła się do późnych godzin. Minister zdradził, że w okolicach północy zdążył jeszcze poddać część zbiorów obróbce cieplnej.
Na tym zakończył swoją – jak sam ją nazwał – „grzybową trylogię”. Po zdjęciach trudno się dziwić, że wyprawa doczekała się aż trzech odsłon. Pięć godzin spacerowania po lesie zakończyło się zbiorami, które wypełniły nie tylko kosze, ale również dodatkowe torby.
