Spis treści
Ropa drożeje, ale to nie wszystko
Cena ropy naftowej przekroczyła symboliczną granicę 100 dolarów za baryłkę, a chwilami dochodziła nawet do 110 dolarów. To efekt przede wszystkim napiętej sytuacji na Bliskim Wschodzie, problemów w cieśninie Ormuz oraz działań jemeńskich Hutich.
Ale eksperci zwracają uwagę na coś jeszcze. Problemem jest nie tylko ropa, lecz przede wszystkim brak gotowych paliw, szczególnie oleju napędowego.
– Gotowe produkty, szczególnie diesel, zdrożały dużo mocniej niż surowiec – wskazuje Rafał Zywert, analityk Reflex.
Huti trzymają rękę na „Bramie Łez”
Szczególnie niepokojące są wydarzenia na Morzu Czerwonym. Huti, będący sojusznikami Iranu, zwiększają presję w rejonie cieśniny Bab al-Mandab, nazywanej „Bramą Łez”.
To bardzo ważny szlak transportowy. Razem z cieśniną Ormuz odpowiada za ogromną część światowego handlu ropą. Każde zakłócenie transportu może więc natychmiast odbić się na cenach.
Do tego dochodzą ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie oraz problemy logistyczne związane z wojną. Negatywne czynniki nakładają się na siebie i wzajemnie wzmacniają.
Diesel szczególnie zagrożony
Na rynku jest deficyt przede wszystkim oleju napędowego. Amerykańskie rafinerie pracują na bardzo wysokich obrotach i zwiększają produkcję średnich destylatów.
Powód jest prozaiczny. To się po prostu opłaca. Marże rafineryjne na dieslu przekroczyły 100 dolarów za baryłkę. To najwyższy poziom od połowy 2024 roku.
– Tak wysokie marże są najlepszym dowodem na to, jak bardzo napięty jest obecnie bilans podaży – mówi Zywert.
Sytuacji nie poprawia fakt, że Europa musi szukać dostaw z różnych kierunków. Przed wojną ważnymi dostawcami diesla były m.in. Stany Zjednoczone, Indie i Arabia Saudyjska. Transport utrudniają jednak problemy na Morzu Czerwonym.
Benzyna po 10 zł? Ekspert uspokaja
Na razie średnia cena benzyny w Polsce wynosi 7,89 zł za litr, a diesla 8,76 zł. Kierowcy mogą więc zastanawiać się, czy kolejną granicą będzie 10 zł.
Rafał Zywert studzi jednak emocje. Jego zdaniem 10 zł za litr nie jest obecnie scenariuszem bazowym.
Żeby ceny doszły do tego poziomu, musiałoby dojść do kolejnego potężnego wstrząsu na rynku. Mogłyby to być np. problemy z produkcją w USA, ograniczenie amerykańskiego eksportu diesla albo gwałtowne pogorszenie sytuacji na Morzu Czerwonym.
To jednak nie oznacza, że kierowcy mogą liczyć na szybkie obniżki. Jesień i początek sezonu grzewczego zwiększą zapotrzebowanie m.in. na olej opałowy. To może utrzymywać wysokie ceny.
Zapasy paliw kurczą się błyskawicznie
Niepokojące są także informacje o zapasach. Według danych przywoływanych przez ekspertów zapasy diesla w hubie ARA, obejmującym Amsterdam, Rotterdam i Antwerpię, są około 25 proc. niższe niż rok temu.
Niskie zapasy utrzymują się także na wschodnim wybrzeżu USA. To szczególnie ważne, ponieważ Stany Zjednoczone są największym eksporterem produktów naftowych i jednym z najważniejszych dostawców diesla dla Europy.
Międzynarodowa Agencja Energetyczna prognozuje, że tegoroczny średni deficyt ropy wyniesie około 1,7 mln baryłek dziennie.
Paliwa nie zabraknie, ale tanio nie będzie
Czy grozi nam reglamentacja paliwa? Na razie nie ma powodów do takiego scenariusza. Ekspert podkreśla, że obecne zapasy są niskie, ale jeszcze nie na poziomie, który uzasadniałby obawy o reglamentację.
Problem w tym, że nawet jeśli sytuacja zacznie się uspokajać, ceny nie muszą od razu spaść.
Według analiz nawet trwałe zawieszenie broni na Bliskim Wschodzie nie oznacza natychmiastowego powrotu transportu do normy. Normalizacja przepływów przez Zatokę Perską może potrwać nawet od czterech do sześciu miesięcy.
Państwo nie ma pieniędzy na nową tarczę
Kierowcy nie mogą też liczyć na szybki powrót państwowych osłon. W większości krajów europejskich takie rozwiązania zostały już wygaszone. Wyjątkiem pozostaje Szwecja, która nadal utrzymuje obniżone podatki na paliwa.
W Polsce minister energii Miłosz Motyka podkreślał natomiast, że obecnie nie ma możliwości finansowych, by reaktywować pakiet CPN.