- Polska jest w czołówce państw UE, które otrzymały najwięcej środków z KPO, z 49,2 proc. wypłaconych funduszy.
- Węgry zamykają stawkę z zaledwie 9 proc. środków, z powodu konfliktu z KE o praworządność.
- Cały program odbudowy po pandemii ma opóźnienia, a jego wpływ na wzrost PKB UE może być niższy niż zakładano.
- Dowiedz się, dlaczego najbliższe miesiące są kluczowe dla Polski i co oznacza zmiana polityczna na Węgrzech!
Jak wygląda podział pieniędzy z KPO?
Unijny wyścig o miliardy euro na odbudowę po pandemii pokazuje ogromne różnice między poszczególnymi krajami. Z najnowszej analizy, którą przygotował Polski Instytut Ekonomiczny, wynika, że Polska jest jednym z liderów w pozyskiwaniu środków. Zgodnie z danymi PIE, Polska po otrzymaniu 49,2 proc. pieniędzy z KPO zajmuje wysokie, 4. miejsce we Wspólnocie. Wyprzedzają nas jedynie Francja (85 proc.), Austria (84 proc.) i Włochy (79 proc.).
Na drugim biegunie znajdują się Węgry, które zamykają całą stawkę. Rząd Viktora Orbana otrzymał do tej pory zaledwie 920 mln euro, co stanowi zaledwie 9 proc. całej puli przeznaczonej dla tego kraju. To najgorszy wynik w całej Unii Europejskiej. Powodem jest wieloletni konflikt Budapesztu z Komisją Europejską o kwestie związane z praworządnością, w tym niezależnością sądownictwa. Ten spór skutecznie zablokował Węgrom dostęp do kluczowych funduszy unijnych.
Dlaczego wypłaty funduszy unijnych są opóźnione?
Choć Polska radzi sobie dobrze, to cały unijny program odbudowy po pandemii, znany jako Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (RRF), ma spore opóźnienia. Jak wskazują eksperci Polskiego Instytutu Ekonomicznego, program wkracza właśnie w decydującą, ale i najtrudniejszą fazę. Do tej pory państwom członkowskim wypłacono łącznie około 398 mld euro, co oznacza, że wciąż 31 proc. środków czeka na rozdysponowanie.
Skąd te problemy? Jak zauważają ekonomiści PIE, powolne wdrażanie programu RRF było spowodowane bezprecedensową skalą finansowania, słabościami administracyjnymi państw członkowskich, a także licznymi szokami zewnętrznymi. W przypadku Polski opóźnienie miało konkretną przyczynę – spór poprzedniego rządu z Komisją Europejską, który na długo zablokował start programu w naszym kraju. Dlatego, mimo że Polska szybko nadrabia zaległości, presja czasu jest ogromna. Instytut podkreśla, że najbliższe miesiące będą absolutnie kluczowe dla pełnej realizacji pieniędzy z KPO przez Polskę.
Jaki będzie wpływ KPO na gospodarkę i co z pieniędzmi dla Węgier?
Przyszłość unijnych funduszy na Węgrzech stoi pod znakiem zapytania, choć na horyzoncie pojawiła się iskierka nadziei. Zdaniem ekonomistów Polskiego Instytutu Ekonomicznego, sukces proeuropejskiej partii TISZA w niedawnych wyborach może otworzyć drogę do odblokowania zamrożonych środków. To jednak nie będzie proste. Aby otrzymać zaległe fundusze unijne, rząd w Budapeszcie będzie musiał w końcu zrealizować wszystkie reformy i inwestycje, czyli tzw. kamienie milowe, których wymaga Bruksela. Czasu jest jednak bardzo mało, dlatego eksperci wątpią, by Węgry zdążyły wykorzystać całą pulę pieniędzy do końca tego roku.
Tymczasem analitycy PIE studzą nieco entuzjazm związany z całym programem odbudowy. Do gospodarek płyną miliardy euro, mimo to ostateczny efekt może być mniejszy, niż początkowo zakładano. Pośpiech w końcowej fazie programu sprzyja realizacji prostszych, a niekoniecznie najważniejszych projektów.
W połączeniu z niekorzystnym otoczeniem geopolitycznym, które przyczynia się do wzrostu kosztów realizacji inwestycji, oznacza to, że ostateczny wpływ RRF na gospodarkę będzie prawdopodobnie niższy niż pierwotnie zakładano – czytamy w komunikacie PIE.
Według szacunków, cały program może podnieść skumulowany wzrost PKB Unii Europejskiej zaledwie o 0,3-0,7 proc., co stawia pod znakiem zapytania długofalową efektywność wydawania pieniędzy z KPO. Mimo wszystko, dla krajów takich jak Polska, które są w czołówce beneficjentów, te środki wciąż stanowią potężny impuls inwestycyjny.