Polska rozpycha się w kosmosie. „Raz, dwa, trzy! A na Księżyc lecisz ty!”

Polskie detektory pracują na Marsie, instrument zbudowany w Warszawie bada heliosferę, a krajowe firmy zaczynają dostarczać kompletne satelity. Misja księżycowa Twardowski ma być kolejnym krokiem na drodze do pełnoprawnego polskiego biznesu kosmicznego.

Pan Twardowski w szlacheckim stroju patrzy na satelitę nad Księżycem. O polskiej misji przeczytasz na SE Superbiz.
Autor: Wygenerowane przez AI Pan Twardowski na Ksi
  • Creotech Instruments liderem konsorcjum przygotowującego misję księżycową Twardowski.
  • Kluczowa zmiana w branży: przejście od dostawcy podzespołów do integratora systemów satelitarnych.
  • Ugruntowana pozycja dzięki sukcesom: misji Uznańskiego-Wiśniewskiego i instrumentowi GLOWS dla NASA.
  • Wojsko i Unia Europejska głównymi motorami napędowymi dla branży, z miliardowymi inwestycjami w programy POLSARIS i IRIS².

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, pod koniec tej dekady na orbitę Księżyca trafi satelita zbudowany na opracowanej w Polsce platformie HyperSat. Misja nosi nazwę Twardowski – od bohatera legendy, który ponoć do dziś mieszka właśnie na Księżycu. Europejskim konsorcjum przygotowującym przedsięwzięcie kieruje Creotech Instruments. Polska spółka odpowiada za platformę satelitarną, architekturę systemu i integrację misji. W projekcie uczestniczą również Centrum Badań Kosmicznych PAN, Uniwersytet w Münster, hiszpański Satlantis oraz GMV.

Satelita ma obserwować powierzchnię Księżyca w świetle widzialnym i podczerwieni. Zebrane dane pozwolą dokładniej rozpoznać rozmieszczenie skał, minerałów i lodu, a także oceniać miejsca potencjalnych lądowań. Wiedza o dostępnych na miejscu zasobach będzie potrzebna, jeśli na Księżycu mają powstać stałe bazy badawcze.

Misja Twardowski jest na wstępnym etapie. Do budowy tego, co poleci w kosmos, droga jeszcze daleka. Creotech realizuje dla Europejskiej Agencji Kosmicznej dziewięciomiesięczną fazę A, wartą 500 tys. euro. W jej trakcie mają zostać sprecyzowane wymagania i sprawdzona wykonalność projektu. Dopiero po jej zakończeniu mogą zapaść decyzje dotyczące następnych etapów.

W ramach fazy A sformalizujemy wymagania misji i przygotujemy ją do kolejnych etapów rozwoju, osiągając kamień milowy w europejskiej eksploracji Srebrnego Globu

– podkreśla Grzegorz Brona, prezes Creotech Instruments. Plan zakłada start w 2029 r., ale nie wybrano jeszcze rakiety ani miejsca, z którego miałaby wystartować.

Od części do całego satelity

Znaczenie projektu nie polega więc jeszcze na tym, że Polska wysyła własną sondę na Księżyc. Ważniejsze jest miejsce, jakie polska firma zajmuje w przedsięwzięciu. Przez lata krajowy sektor kosmiczny rozwijał się przede wszystkim jako dostawca elektroniki, detektorów, oprogramowania i pojedynczych elementów aparatury dla większych zagranicznych partnerów. Teraz część spółek próbuje przejść poziom wyżej – projektować kompletne satelity, integrować ich wyposażenie i odpowiadać za całość misji. To ten ruch – od producenta części do integratora systemu – może okazać się najważniejszą zmianą w polskiej branży kosmicznej. Najwięcej zarabia się bowiem nie na wytworzeniu pojedynczego urządzenia, lecz na zdolności połączenia wielu technologii w działającą całość. 

Creotech rozwija w tym celu platformę HyperSat, która ma być wspólną podstawą dla różnych satelitów. Zamiast projektować każdy pojazd od początku, można dostosowywać gotową konstrukcję do nowych zadań. Na platformie powstają m.in. satelity obserwacyjne i urządzenia przeznaczone dla wojska. Twardowski byłby najbardziej odległym i wymagającym sprawdzianem tej technologii.

Laboratorium na orbicie

Najbardziej widowiskowym wydarzeniem w najnowszej historii polskiego sektora kosmicznego pozostaje oczywiście misja Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego. Latem 2025 r. w ramach wyprawy Ax-4 i polskiego programu IGNIS spędził on 18 dni na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, a cała podróż trwała ponad 20 dni. Na orbicie przeprowadził 13 eksperymentów. Obejmowały testowanie algorytmów sztucznej inteligencji LeopardISS, badania kondycji psychicznej astronautów, sprawdzanie trwałości leków oraz pomiary promieniowania jonizującego przy użyciu detektora opracowanego przez polską firmę SigmaLabs. Misja miała znaczenie nie tylko naukowe i promocyjne. Dla firm możliwość sprawdzenia urządzenia na orbicie oznacza zdobycie tzw. flight heritage – dowodu, że technologia rzeczywiście działała w warunkach kosmicznych. Taki wpis w technologicznym życiorysie może później ułatwić zdobywanie następnych kontraktów.

Lot Uznańskiego nie stworzył polskiego przemysłu kosmicznego. Pokazał jednak jego mniej efektowną, ale gospodarczo istotną część: laboratoria, małe firmy i zespoły badawcze, które mogą wykorzystać stację orbitalną jako poligon doświadczalny.

Z Ożarowa na Marsa

Polskie technologie trafiały jednak w kosmos znacznie wcześniej. Jednym z najbardziej znanych przykładów są detektory podczerwieni wyprodukowane przez VIGO Photonics z Ożarowa Mazowieckiego. Od 2012 r. pracują na Marsie w aparaturze łazika Curiosity. Stanowią część spektrometru TLS, który mierzy zawartość metanu, dwutlenku węgla i pary wodnej w marsjańskiej atmosferze oraz w gazach uwalnianych z podgrzewanych próbek gruntu. Nie prowadzą analizy samodzielnie, ale bez ich czułości wykonanie takich pomiarów nie byłoby możliwe.

Kolejny krok wykonało Centrum Badań Kosmicznych PAN. Zbudowany przez nie instrument GLOWS wystartował we wrześniu 2025 r. na pokładzie amerykańskiej sondy IMAP. To pierwszy instrument naukowy przeznaczony do misji NASA, który został w całości zaprojektowany i wykonany w Polsce.

Sonda IMAP bada heliosferę – ogromny obszar wokół Układu Słonecznego kształtowany przez wiatr słoneczny. Wszystkie dziesięć instrumentów sondy zostało prawidłowo uruchomionych. Pierwsze obserwacje GLOWS pokazały poświatę wodorową, jasne gwiazdy, a niespodziewanie także ślad komety C/2025 K1.

Można być naukowcem w Polsce i współpracować z NASA na zasadzie partnerstwa

– przekonywał przy okazji startu Michał Doligalski z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Radarowe oczy nad Ziemią

Jeszcze bliżej praktycznych i komercyjnych zastosowań działa ICEYE – fińska firma o silnych polskich korzeniach, współzałożona przez Rafała Modrzewskiego. Spółka zbudowała największą komercyjną konstelację niewielkich satelitów wykorzystujących radar z syntetyczną aperturą, czyli SAR. W przeciwieństwie do zwykłych aparatów radar nie potrzebuje światła słonecznego i może obserwować powierzchnię Ziemi w trudnych warunkach pogodowych. Najdokładniejszy tryb oferowany przez ICEYE pozwala uzyskiwać obrazy o rozdzielczości sięgającej 25 cm. Takie dane służą m.in. wojsku, służbom ratowniczym, ubezpieczycielom oraz instytucjom monitorującym powodzie, pożary i inne katastrofy.

Technologia ICEYE stała się również podstawą polskiego wojskowego programu MikroSAR. Konsorcjum firmy i Wojskowych Zakładów Łączności nr 1 buduje konstelację POLSARIS, która ma zapewnić Siłom Zbrojnym własne źródło radarowych zobrazowań satelitarnych. W maju 2026 roku na orbitę wysłany został kolejny, czwarty satelita systemu.

To przykład roli, jaką państwo odgrywa w rozwoju branży kosmicznej. Wojsko i administracja są pierwszymi dużymi odbiorcami kosztownych technologii, których prywatny rynek w Polsce nie byłby jeszcze w stanie sfinansować. A sprawdzone w krajowych zamówieniach rozwiązania można później próbować sprzedawać innym państwom.

Miliardy na bezpieczną łączność

Znacznie większe pieniądze wiążą się z udziałem Polski w unijnym programie IRIS². Europejska konstelacja satelitów ma zapewnić instytucjom publicznym, służbom i wojsku bezpieczną łączność, a jednocześnie zmniejszyć zależność Europy od systemów kontrolowanych przez amerykańskie przedsiębiorstwa.

Polska podpisała umowę, która przewiduje sfinansowanie budowy 12 satelitów kwotą 656 mln euro, czyli około 2,8 mld zł. To u nas ma powstać stacja naziemna z centrum dowodzenia połączonym z GovNet, nie wiadomo jednak, jaka część zamówień przemysłowych przypadnie polskim firmom. Z gospodarczego punktu widzenia najważniejsze jest to, ile pieniędzy wróci do polskiego sektora w postaci kontraktów, kompetencji i infrastruktury, by nie okazało się, że jesteśmy jedynie klientem wspólnego europejskiego systemu.

Do kosmicznej potęgi jeszcze daleko

Polska nie jest dziś niezależna technologicznie w kosmosie. Nie dysponuje własną rakietą orbitalną, korzysta z zagranicznej infrastruktury startowej, a rozwój sektora w dużej mierze zależy od zamówień ESA, wojska i administracji. Część najbardziej ambitnych przedsięwzięć, w tym Twardowski, pozostaje na etapie projektowania.

Zmiana jest jednak widoczna. Polskie podmioty nie ograniczają się już do wykonywania pojedynczych części według cudzej dokumentacji. Budują instrumenty dla NASA, własne platformy satelitarne, wojskowe systemy obserwacyjne, a w przypadku Twardowskiego mają odpowiadać za przygotowanie całej misji.

Nie dowodzi to jeszcze, że Polska stała się kosmiczną potęgą. Pokazuje jednak, że nasze firmy zaczynają ubiegać się o bardziej dochodowe miejsce: nie przy produkcji pojedynczej części, lecz przy projektowaniu całego przedsięwzięcia.

MSPO2024: Prezes ICEYE o mobilnej platformie satelitarnej
Quiz o kosmosie. Sławosz Uznański zdobyłby 10/10. A ty?
Pytanie 1 z 10
Musimy zacząć od bohatera ostatnich dni. W jakim mieście urodził się Sławosz Uznański-Wiśniewski?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki