- Rosnące ceny paliw niepokoją kierowców, gdy nowe napięcia na Bliskim Wschodzie windują globalne notowania ropy.
- Minister energii Miłosz Motyka rozważa powrót programu CPN, ale stawia jasny warunek: rząd zareaguje tylko przy poważnej eskalacji konfliktu.
- Dowiedz się, kiedy rząd jest gotów interweniować i czy Polacy mogą liczyć na tańsze paliwo.
Nowe napięcia na Bliskim Wschodzie ponownie wywołały wzrost cen ropy na światowych giełdach. Po kolejnych atakach na szlaki transportowe w rejonie cieśniny Ormuz baryłka ropy Brent podrożała o ponad 3 proc., a inwestorzy ponownie zaczęli obawiać się zakłóceń w dostawach surowca. W Polsce natychmiast wróciły pytania o przyszłość cen paliw i ewentualny powrót programu CPN. Do sprawy odniósł się minister energii Miłosz Motyka, który w rozmowie z RMF FM przedstawił stanowisko rządu.
Powrót CPN? Minister energii postawił warunek
Program CPN (Ceny Paliwa Niżej) był największym programem osłonowym dla kierowców w Europie i pozwalał ograniczać skutki gwałtownych wzrostów cen na stacjach. Czy może wrócić? Minister energii Miłosz Motyka nie wykluczył takiego scenariusza, ale zaznaczył, że decyzja będzie zależała od rozwoju sytuacji geopolitycznej.
Jeżeli dojdzie do poważnej eskalacji, to będziemy się zastanawiać – powiedział szef resortu energii.
Polecany artykuł:
Jednocześnie podkreślił, że analitycy nadal przewidują możliwość spadku cen ropy w kolejnych tygodniach, dlatego obecnie rząd nie planuje uruchomienia programu.
Dlaczego ceny paliw rosną?
Zdaniem ministra przyczyn obecnej drożyzny jest kilka. Wskazał m.in. odbudowę światowych zapasów ropy oraz paliw gotowych, zwłaszcza oleju napędowego. Znaczenie mają również problemy z dostawami i odbudową mocy rafineryjnych na Bliskim Wschodzie.
Statki dopiero muszą dopłynąć – tłumaczył Miłosz Motyka, sugerując, że rynek potrzebuje czasu na ustabilizowanie sytuacji.
Minister przypomniał również, że rząd od początku deklarował gotowość do reakcji, jeśli wydarzenia na światowych rynkach doprowadzą do poważnych zakłóceń.
Ropa znów drożeje po atakach w cieśninie Ormuz
W środę ceny ropy gwałtownie wzrosły po kolejnej eskalacji konfliktu między USA i Iranem. Według informacji PAP Biznes oraz agencji Bloomberg, impuls do podwyżek dały irańskie ataki na statki handlowe przepływające przez cieśninę Ormuz oraz odpowiedź wojsk amerykańskich.
Amerykańskie siły przeprowadziły uderzenia na ponad 80 celów w Iranie, w tym systemy obrony powietrznej, radary i infrastrukturę wojskową odpowiedzialną za działania przeciwko żegludze. Teheran zapowiedział z kolei „miażdżącą odpowiedź”, co ponownie zwiększyło obawy o bezpieczeństwo jednego z najważniejszych szlaków transportu ropy na świecie.
W efekcie ropa WTI podrożała do ponad 72 dolarów za baryłkę, a Brent przekroczyła poziom 76 dolarów.
Polska może dostarczać paliwo Ukrainie
Minister energii został także zapytany o możliwość sprzedaży gotowych paliw Ukrainie, której infrastruktura energetyczna regularnie jest celem rosyjskich ataków. Miłosz Motyka ocenił, że taki scenariusz jest możliwy na zasadach rynkowych, jeśli strona ukraińska zgłosi odpowiednie zapotrzebowanie. Jak podkreślił, bliskość Polski może być w tej sytuacji atutem dla krajowych importerów i producentów paliw.
Na razie rząd nie zapowiada powrotu programu CPN, ale wyraźnie daje do zrozumienia, że jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie doprowadzi do kolejnych gwałtownych wzrostów cen ropy i paliw, taki wariant pozostaje na stole.
