Produkty w Lidlu i Biedronce kurczą się. Sprawdź, na czym tracisz najwięcej

2026-03-22 8:00

Z zewnątrz wszystko wygląda tak samo: opakowanie, cena i marka. Problem w tym, że w środku jest coraz mniej produktu. To shrinkflacja, która w Biedronce i Lidlu staje się coraz bardziej widoczna. Klienci płacą tyle samo, ale realnie dostają mniej.

Elewacje sklepów Biedronka i Lidl z widocznymi logo. Po lewej fragment żółtej fasady Biedronki z biedronką i napisem Codziennie niskie ceny. Po prawej nowoczesny budynek Lidla. Artykuł o shrinkflacji w Biedronce i Lidlu przeczytasz na portalu Super Biznes.

i

Autor: jch Elewacje sklepów Biedronka i Lidl z widocznymi logo. Po lewej fragment żółtej fasady Biedronki z biedronką i napisem "Codziennie niskie ceny". Po prawej nowoczesny budynek Lidla. Artykuł o shrinkflacji w Biedronce i Lidlu przeczytasz na portalu Super Biznes.
Super Biznes SE Google News

Shrinkflacja nie jest nowym mechanizmem, ale w ostatnim czasie przybrała na sile. Rosnące koszty produkcji sprawiły, że producenci zaczęli szukać mniej widocznych sposobów na podnoszenie cen. Zamiast zmieniać ceny, zmieniają zawartość opakowania.

Produkty, które „znikają” najszybciej

Najczęściej shrinkflacja dotyczy produktów codziennego użytku, które regularnie trafiają do koszyka. W Biedronce i Lidlu widać to szczególnie w słodyczach, przekąskach, nabiale i gotowych daniach. Tabliczki czekolady, które kiedyś ważyły 100 gramów, dziś często mają 90 lub 80 gramów. Podobnie wygląda sytuacja z chipsami – opakowania pozostają duże, ale ich zawartość stopniowo maleje.

Zmiany pojawiają się także w produktach takich jak jogurty, sery czy masło. Opakowania wyglądają niemal identycznie, ale gramatura potrafi spaść o kilkanaście procent. Dla przeciętnego klienta różnica jest trudna do wychwycenia na pierwszy rzut oka.

Przykłady shrinkflacji w Biedronce i Lidlu

Zjawisko najlepiej widać na konkretnych produktach. W przypadku mrożonek dostępnych w Biedronce doszło do wyraźnych zmian – mrożone maliny, które wcześniej sprzedawano w opakowaniach 450 g, dziś mają około 300 g. Jednocześnie cena w przeliczeniu na kilogram wzrosła, co oznacza realną podwyżkę mimo podobnej ceny opakowania.

Zmiany widać także w napojach. W Biedronce pojawiły się butelki o pojemności 1,75 l zamiast standardowych 2 litrów. Różnica może wydawać się niewielka, ale oznacza, że klient dostaje mniej produktu przy cenie często zbliżonej do wcześniejszej.

Shrinkflacja dotknęła też podstawowe produkty spożywcze obecne zarówno w Biedronce, jak i Lidlu. Mąka, która przez lata była sprzedawana w opakowaniach 1 kg, pojawia się dziś w wersjach 800 g. Podobnie olej roślinny – zamiast klasycznego 1 litra coraz częściej ma 900 ml. W obu przypadkach oznacza to ukrytą podwyżkę.

W kategorii nabiału zmiany również są wyraźne. Jogurty zmniejszyły swoją gramaturę z około 180 g do 160–165 g, a masło – które kiedyś standardowo ważyło 200–250 g – coraz częściej ma mniej. To przykład shrinkflacji, która szczególnie uderza w codzienne zakupy.

Nie brakuje też przykładów w słodyczach. Klasyczne tabliczki czekolady często „schudły” do 90 g lub nawet 80 g. W praktyce oznacza to nawet kilkanaście procent mniej produktu przy tej samej cenie na półce.

W Lidlu głośnym przykładem była zmiana gramatury masła marki własnej, która wywołała reakcję klientów i pokazała, że konsumenci coraz częściej zauważają shrinkflację i reagują na nią.

Ile naprawdę tracisz przy kasie

Największy problem polega na tym, że shrinkflacja jest „niewidzialną podwyżką”. Konsument nie widzi zmiany ceny, ale płaci więcej w przeliczeniu na kilogram czy litr. Jeśli produkt zmniejsza swoją wagę z 500 g do 400 g, a cena pozostaje taka sama, realna podwyżka wynosi aż 25 procent.

W praktyce oznacza to, że podczas codziennych zakupów w Biedronce czy Lidlu wydajemy więcej, niż nam się wydaje. Straty kumulują się szczególnie przy regularnych zakupach tych samych produktów. W skali miesiąca różnica może wynieść nawet kilkadziesiąt złotych.

Dlaczego sieci handlowe na to pozwalają

Wbrew pozorom to nie same sklepy są głównymi autorami shrinkflacji. Najczęściej odpowiadają za nią producenci, którzy dostosowują gramaturę swoich produktów. Sieci takie jak Biedronka i Lidl stają jednak przed wyborem: zaakceptować zmiany albo podnieść ceny, co mogłoby odstraszyć klientów.

Z punktu widzenia sprzedaży shrinkflacja jest mniej ryzykowna. Cena na półce pozostaje taka sama, więc produkt nie wydaje się droższy. To sprawia, że wielu konsumentów nie zauważa zmiany lub orientuje się dopiero po czasie.

Jak nie dać się shrinkflacji

Choć shrinkflacja jest trudna do wyeliminowania, konsumenci mogą się przed nią częściowo bronić. Kluczowe jest zwracanie uwagi na cenę jednostkową, czyli koszt za kilogram lub litr produktu. To ona najlepiej pokazuje realną zmianę ceny.

Warto także porównywać gramatury produktów i nie sugerować się wyłącznie wyglądem opakowania. Nawet niewielkie różnice w wadze mogą oznaczać znaczną podwyżkę.

Shrinkflacja zostanie z nami na dłużej

Eksperci nie mają wątpliwości, że shrinkflacja nie zniknie szybko z rynku. Dopóki koszty produkcji pozostają wysokie, firmy będą szukać sposobów na utrzymanie marż. Dla konsumentów oznacza to jedno – większą czujność podczas zakupów.

Biedronka i Lidl pozostają jednymi z najpopularniejszych sieci w Polsce, dlatego zmiany widoczne na ich półkach szczególnie mocno wpływają na domowe budżety. A to sprawia, że shrinkflacja staje się problemem, który dotyczy praktycznie każdego klienta.

Pieniądze to nie wszystko Witold Modzelewski
QUIZ PRL. „Jutro będzie futro!” Powiedzenia naszych rodziców, które ukształtowały Polaków z pokolenia PRL-u
Pytanie 1 z 15
Kiedy pytaliście mamę "Kiedy obiad?", odpowiadała:
QUIZ PRL. „Jutro będzie futro!” Powiedzenia naszych rodziców, które ukształtowały Polaków z pokolenia PRL-u

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki