- Ceny ropy Brent przekroczyły 106 dolarów za baryłkę, sygnalizując wzrost globalnej niepewności na rynkach surowcowych.
- Na wzrosty wpływa zarówno pozytywny przebieg spotkania Trump-Xi, jak i utrzymujący się impas na Bliskim Wschodzie.
- Odkryj, jak gwałtowny spadek zapasów ropy w USA potęguje obawy o przyszłą podaż i czy czeka nas dalsza drożyzna.
Czwartkowy poranek na światowych giełdach przyniósł wyraźne wzrosty cen ropy naftowej. Inwestorzy nerwowo reagują na doniesienia z Chin i Bliskiego Wschodu, co natychmiast przekłada się na koszt kluczowego surowca.
Na giełdzie NYMEX w Nowym Jorku za baryłkę amerykańskiej ropy West Texas Intermediate (WTI) z dostawą w czerwcu trzeba zapłacić 101,56 dolarów. To wzrost o 0,53 proc. Jeszcze droższa jest europejska ropa Brent, która na giełdzie ICE wyceniana jest na 106,12 dolarów za baryłkę w kontraktach na lipiec, co oznacza podwyżkę o 0,46 proc. Rosnące ceny ropy to bezpośredni efekt niepewności na rynkach, gdzie inwestorzy z niepokojem obserwują najważniejsze wydarzenia geopolityczne.
Notowania ropy naftowej a spotkanie Trump-Xi. Co ustalili przywódcy?
Inwestorzy z całego świata wstrzymali oddech, śledząc doniesienia z Pekinu. To właśnie tam zakończyło się ponad dwugodzinne spotkanie prezydenta USA Donalda Trumpa z przywódcą Chin Xi Jinpingiem. Chociaż rozmowy dotyczyły głównie wielkiej polityki, ich wynik ma bezpośrednie przełożenie na nastroje na rynkach surowcowych.
Ton spotkania był zaskakująco pozytywny. Obaj przywódcy nie szczędzili sobie uprzejmości. Donald Trump nazwał Xi „wielkim przywódcą” i zapewniał, że oba kraje czeka „fantastyczna przyszłość”.
To zaszczyt być z panem, być pana przyjacielem, a relacje między USA i Chinami będą lepsze niż kiedykolwiek – powiedział prezydent USA.
W podobnym tonie wypowiadał się Xi Jinping, który ocenił, że w wojnach handlowych nie ma zwycięzców. Podkreślił, że Chiny i USA powinny być partnerami, a nie rywalami. Choć oficjalnie tematem rozmów nie była energia, to właśnie stabilność relacji między dwiema największymi gospodarkami świata ma kluczowy wpływ na globalny popyt, a co za tym idzie – na notowania ropy naftowej.
Konflikt na Bliskim Wschodzie winduje ceny ropy
Drugim, równie ważnym powodem nerwowości na rynkach, jest sytuacja na Bliskim Wschodzie. Trwający impas w relacjach między Stanami Zjednoczonymi a Iranem nie daje nadziei na szybkie zakończenie konfliktu, co bezpośrednio wpływa na podaż surowca.
Międzynarodowa Agencja Energetyczna (MAE) bije na alarm. W swoim najnowszym raporcie wskazała, że wojna doprowadziła do rekordowego spadku światowych zapasów ropy. Co gorsza, nawet jeśli walki zakończą się w najbliższym czasie, to i tak na rynkach utrzyma się znaczny niedobór surowca, który może potrwać nawet do października.
Eksperci uważnie śledzą każdy sygnał płynący z regionu. Jak zauważa Rebecca Babin, starsza traderka energii w CIBC Private Wealth Group, rynek na razie uspokaja fakt, że obie strony wydają się skłaniać ku dyplomacji, a nie eskalacji.
Dopóki działania USA i Iranu będą wydawać się, że prowadzą w stronę dyplomacji, a nie bezpośredniej eskalacji konfliktu, rynek będzie skupiał uwagę na końcowym etapie - czyli na tym, kiedy ostatecznie zostaną wznowione przepływy ropy przez cieśninę Ormuz – tłumaczy Rebecca Babin.
Napięta sytuacja na Bliskim Wschodzie i groźba ograniczenia dostaw to kluczowe czynniki, które w ostatnich dniach windują ceny ropy na światowych giełdach.
Zapasy ropy w USA mocno w dół
Obawy o globalną podaż surowca nie są bezpodstawne, co potwierdzają najnowsze dane zza oceanu. Opublikowany właśnie raport amerykańskiego Departamentu Energii (DoE) pokazuje, że zapasy ropy w Stanach Zjednoczonych gwałtownie spadły.
W ubiegłym tygodniu amerykańskie rezerwy tego surowca skurczyły się o 4,3 mln baryłek. To nie wszystko. Jeszcze mocniej spadły zapasy benzyny – aż o 4,1 mln baryłek. Jedynym wyjątkiem były paliwa destylowane, w tym olej opałowy, których zapasy nieznacznie wzrosły.
Ten gwałtowny spadek amerykańskich rezerw jest kolejnym sygnałem dla rynków, który bezpośrednio wpływa na wyższe ceny ropy. Dane z USA, w połączeniu z napiętą sytuacją na Bliskim Wschodzie, tworzą mieszankę, która nie pozwala inwestorom na optymizm i utrzymuje presję na dalszy wzrost notowań surowca.