Hubert Biskupski: Czy to, co się wydarzyło w miniony piątek w Trybunale Konstytucyjnym, to było przywracanie praworządności, czy zamach stanu?
Leszek Miller: Nie nazywam tego zamachem stanu. W naszej najnowszej historii prawdziwym, krwawym zamachem był zamach Józefa Piłsudskiego w 1926. To, co widzimy teraz, to próba siłowego uzdrowienia Trybunału Konstytucyjnego.
Od strony formalnej pani sędzia Korwin-Piotrowska zwołała Zgromadzenie Ogólne i prace Trybunału ruszyły. Ale efekty tych prac będą podważane. Czy my mamy w ogóle Trybunał Konstytucyjny?
Uważam, że nie mamy Trybunału Konstytucyjnego. Władze publiczne mogą działać tylko na podstawie i w granicach prawa. Pani Korwin-Piotrowska powołała się na „stan nadzwyczajnej konieczności konstytucyjnej”, ale takie pojęcie nie istnieje w polskim systemie prawnym. Wszystko, co na tej podstawie zrobiła, jest nielegalne. Ponadto bezczynność jednego organu nie tworzy automatycznie kompetencji innego. W tym zapętleniu jedyną możliwością jest reset konstytucyjny.
Do tego potrzeba większości 2/3, czyli 307 posłów. Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz proponuje reset, poseł Przemysław Czarnek mówi, żeby sobie sami robili reset, sędzia Sochański chce rezygnacji wszystkich sędziów, a sędzia Święczkowski każe mu siedzieć cicho. Komu ten spór, coraz ostrzejszy służy politycznie?
Na pewno nie posłuży to Polsce ani obywatelom. Cała ta zadyma służy określonym strukturom politycznym, ale skutki sondażowe poznamy dopiero za około dwa tygodnie, gdy opadną pierwsze emocje.
Czy tu chodzi o mobilizację własnych elektoratów, czy o coś więcej?
O mobilizację ale takie działania umacniają jedynie elektorat już zdecydowany, nie sięga się po osoby bierne. W efekcie w wyborach Donald Tusk może wygrać, zdobyć największą liczbę mandatów, ale nie mieć zdolności koalicyjnej przez słabość swoich partnerów. Z kolei PiS ze swoimi sojusznikami może przekroczyć granicę 230 mandatów i przejąć władzę.
Co ta polaryzacja oznacza dla mniejszych ugrupowań, które balansują wokół progu wyborczego, takich jak Rozwój Plus czy PSL?
W polityce tam, gdzie dwóch się bije, dla trzeciego często nie ma miejsca. Niemniej jednak przed wyborami niemal zawsze pojawia się nowe ugrupowanie. Największe szanse ma Rozwój Plus z Mateuszem Morawieckim. Jeśli przekroczą 5 proc., będą murowanym koalicjantem PiS-u.
Przedsiębiorcy pamiętają jednak Morawieckiemu politykę covidową oraz Polski Ład, a Konfederacja przestrzega przed jego powrotem do władzy. Kogo może pozyskać Rozwój Plus?
Pamięć ludzka jest ułomna. Jeżeli Morawiecki zaproponuje coś oryginalnego i porywającego dla przedsiębiorców, mogą mu wybaczyć. Tym bardziej, że w stosunku do obecnego rządu widać głębokie rozczarowanie. Natomiast PSL i ugrupowanie Szymona Hołowni są w bardzo trudnej sytuacji i prawdopodobnie ich jedyną szansą na wejście do Sejmu będą wspólne listy z Koalicją Obywatelską.
Przejdźmy do prezydenta Karola Nawrockiego i jego wejścia do Trybunału Konstytucyjnego. Po co prezydent przedzierał się do wnętrza budynku?
Po pierwsze, musiał wrócić z podróży do Senegalu, by nie narażać się na zarzuty swoich zwolenników, którzy oskarżyliby go o bierność. Po drugie, chciał udzielić wsparcia moralnego protestującym. W całej tej sprawie przygnębiająca jest jednak niekompetencja Służby Ochrony Państwa i Policji. Zadaniem SOP jest umożliwienie głowie państwa realizacji celu i zrobienie szpaleru, a nie dopuszczenie do przepychanek z sędzią.
Jak te wydarzenia wpłyną na odbiór prezydenta Nawrockiego?
Dla swoich zwolenników okaże się twardym facetem gotowym na sytuacje kryzysowe. Druga strona przedstawia go jako chuligana. Jednak ludzie, którzy obejrzą autentyczne nagrania w internecie, wyciągną własne wnioski i dostrzegą próby manipulacji.
Czy wierzy Pan w odbudowę autorytetu Trybunału Konstytucyjnego?
W tym składzie osobowym już nie. Po wyborach nowe otwarcie w Sejmie może dać impuls do przyjęcia nowych przepisów konstytucyjnych, które przywrócą rangę Trybunałowi.
Rozmawiał Hubert Biskupski