Spis treści
- UOKiK sprawdza, czy klienci tracą przez scoring
- Kontrola z policją w tle
- Jeden podmiot, ogromny wpływ na kredyty Polaków
- Szukanie najlepszego kredytu może szkodzić?
- BIK odpowiada: klienci nie powinni się bać
- UOKiK sprawdza zasady gry na rynku kredytów
- „UOKiK sprawdza zasady gry na rynku kredytów”
- Więcej zapisów kontrowersyjnych w umowach
UOKiK sprawdza, czy klienci tracą przez scoring
Polacy, którzy szukają kredytu, często porównują oferty kilku banków. Ale czy taka ostrożność może obniżyć ich szanse na otrzymanie pieniędzy?
To właśnie bada teraz Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Kontrolerzy przeszukali siedziby czterech instytucji, w tym Biura Informacji Kredytowej.
Kontrola z policją w tle
Pracownicy UOKiK za zgodą sądu i w asyście policji pojawili się w siedzibach BIK-u, ING Banku Śląskiego, mBanku oraz mBanku Hipotecznego.
Urząd prowadzi postępowanie wyjaśniające dotyczące zasad oceniania zdolności kredytowej klientów. Sprawdza, czy sposób działania banków i BIK nie ogranicza konkurencji oraz czy konsumenci nie są stawiani w gorszej sytuacji.
Na razie postępowanie prowadzone jest w sprawie, a nie przeciwko konkretnym firmom. Jeśli zarzuty się potwierdzą, przedsiębiorcom mogą grozić bardzo wysokie kary – nawet do 10 proc. rocznego obrotu.
Jeden podmiot, ogromny wpływ na kredyty Polaków
Biuro Informacji Kredytowej to prywatna instytucja, która gromadzi dane dotyczące historii kredytowej klientów. Korzystają z niej banki podczas oceniania ryzyka.
UOKiK sprawdza, czy informacje przekazywane przez banki do BIK – między innymi liczba składanych zapytań kredytowych – rzeczywiście powinny wpływać na ocenę klienta.
Zdaniem urzędu może dochodzić do sytuacji, w której osoba rozsądnie porównująca oferty jest oceniana gorzej niż ktoś, kto bierze kredyt tylko w jednym banku.
– Świadomy konsument nie może być karany obniżeniem zdolności kredytowej za swoją aktywność w uzyskaniu najlepszej oferty – podkreśla prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
Szukanie najlepszego kredytu może szkodzić?
Scoring BIK to punktowa ocena wiarygodności klienta. Bank bierze pod uwagę między innymi historię spłat, zadłużenie, liczbę zobowiązań, a także zapytania kredytowe.
Wątpliwości UOKiK wzbudziło to, że osoba szukająca najlepszej oferty może mieć więcej zapytań w systemie.
Oto przykład standardowej procedury. Klient chce kupić mieszkanie i sprawdza warunki kredytu w kilku bankach. Zamiast dostać lepszą ofertę dzięki porównaniu rynku, może – przynajmniej według obaw urzędu – zostać oceniony jako bardziej ryzykowny.
BIK odpowiada: klienci nie powinni się bać
BIK przekonuje, że scoring nie jest jedynym elementem decyzji kredytowej, a o przyznaniu kredytu zawsze decyduje bank.
Prezes BIK Mariusz Cholewa tłumaczył, że częste i gwałtowne składanie wniosków kredytowych może być sygnałem podwyższonego ryzyka, ale wpływ takich zapytań na ocenę punktową jest ograniczony.
Według niego przy kredytach hipotecznych kolejne wnioski składane w krótkim czasie są traktowane jako jedno zapytanie. Klient, który porównuje oferty, nie powinien więc automatycznie tracić punktów.
UOKiK sprawdza zasady gry na rynku kredytów
Urząd chce ustalić, czy obecny model wymiany informacji między bankami i BIK służy klientom, czy może utrudnia im wybór najlepszej oferty.
Szczególną uwagę kontrolerzy zwracają na pozycję BIK, który jako jedyny podmiot tego typu w Polsce gromadzi dane kredytowe z całego rynku.
Jeżeli okaże się, że zasady działania systemu ograniczają konkurencję albo szkodzą konsumentom, mogą nadejść poważne zmiany w sposobie oceniania osób starających się o kredyt.
„UOKiK sprawdza zasady gry na rynku kredytów”
Wokół Biura Informacji Kredytowej od dawna trwa także dyskusja o konkurencji na rynku informacji kredytowej. Ekspert ekonomiczny Marek Tatała zwraca uwagę na łamach Gazety Wyborczej, że BIK posiada wyjątkowo silną pozycję, ponieważ jest jedyną tego typu instytucją gromadzącą dane kredytowe z całego rynku.
Co ciekawe, sam prezes UOKiK w przeszłości wskazywał na problem przejrzystości i konkurencyjności modelu, w którym jeden prywatny podmiot ma de facto monopolistyczną pozycję.
Zdaniem Tatały projektowane przepisy dotyczące nowej ustawy o kredycie konsumenckim mogą jeszcze bardziej umocnić rolę BIK-u. Zgodnie z proponowanymi regulacjami przekazywanie informacji kredytowych do BIK ma być łatwiejsze niż raportowanie danych do biur informacji gospodarczej, które podlegają bardziej rygorystycznym wymogom ustawowym.
Więcej zapisów kontrowersyjnych w umowach
Ekspert zwraca również uwagę na kolejny kontrowersyjny zapis. Chodzi o rozszerzenie obowiązku raportowania danych do BIK-u także na firmy nabywające wierzytelności z kredytów konsumenckich. W praktyce oznaczałoby to przekazywanie jeszcze większej liczby informacji do jednej centralnej bazy.
Według Marka Tatały takie rozwiązanie może dodatkowo wzmocnić pozycję BIK-u na rynku, a jednocześnie zwiększyć koszty działalności przedsiębiorstw. Niektórzy eksperci określają ten pomysł jako przykład tzw. „gold-platingu”, czyli nadmiernego rozszerzania unijnych przepisów przez krajowego ustawodawcę.