Spis treści
„Ktoś przejął informacje na mój temat”
Wyciek danych z systemu MyDr wywołał ogromne zamieszanie. W niepowołane ręce mogły trafić niezwykle wrażliwe informacje pacjentów – m.in. dane osobowe, numery PESEL, adresy, diagnozy, recepty oraz informacje o wizytach lekarskich.
Sprawą zajęły się odpowiednie służby oraz Ministerstwo Cyfryzacji. Powołano również Połączone Centrum Operacyjne Cyberbezpieczeństwa.
Jednym z pacjentów, którzy otrzymali ostrzeżenie, jest mieszkaniec Kostrzyna nad Odrą. Pierwszą informację dotyczącą wycieku otrzymał 8 września, czyli około miesiąc po incydencie, do którego doszło w pierwszej połowie sierpnia.
Kilka dni później dostał kolejne ostrzeżenia dotyczące placówek medycznych w Gorzowie Wielkopolskim i Pułtusku.
Mężczyzna postanowił działać.
Kwota 30 tys. zł za nerwy
Kostrzynianin zażądał od firmy MyDr 30 tys. zł. Jak tłumaczył w rozmowie z „Faktem”, chodzi nie tylko o sam wyciek danych, ale także o poczucie zagrożenia i utratę kontroli nad informacjami na swój temat.
– Za poczucie zagrożenia i utratę kontroli nad moimi danymi domagam się niezwłocznej wypłaty 30 tys. zł – powiedział.
14 września wysłał do firmy wezwanie do zapłaty listem poleconym. MyDr ma 14 dni od momentu doręczenia na jego rozpatrzenie.
Jeżeli firma odmówi wypłaty pieniędzy, mężczyzna zapowiada skierowanie sprawy do sądu.
Chce również dowiedzieć się, jakie dokładnie informacje na jego temat zostały ujawnione oraz na jakim etapie są działania wyjaśniające.
PESEL już został zastrzeżony
Po otrzymaniu ostrzeżenia mężczyzna zastosował się do zaleceń ministra cyfryzacji i zastrzegł swój numer PESEL.
To jednak nie uspokoiło jego obaw.
– Skoro pacjenci powierzyli placówkom medycznym swoje najważniejsze dane osobowe i zdrowotne, to ich ochrona powinna być absolutnym priorytetem. Cóż, zostaliśmy pokrzywdzeni – uważa.
I trudno się dziwić, że wyciek danych medycznych budzi szczególne emocje. To nie są przecież tylko imię, nazwisko czy adres. W grę wchodzą informacje o zdrowiu, leczeniu i przyjmowanych lekach.
Choroba może stać się narzędziem szantażu
Dane dotyczące zdrowia należą do najbardziej wrażliwych informacji o człowieku. Są chronione m.in. tajemnicą lekarską.
Ich przejęcie może mieć poważne konsekwencje. Dane medyczne mogą być cenne dla firm ubezpieczeniowych czy marketingowych. W skrajnych przypadkach mogą również zostać wykorzystane do wywierania presji lub szantażu.
Szczególnie narażone mogą być osoby publiczne czy ludzie, którzy ze względu na wykonywany zawód mogą ponieść poważne konsekwencje ujawnienia określonych informacji o swoim zdrowiu.
RODO daje możliwość walki o pieniądze
Czy pacjent może domagać się odszkodowania za sam fakt wycieku danych?
Taką możliwość przewiduje art. 82 RODO. Jak wskazuje prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski, każda osoba, której dane zostały naruszone, może dochodzić odszkodowania za szkody materialne i niematerialne.
Co ważne, w orzecznictwie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej uznano, że sama obawa przed wykorzystaniem danych może w określonych okolicznościach stanowić szkodę niemajątkową.
Nie oznacza to jednak automatycznej wypłaty pieniędzy każdej osobie, której dane wyciekły. Każdy przypadek jest oceniany indywidualnie, a ewentualne spory rozstrzygają sądy cywilne.
– Są to indywidualne decyzje pokrzywdzonych i postępowania toczone przed sądami cywilnymi – wyjaśnił Mirosław Wróblewski, prezes UODO w rozmowie z gazetą.
Sprawa mieszkańca Kostrzyna nad Odrą może więc być początkiem kolejnych pozwów. Jeśli firma nie wypłaci żądanych 30 tys. zł, o pieniądzach zdecyduje sąd.