- Włoski emeryt, zarabiając 379 euro jako statysta w filmie, został zmuszony przez zakład ubezpieczeń do zwrotu 21 tysięcy euro z emerytury, ponieważ naruszył zasady wcześniejszej emerytury "Kwota 100".
- ZUS uznał statystowanie za dorabianie, co skutkowało potrąceniami po 292 euro miesięcznie, mimo że praca była sporadyczna i wynikała z wymogów formalnych produkcji filmowej.
- Sprawa trafiła do Sądu Pracy, który wstępnie przyznał rację emerytowi, zawieszając potrącenia i nakazując ponowne rozpatrzenie sprawy.
- Ten przypadek pokazuje absurdalność biurokracji, gdzie miłość do kina i niewielki zarobek mogą prowadzić do poważnych konsekwencji finansowych dla seniora
Pasja do kina zamieniła się w koszmar. Ile trzeba oddać?
Wydawało się, że to przygoda życia. Mieszkaniec Trydentu, miłośnik kina, zgłosił się na casting do filmu wojennego „Vermiglio”. Przez siedem dni pracował na planie jako statysta, pojawiając się w kilku scenach, z których jedna, gdzie niósł krzyż, trafiła do ostatecznej wersji. Jak podał dziennik „La Repubblica”, za swoją pracę w 2021 roku otrzymał 379 euro. Nie mógł jednak przypuszczać, że realizacja pasji będzie go kosztować fortunę. Włoski emeryt, który zagrał jako statysta w filmie, przeżywa dramat, po tym jak zażądano od niego zwrotu emerytury w wysokości 21 tysięcy euro. Urząd uznał, że mężczyzna złamał przepisy i musi oddać całe świadczenie wypłacone mu w 2021 roku.
Dlaczego emeryt musi zwrócić pieniądze? To przez system "Kwota 100"
Skąd tak szokująca decyzja? Mężczyzna przeszedł na wcześniejszą emeryturę w ramach specjalnego programu „Kwota 100”, który obowiązywał we Włoszech w latach 2019-2021. Pozwalał on na zakończenie pracy po ukończeniu 62 lat i udokumentowaniu 38 lat płacenia składek. Haczyk tkwił w jednym, niezwykle surowym zapisie. Zakład ubezpieczeń uznał, że przepisy programu wcześniejszych emerytur "Kwota 100" zostały naruszone, ponieważ surowo zabraniają one jakiejkolwiek formy dorabiania. INPS, włoski odpowiednik ZUS, bezwzględnie potraktował zarobek na planie filmowym jako złamanie tej zasady. Urzędnicy nie tylko zażądali zwrotu 21 tys. euro, ale od razu zaczęli działać, potrącając mężczyźnie z bieżącej emerytury 292 euro miesięcznie. Cały dług rozłożono na 72 raty.
Jest światełko w tunelu. Sąd wstrzymuje egzekucję
Emeryt nie poddał się i postanowił walczyć o swoje. Skierował sprawę do Sądu Pracy w Trydencie, a jego adwokat przedstawił mocne argumenty. Podkreślał, że praca na planie była „całkowicie sporadyczna i okazjonalna”, a formalne zatrudnienie wynikało jedynie z przepisów kinematografii, które wymagają tego od produkcji ubiegających się o publiczne dotacje. Mężczyzna nie miał świadomości, że podpisuje umowę o pracę. Na szczęście sąd przychylił się do jego wniosku. Sędzia nakazała ponowne rozpatrzenie sprawy i zawiesiła potrącenia z emerytury, argumentując, że praca na planie była całkowicie sporadyczna. To daje emerytowi nadzieję, że jego filmowa przygoda nie zakończy się finansową katastrofą. Sprawa jest w toku.