Jerzy Markowski brutalnie o upadku śląskich kopalń: Tych bliskich śmierci jest więcej

2020-05-10 22:10 Andrzej Bęben
Jerzy Markowski
Autor: Andrzej Bęben

Największa spółka węglowa w UE, czyli Polska Grupa Górnicza, walczy o przeżycie. Górnicy mniej pracują i mniej zarabiają, bo kryzys. Coraz więcej jest dopadniętych przez zarazę. Nadal nie wiadomo, jaki model ma mieć branża. Kilkadziesiąt tysięcy zatrudnionych w górnictwie chciałoby wiedzieć, co ich czeka. Dr JERZY MARKOWSKI, ekspert górniczy i b. wiceminister przemysłu i handlu oraz gospodarki w dwóch rządach SLD, przedstawia naszym CZYTELNIKOM-GÓRNIKOM swój punkt widzenia...

„Super Ekspres”: Jak Pańskie zdrowie w czasie zarazy?
Jerzy Markowski: Zupełnie dobrze i byleby nie było gorzej.

A w Pana ukochanym górnictwie węglowym może być gorzej. Z początkiem roku wieścił Pan, że w Polsce ono samo się zlikwiduje w ciągu 20 lat. Czy czasem zaraz sprawi, że nastąpi to wcześniej?
Epidemia wywoła takie skutki w kopalniach, a jednocześnie skłoni do takich refleksji nad funkcjonowaniem kopalń, że będą się one likwidowały szybciej niż wcześniej, przed epidemią, zakładano. To jednak w niczym nie zmieni zapotrzebowania w Polsce na węgiel, który w systemie energetycznym pozostanie stabilnym paliwem w najbliższych 30 latach. Epidemia wytworzy, w mej opinii, klimat do inwestowania przez zagraniczne podmioty w polskie górnictwo.

Epidemia z pożytkiem dla górnictwa?
Zdecydowanie tak, oczywiście nie w sensie medycznym, podkreślam to, żeby nie było wątpliwości. W miejsce nierentownego górnictwa, aż dziw, że niektóre kopalnie nadal funkcjonują, pojawi się nowoczesne i efektywne, które zaspokoi potrzeby energetyczne państwa na co najmniej 30 lat.

To przyszłość. Teraz górnicy co najmniej przez miesiąc będą mogli poczuć smak przedwojnia. Robią za wynagrodzenie mniejsze o 20 procent, piątek mają wolny i bezpłatny, bo Polska Grupa Górnicza, zatrudnia 40 tys. osób, ledwo dyszy i nie wiadomo, jak długo pożyje.
Kiedyś na Śląsku było tak, że co dziesiąty górnik mógł pracować. Te ograniczenia w wynagrodzeniach i czasie pracy są przede wszystkim skutkiem sytuacji rynkowej. Zmalał popyt na węgiel; w połowie za sprawą obniżonego zużycia energii elektrycznej, a w połowie przez import węgla. A ten ostatni rośnie dlatego, że polski węgiel nie sprzedaje się, a nie sprzedaje się, bo jest za drogi, a jest drogi, bo są wysokie koszty wydobycia.

W zeszłym roku średnia cena sprzedaży tony węgla u nas wynosiła ok. 350 zł, a spółki węglowe odnotowały stratę miliarda złotych. Średnia cena na rynku światowym dziś za tonę to poniżej 50 USD! Różnice widać gołym okiem. Nie brakuje głosów, że trzeba zwinąć ten interes, skoro import jest zdecydowanie tańszy.
I właśnie dlatego się górnictwo zwija! W tym wszystkim istnieje dylemat polityczny, chodzi o dostęp do własnego surowca energetycznego. Jest dylemat: czy chcemy mieć państwo oparte o dostawy surowca importowanego, czy też korzystającego z własnych zasobów? Dziwne, że jest powszechna dezaprobata wobec importu gazu z Rosji, a nie ma czegoś takiego wobec importu węgla z tego państwa lub innych. To nam jakoś nie przeszkadza. Nazwałbym to selektywną hipokryzją.

Jeśli już jesteśmy przy hipokryzji. Związkowcy oskarżają kierujących górnictwem o to, że nie wiedzą, co dalej robić z tym górnictwem, by nie umarło, a kierujący odwrotnie. Jeszcze w kwietniu związki zawodowe sprzeciwiały się kryzysowym obniżkom płac, a teraz zgodziły się, ale tylko na miesiąc. Chyba w czerwcu nie sytuacji cudownie się nie poprawi?
Nie zanosi się na cud. Z kryzysu nie wychodzi się dzięki cudom. Trzeba rozgraniczyć pojęcia. Związkowcy to nie to samo co załogi górnicze. One boją się o pracę, boją się chodzić do roboty z uwagi na epidemię, są zdolne do wyrzeczeń potrzebnych dla utrzymania miejsc pracy, załogi górnicze alternatyw nie mają. Związkowcy natomiast mają zawsze ten sam cel: coś ugrać, coś wygrać, po to przede wszystkim, by uzasadnić swoje istnienie.

Przecież związkowcy to reprezentanci załóg!
Równie dobrze mogę powiedzieć, że każdy poseł jest moim reprezentantem. Nie jest.

Jeśli mielibyśmy skalę, w której „10” oznaczałoby koniec, to w który miejscu usytuowałby Pan nasze górnictwo?
Wpierw powtórzę, to co już wcześniej mówiłem nie raz i nie dwa. Sytuacja kryzysowa jest na tyle poważna, że powinno powołać się radę bezpieczeństwa energetycznego państwa. Na razie tego nie dostrzegamy, bo zima była lekka, bo wydaje nam się, że mamy pod dostatkiem energii elektrycznej. Lekarze poradzą sobie z epidemią. Kiedyś się ona skończy. Gdy jednak dostrzeżemy, że wcale nie opływamy w dostatek energii, to z jej brakiem będziemy się borykać przez kilkanaście lat. A wracając do wyskalowania kryzysu w górnictwie. Są kopalnie, w których jest on już na „9” i takie, z „4”. Niestety, tych bliskich śmierci jest więcej. Żyją tylko dlatego, że utrzymują je te, którym do śmierci jest jeszcze daleko.

Oj, nie jest Pan optymistą…
Nie jestem pesymistą. Ten kryzys wyjdzie górnictwu na dobre. Ekonomia je urealni.

Czytaj SUPER EXPRESS bez wychodzenia z domu. Kup bezpiecznie Super Express. KLIKNIJ tutaj.

Jaki kocioł na węgiel wybrać?

Rozwijamy nasz serwis dzięki wyświetlaniu reklam.

Blokując reklamy, nie pozwalasz nam tworzyć wartościowych treści.

Wyłącz AdBlock i odśwież stronę.

Najnowsze