SuperBiz prawo przedsiębiorcy Oto, jak szef warszawskiej adwokatury został właścicielem działki wartej fortunę [PEŁNA WERSJA]

Oto, jak szef warszawskiej adwokatury został właścicielem działki wartej fortunę [PEŁNA WERSJA]

09.06.2016, godz. 12:06
Działka obok Pałacu Kultury i Nauki
Działka obok Pałacu Kultury i Nauki foto: SE/EAST NEWS

Dziwna historia przejęcia nieruchomości w Warszawie, która z przynależnymi działkami jest wyceniana na 160 milionów, zaczyna się w 1945 roku. Wtedy Martin Holger, właściciel nieruchomości o adresie Chmielna 70, legitymujący się duńskim paszportem, pada ofiarą dekretu Bieruta. Jego nieruchomość staje się majątkiem miasta stołecznego Warszawy. Po kilku latach, w 1953 roku, władze PRL podpisują z Duńczykami umowę odszkodowawczą. Według niej Polacy wypłacają 5 milionów 700 tysięcy koron duńskich, a rząd w Kopenhadze wszystkie roszczenia uznaje za uregulowane: „wynikiem tej regulacji będzie zwolnienie rządu polskiego w stosunku do zainteresowanych duńskich i ich następców prawnych”.

Mija blisko 60 lat, a dawna Chmielna 70 jest częścią Placu Defilad, otaczającego Pałac Kultury i Nauki. Nagle w październiku 2010, teoretycznie bez żadnych przesłanek, zostaje zmieniony plan zagospodarowania przestrzennego.

Zobacz koniecznie: Robert Lewandowski kupił apartament na Złotej 44 [ZDJĘCIA]

I nagle jesienią 2012 roku, urzędnicy miejscy „zwracają” lukratywną nieruchomość trzem osobom, legitymującym się dokumentami, które odkupili od … spadkobierców Duńczyka! Jak to możliwe?

Odpowiedź jest prosta: „na podstawie decyzji Prezydenta m. st. Warszawy z 16.10.2012 i 15.11.2012”, czyli Hanny Gronkiewicz - Waltz. Miasto Warszawa oddało dwie działki, których właścicielem był Duńczyk Martin Holger, trzem osobom, nie dość, że z nim niezwiązanym, to jeszcze na podstawie roszczeń, które zostały zaspokojone ponad 60 lat temu.

- Doszło do rażącego niedopełnienia obowiązków przez urzędnika. Na to jest paragraf w kodeksie karnym. Osoby odpowiedzialne za majątek publiczny wart setki milionów złotych powinny walczyć o każdą działkę i kamienicę do końca. Tutaj oddali ją w ręce handlarzy, mimo wiedzy o tym, że działka mogła być już raz spłacona przez państwo polskie. Co więcej przez kilka tygodni przedstawili kilka wersji wydarzeń. To budzi ogromne wątpliwości i podejrzenia co do ich intencji – mówi Jan Śpiewak, radny warszawskiej dzielnicy Śródmieście.

- Urzędnicy miejscy mieli obowiązek sprawdzenia czy roszczenia są zasadne. Nie zrobili tego rzetelnie i działkę oddano osobie, która nie powinna jej otrzymać. Urzędnicy odpowiadają tym samym za niegospodarność i działanie na szkodę miasta. Nie jest to jedyny taki przypadek. Wiele innych działek i budynków oddano pomimo, że wcześniej państwo polskie wypłaciło za nie odszkodowania – mówi Piotr Ciszewski, prezes Warszawskiego Stowarzyszenie Lokatorów, który broni praw mieszkańców reprywatyzowanych kamienic.

Jedną z tych trzech osób jest szef samorządu adwokackiego w Warszawie, Grzegorz Majewski. Dziekanem Okręgowej Rady Adwokackiej został 23 kwietnia. Przed wyborami do władz warszawskiej Rady Adwokackiej mecenas Majewski opublikował na swojej stronie program, którego motto to: „Odpowiedzialność mierzona miarą dokonań”. W programie owym obiecuje budowę marki adwokata i namawia kolegów i koleżanki do nowego spojrzenia „na rolę samorządu zawodowego w nowej rzeczywistości rynkowej”. Mecenas Majewski przed objęciem stanowiska szefa samorządu, pełnił funkcję prezesa sądu dyscyplinarnego.

Czytaj również: Rząd chce ułatwić życie przedsiębiorcom. Sprawdź, co szykuje

- Podejrzewamy, że mogło dojść do próby wyłudzenia tej działki. Złożyliśmy zawiadomienie do prokuratury i zeznawałem już w tej sprawie. Sprawa była prosta jak konstrukcja cepa. Polska spłaciła wszystkich Duńczyków w 1953 roku. Szef ORA powinien być poza wszelkimi podejrzeniami. To źle wpływa na reputację zawodu adwokata, gdy takie osoby są uwikłane w tak moralnie naganny proceder jak biznes reprywatyzacyjny. Jeśli się już w to zaangażował, to powinien doskonale znać prawo – mówi Jan Śpiewak.

Dwoje pozostałych współwłaścicieli wielomilionowych działek to również prawnicy. Jedna z nich to dr Marzena Kruk, główny specjalista w Departamencie Współpracy Zagranicznej i Praw Człowieka Ministerstwa Sprawiedliwości. Jeszcze w lutym tego roku firmowała swoim nazwiskiem – i autorytetem - Tydzień Pomocy Osobom Pokrzywdzonym Przestępstwem, kampanię społeczną organizowaną przez ministerstwo. Wedle Wioletty Olszewskiej z wydziału komunikacji ministerstwa, jako zastępca dyrektora departamentu i naczelnik wydziału, a takie stanowiska piastowała, musiała składać oświadczenia majątkowe. Najwidoczniej wzbogacenie o kawałek Placu Defilad przeszło u przełożonych bez mrugnięcia okiem.

Dr Marzena Kruk nie chciała komentować w jaki sposób weszła w posiadanie nieruchomości, bo to jej „prywatna sprawa”. Z panem Majewskim, mimo wielokrotnych prób, nie udało się nawiązać kontaktu. Trzecim właścicielem jest Janusz Piecyk, wspólnik mecenasa Roberta Nowaczyka, który jest pełnomocnikiem właścicieli działki.

Mecenas Nowaczyk, prywatnie brat dr Kruk, mówi, że nie ma żadnych dowodów na to, że odszkodowanie zostało wypłacone, a nawet na to, że właściciel 2/3 działki, pan Holger Martin, był rzeczywiście Duńczykiem. Poza tym, zdaniem pełnomocnika, nikt jeszcze nie widział dokumentów z Ministerstwa, o których jest tak głośno. Jeśli jednak to okaże się prawdą, to zarówno miasto, jak i Ministerstwo Finansów zostaną przez właścicieli działki na Placu Defilad podani do sądu, w celu uzyskania odszkodowania. Mec. Nowaczyk mówi, że już teraz są problemy ze sprzedażą działki, a próby są podejmowane od trzech lat.

Ministerstwo Finansów nie zgadza się z taką interpretacją. W odpowiedzi na zarzuty przysłało oświadczenie, w którym czytamy, że „Urząd m.st. Warszawy powinien wstrzymać się z rozstrzyganiem sprawy do momentu rozwiązania tych istotnych wątpliwości, ponieważ okoliczności sprawy nie są dostatecznie wyjaśnione i nie zostało zakończone zbieranie dowodów”. Dalej obala twierdzenie o niewiedzy urzędników: „Urząd m.st. Warszawy wiedział o posiadaniu przez Holgera Martina obywatelstwa duńskiego. Wiedział, że sprawa ta była rozpatrywana w kontekście układu indemnizacyjnego [odszkodowawczego] z Danią. Wiedział także, że Ministerstwo Finansów prowadzi działania w celu uzyskania dowodów rozstrzygających sprawę odszkodowania. A jednak przed zakończeniem swojego postępowania nawet nie zapytał, jakie są efekty poszukiwań dokumentacji wykonania układu indemnizacyjnego z Danią”.

Rzecznik prasowy Urzędu Miasta w Warszawie Bartosz Milczarczyk mówi, że podczas postępowania zwrotowego w 2010 roku urzędnicy miejscy zapytali Ministerstwo Finansów, czy nazwisko Holgera Martina figuruje na liście osób, które otrzymały odszkodowanie za przejęte mienie w ramach umów międzynarodowych. Wedle relacji rzecznika Ministerstwo odpowiedziało, że nie posiada takiej informacji. A przez kolejne dwa lata nie potwierdziło ani nie zaprzeczyło obecności nazwiska Martina na liście. Aż do kwietnia tego roku, kiedy Urząd został poinformowany o wszczęciu postępowania w sprawie, a wezwany do zapoznania się z dokumentacją urzędnik miejski znalazł w niej listę z nazwiskiem Martina i ją skopiował. Dlatego ratusz zawiadomił prokuraturę, aby zbadała sprawę pojawienia się listy i obecności na niej nazwiska dawnego właściciela Chmielnej 70.

Sprawdź też: Kukiz chce zrównania kwoty wolnej od podatku posłów z obywatelami. PO, .N i PSL są przeciwko

Pracownicy Ministerstwa prowadzili sprawę do marca tego roku, zakończyli ją skopiowaniem w kopenhaskim archiwum ok. 14 000 stron dokumentacji. 29 kwietnia rozpoczęto postępowanie o wpisie do księgi wieczystej skarbu państwa, ponieważ „w chwili obecnej z bardzo dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że Holgerowi Martinowi [...] przyznano odszkodowanie za utratę udziału w prawie własności nieruchomości położonej w Warszawie przy ul. Chmielnej 70”.

- Działka powinna zostać znacjonalizowana i na powrót stać się majątkiem publicznym. Wobec osób odpowiedzialnych powinny zostać wyciągnięte konsekwencje służbowe. Resztą powinny się zająć organa ścigania – dodaje Jan Śpiewak.

Piotr Ciszewski mówi, że odzyskanie działki przez miasto będzie bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe. Nawet w sytuacjach, gdy udowodniono, że przejęcie nieruchomości odbyło się w złej wierze, prywatny właściciel zwykle sprzedawał ją kolejnemu, a ten już argumentował, że kupował w dobrej wierze.

- Ta historia powinna być podstawą powinno być podstawą do zapobiegania reprywatyzacyjnej patologii w przyszłości. Konieczne jest pociągnięcie do odpowiedzialności urzędników, którzy narażają miasto na straty, powołanie niezależnego zespołu, który weryfikowałby zasadność roszczeń, a także wstrzymanie reprywatyzacji do czasu uregulowania sytuacji. Tych zmian domagają się organizacje broniące praw lokatorów – dodaje Piotr Ciszewski.

Warszawska Prokuratura Okręgowa wszczęła śledztwo w sprawie działek na Placu Defilad, badając czy nie zaszło „niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych”. Centralne Biuro Antykorupcyjne prowadzi postępowania wyjaśniające, dotyczące decyzji zwrotu nieruchomości podejmowanych w warszawskim ratuszu oraz składania oświadczeń majątkowych przez dyrektorów stołecznych urzędów. Albo nieskładania, jak w przypadku dyrektora odpowiedzialnego za zwroty Biura Gospodarowania Nieruchomościami Marcina Bajko, który przez ponad dekadę kierowania Biurem nie złożył ani jednego.

======
Dekret Bieruta wydano w październiku 1945 roku. Na jego mocy na rzecz majątku gminy miasta stołecznego Warszawa przechodziły wszelkie grunty w przedwojennych granicach miasta. Nie dotyczył budynków, a tylko gruntów, jest w rzeczywistości przejmowano też kamienice, albo obowiązkowo dokwaterowywano lokatorów. Dotyczyło to zwłaszcza dzielnic centralnych, gdzie znajdowały się grunty o dużej wartości, jak Śródmieście czy Mokotów. Odebrano właścicielom 94 procent nieruchomości, ich liczbę szacuję się na kilkadziesiąt tysięcy. W 1939 roku miasto Warszawa było właścicielem 853 nieruchomości. 
=======
Obecną nieruchomość stanowi, oprócz odzyskanej, także leżące obok 1000 m2. Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz zgodziłam się na sprzedaż bez przetargu tych siedmiu działek, leżących obok dawnej Chmielnej 70, jesienią 2013 roku tym samym osobom, które wcześniej odzyskały grunt  Płacą miastu niecałe 6 miliony złotych. Metr kwadratowy ziemi w tym miejscu jest wyceniany na ok. 20 000 złotych.

REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: