Chowacz w rzepaku atakuje już w lutym. Ten prosty błąd może kosztować dwie tony plonu

Każdy plantator rzepaku wie, że kalendarz prac polowych trzeba mieć w małym palcu. Jednak ocieplenie klimatu wywróciło do góry nogami stare zasady i sprawiło, że jeden z najgroźniejszych szkodników pojawia się na polach o wiele tygodni wcześniej. Okazuje się, że przegapienie tego nowego, wczesnego terminu może prowadzić do strat sięgających nawet dwóch ton z hektara, a skuteczna ochrona zależy od prostej metody monitoringu, o której wielu wciąż zapomina.

Szkodnik rzepaku, chrząszcz chowacza, wspina się po zielonej łodydze rośliny rzepaku, na której widoczne są krople rosy i drobne uszkodzenia. Tło stanowi rozmyte pole kwitnącego rzepaku pod pochmurnym niebem. O wczesnych nalotach szkodników w rzepaku przeczytasz na Super Biznes.

i

Autor: Wygenerowane przez AI Szkodnik rzepaku, chrząszcz chowacza, wspina się po zielonej łodydze rośliny rzepaku, na której widoczne są krople rosy i drobne uszkodzenia. Tło stanowi rozmyte pole kwitnącego rzepaku pod pochmurnym niebem. O wczesnych nalotach szkodników w rzepaku przeczytasz na Super Biznes.
Super Biznes SE Google News
  • Eksperci z Instytutu Ochrony Roślin wskazują, że ocieplenie klimatu przyspieszyło naloty chowaczy na rzepak nawet o siedem tygodni
  • Zlekceważenie wczesnego monitoringu chowaczy w rzepaku może prowadzić do strat w plonie sięgających nawet dwóch ton z hektara
  • Analiza danych z ostatnich lat potwierdza, że skuteczna ochrona rzepaku zaczyna się od monitoringu w żółtych naczyniach już w lutym
  • Kluczowe dla skuteczności oprysku jest zwalczanie chowaczy w rzepaku jeszcze przed złożeniem przez nie jaj w łodygach
  • Dobór odpowiedniego insektycydu do zwalczania chowaczy zależy od temperatury panującej w trakcie zabiegu

Naloty chowaczy już w lutym. Jak zmiana klimatu wpływa na ochronę rzepaku?

Postępujące ocieplenie klimatu wyraźnie zmienia kalendarz prac polowych, zwłaszcza w kontekście ochrony rzepaku. Naloty chowaczy, których tradycyjnie spodziewano się w marcu, obecnie obserwuje się już w lutym, a w niektórych sezonach nawet pod koniec stycznia. Zarówno Platforma Sygnalizacji Agrofagów, jak i Wielkopolska Izba Rolnicza podkreślają, że pojawienie się szkodników takich jak chowacz brukwiaczek i chowacz czterozębny jest ściśle powiązane z okresami, gdy temperatura utrzymuje się na poziomie 5-12°C. Według danych Instytutu Ochrony Roślin – Państwowego Instytutu Badawczego w Poznaniu (IOR-PIB), samicom do opuszczenia zimowisk wystarczy nagrzanie się gleby do 5-7°C przy temperaturze powietrza sięgającej 10-12°C. Dlatego prognozy IMGW na nadchodzący marzec, zapowiadające miesiąc chłodniejszy niż zwykle, nie powinny usypiać czujności, ponieważ to właśnie krótkotrwałe fale ciepła są sygnałem do ataku szkodników.

Doświadczenia z ostatnich lat jednoznacznie potwierdzają tę tendencję. Jak zauważa dr hab. Przemysław Strażyński z IOR-PIB w wypowiedzi dla portalu Top Agrar, w sezonach 2024-2025 chowacz brukwiaczek pojawiał się na plantacjach od pięciu do nawet siedmiu tygodni wcześniej niż jeszcze kilkanaście lat temu. Dla przykładu, w 2025 roku wystarczyło kilka cieplejszych dni z temperaturą rzędu 6-10°C, aby już w drugiej połowie stycznia odnotować pierwsze naloty i składanie jaj. Zlekceważenie tak wczesnej presji ze strony szkodników może prowadzić do ogromnych strat w plonie, które przy masowym występowaniu mogą sięgać nawet dwóch ton z hektara. W praktyce oznacza to, że stała i uważna obserwacja pól jest konieczna już od pierwszych dni lutego.

Jak prowadzić monitoring chowaczy? Żółte naczynia i progi szkodliwości

Precyzyjne uchwycenie momentu nalotu szkodników jest praktycznie niemożliwe bez starannie prowadzonego monitoringu, który jest jednym z filarów integrowanej ochrony roślin. Zgodnie z zaleceniami ekspertów z Platformy Sygnalizacji Agrofagów oraz firmy Sumi Agro, warto wystawiać żółte naczynia chwytne na polach już w lutym. Najlepiej umieścić je w odległości około 15-20 metrów od brzegu plantacji, na wysokości wierzchołków roślin, systematycznie podnosząc je wraz ze wzrostem rzepaku. Naczynie należy wypełnić wodą z dodatkiem płynu, który zmniejsza napięcie powierzchniowe, na przykład płynu do mycia naczyń. W przypadku ryzyka przymrozków, dobrym rozwiązaniem jest zastosowanie płynu niezamarzającego. Aby nie przegapić kluczowego momentu, zawartość pułapek powinno się sprawdzać regularnie, przynajmniej dwa lub trzy razy w tygodniu.

Sama obecność chrząszczy w żółtym naczyniu nie jest jeszcze powodem do natychmiastowego oprysku. Decyzję o zabiegu należy podjąć dopiero po przekroczeniu progu ekonomicznej szkodliwości. Jak podają Instytut Ochrony Roślin PIB oraz firma Syngenta w swoim Atlasie Szkodników, dla chowacza brukwiaczka próg ten jest osiągnięty, gdy w żółtym naczyniu przez trzy kolejne dni odłowi się łącznie 10 chrząszczy lub gdy na 25 losowo wybranych roślinach znajdzie się od 2 do 4 osobników. W przypadku chowacza czterozębnego wartości te są wyższe i wynoszą odpowiednio 20 chrząszczy w naczyniu w ciągu trzech dni lub 6 osobników na 25 roślinach. Stosowanie się do tych wytycznych pozwala na racjonalne użycie insektycydów, co przekłada się na oszczędności i mniejsze obciążenie dla środowiska.

MINISTER ROLNICTWA APELUJE: KUPUJ OD ROLNIKA, NIE W SIECI!

Termin oprysku i dobór środka. Jak skutecznie zwalczać chowacze w rzepaku?

Termin wykonania zabiegu insektycydowego ma decydujące znaczenie dla jego skuteczności. Celem jest zwalczenie dorosłych chrząszczy, zanim zdążą złożyć jaja wewnątrz roślin. Dane IOR-PIB, przytaczane między innymi przez Tygodnik Rolniczy, jasno pokazują, że jaja złożone w łodygach są praktycznie poza zasięgiem większości dostępnych środków ochrony. Wylęgające się z nich larwy żerują wewnątrz pędu głównego przez około 40 dni, powodując jego deformacje, charakterystyczne wygięcia w kształcie litery „S”, a także pękanie. Uszkodzone w ten sposób rośliny stają się bardziej podatne na infekcje grzybowe i mogą się łamać przy silniejszym wietrze. Doświadczenia z 2025 roku, o których informuje Top Agrar, pokazały, że rolnicy, którzy wykonali oprysk w połowie lutego, zebrali plony wyższe nawet o ponad tonę z hektara w porównaniu z tymi, którzy zwlekali z decyzją.

Wybór odpowiedniego insektycydu powinien być ściśle powiązany z warunkami pogodowymi panującymi w czasie oprysku. Według zaleceń Instytutu Ochrony Roślin oraz firmy Syngenta, popularne i sprawdzone pyretroidy, zawierające takie substancje jak lambda-cyhalotryna czy deltametryna, działają najskuteczniej w temperaturach poniżej 20°C, co idealnie pasuje do warunków wczesnej wiosny. Gdy jednak zabieg przypada na chłodniejsze dni, dobrą alternatywą może być acetamipryd z grupy neonikotynoidów, który zachowuje aktywność już w temperaturze 5°C. Warto również pamiętać, że stosowanie preparatów z różnych grup chemicznych nie tylko podnosi skuteczność ochrony, ale jest też ważnym elementem strategii zapobiegania powstawaniu odporności u szkodników, co zapewni efektywność tych narzędzi na kolejne lata.

Mówi Jacek Wołoszyn, właściciel gospodarstwa rolnego:

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki