- Analiza ekspertów ujawnia, że umowa z Mercosur może dopuścić na rynek UE żywność zawierającą ponad 150 zakazanych pestycydów
- Tani import wołowiny z Ameryki Południowej stanowi bezpośrednie zagrożenie dla polskich producentów i może zająć nawet 15% rynku steków premium
- Najnowsze doniesienia z Brukseli wskazują, że Polska buduje koalicję państw, aby zablokować niekorzystne dla rolnictwa porozumienie handlowe
- Proponowane przez rząd dopłaty dla rolników nie gaszą nastrojów, a protesty przeciwko umowie z Mercosur i polityce rolnej przybierają na sile
Dlaczego Polska chce zablokować umowę z Mercosur? Chodzi o cła i pestycydy
W Brukseli ważą się losy umowy handlowej Unii Europejskiej z krajami Mercosur, a wynik głosowania może na lata ukształtować sytuację polskiego rolnictwa. Jak poinformował Rzecznik Rządu 9 stycznia 2026 roku, Polska, wspólnie z Francją, Węgrami i Irlandią, tworzy koalicję, która dąży do zablokowania niekorzystnego porozumienia. Aby to się udało, potrzebna jest tak zwana mniejszość blokująca, czyli poparcie co najmniej czterech krajów, które zamieszkuje łącznie minimum 35% ludności całej Unii. Cała uwaga skupia się teraz na Włochach. Portal Business Insider Polska donosi, że chociaż Rzym do tej pory był przeciwny umowie, Komisja Europejska mogła skusić włoski rząd obietnicą szybkiego dostępu do 45 miliardów euro wsparcia dla tamtejszych gospodarzy.
Porozumienie z państwami Ameryki Południowej, takimi jak Brazylia czy Argentyna, zakłada wprowadzenie preferencyjnych warunków importu ich produktów rolnych. W praktyce oznacza to niższe cła na sprowadzaną do Europy wołowinę, drób, cukier i etanol. Polski rząd, widząc w tym zagrożenie, próbuje wynegocjować lepsze warunki, a jak przekazał minister rolnictwa Stefan Krajewski, kluczowym postulatem jest wzmocnienie mechanizmów obronnych. Chodzi o tak zwany „hamulec bezpieczeństwa”, który Polska chce ustawić na poziomie 5%. Oznacza to, że specjalne środki ochronne uruchamiałyby się już przy spadku cen o 5%, a nie dopiero o 8%, jak chciałaby druga strona. Sednem problemu jest jednak nierówna konkurencja, o czym alarmuje portal Top Agrar. Wskazuje on, że rolnicy z krajów Mercosur mogą legalnie stosować ponad 150 substancji chemicznych zakazanych w UE, a dopuszczalne normy pozostałości pestycydów bywają tam nawet 5000 razy wyższe niż nasze.
Które branże stracą najwięcej? Rządowe dopłaty a protesty rolników
Umowa uderzyłaby przede wszystkim w te gałęzie rolnictwa, w których Polska odnosi największe sukcesy w Unii. Z danych Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa wynika, że jesteśmy piątym producentem wołowiny w UE, a w pierwszej połowie zeszłego roku eksport przyniósł nam aż 1,7 mld euro. Chociaż import z Ameryki Południowej stanowiłby zaledwie 1,5% całej europejskiej produkcji, to analiza serwisu Money.pl ujawnia prawdziwe zagrożenie. W segmencie najdroższych kawałków mięsa, takich jak rostbef czy antrykot, importowane mięso mogłoby zająć aż 15% rynku, zaniżając ceny. Podobne obawy dotyczą drobiarstwa. Jak zauważa PKO Bank Polski, już teraz odczuwamy skutki nierównej walki, ponieważ napływ tańszego mięsa z Brazylii spowodował spadek naszego eksportu do Wielkiej Brytanii o 13%. Nie można zapominać także o rynku cukru, gdzie z produkcją 2,46 mln ton jesteśmy trzecią siłą w UE, a tani surowiec z importu mógłby zachwiać stabilnością cen.
W reakcji na te zagrożenia, Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi przedstawiło propozycje wsparcia dla rolników. Minister Stefan Krajewski zapowiedział między innymi podniesienie dopłat do zakupu buhajów hodowlanych z 5 do 7 tysięcy złotych oraz wprowadzenie nowego ekoschematu dla producentów zwierzęcych. Te obietnice nie przekonały jednak samych zainteresowanych. Jak donosi TVN24, rolnicy protestują w Warszawie, wyrażając sprzeciw nie tylko wobec umowy z Mercosur, ale także ogólnej polityki rządu. Nastroje na wsi zdaje się podzielać reszta społeczeństwa. Jak czytamy w serwisie Money.pl, aż 78% komentarzy internetowych dotyczących umowy jest negatywnych. Co więcej, blisko 90% badanych jest zdania, że obowiązkiem rządu jest ochrona krajowych producentów, a cała żywność trafiająca na unijny rynek musi spełniać te same, wysokie standardy jakości i bezpieczeństwa.
Polecany artykuł:
