Spółdzielnie mieszkaniowe pod lupą. Zarzuty o lobbing. Ministrowie odpowiadają

W rządzie Donalda Tuska wybuchł spór o ustawę dotyczącą spółdzielni mieszkaniowych. Resorty Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz i Miłosza Motyki zgłosiły miejscami niemal identyczne uwagi. Ministerstwo Funduszy odpiera sugestie o lobbingu.

Osiedle z wysokimi blokami mieszkalnymi i rozległym trawnikiem. O zmianach w spółdzielniach przeczytasz na SE Superbiz.
Autor: Dariusz Jędrzejewski Ustawa - uwłaszczenie spółdzielni mieszkaniowych

Kto pisze poprawki do ustaw?

Wszystko zaczęło się od projektu ustawy przygotowanego przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii, który ma wprowadzić porządek w spółdzielniach mieszkaniowych. Kiedy dokument trafił do konsultacji, swoje uwagi zgłosiły inne resorty. Dwa z nich, Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej oraz Ministerstwo Energii, przesłały niemal identyczne poprawki.

Sprawę zauważył wiceminister rozwoju i technologii Tomasz Lewandowski, który nie krył zdziwienia. Jak stwierdził, „w przypadku większości uwag nawet nie zmieniono szyku zdań”. Podejrzenia o lobbing w rządzie Donalda Tuska dotyczą minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz oraz ministra energii Miłosza Motyki. To właśnie ich resorty złożyły dokumenty, które wyglądają jak skopiowane z jednego źródła.

Portal fxmag.pl wskazuje, że resort rozwoju, który jest autorem ustawy, podejrzewa, że za poprawkami stoi ktoś z zewnątrz. Najprawdopodobniej lobbyści, którym nie podobają się planowane zmiany i którzy chcą zablokować nowe przepisy. To rodzi fundamentalne pytanie o to, kto tak naprawdę pisze prawo w Polsce – posłowie i ministrowie, czy grupy interesów, które dbają wyłącznie o własne korzyści.

Kadencyjność zarządów w spółdzielniach. Co chce zmienić rząd?

Całe zamieszanie dotyczy jednego, ale za to kluczowego pomysłu – ukrócenia wieloletnich, a czasem wręcz dożywotnich rządów w spółdzielniach mieszkaniowych. Resort rozwoju i technologii chce skończyć z sytuacją, w której prezesi, raz wybrani, trzymają się swoich stanowisk przez dekady, często bez realnej kontroli ze strony mieszkańców.

Rozwiązaniem ma być wprowadzenie kadencyjnościGłównym celem ustawy jest wprowadzenie obowiązkowej, pięcioletniej kadencyjności zarządów we wszystkich spółdzielniach mieszkaniowych. To nie oznacza, że dobry prezes po pięciu latach musiałby odejść. Mógłby zostać wybrany ponownie, ale musiałby znów stanąć do wyborów i uzyskać poparcie spółdzielców. To proste i przejrzyste rozwiązanie, które daje mieszkańcom regularną możliwość oceny pracy zarządu.

I tu właśnie pojawia się problem z poprawkami, które złożyli minister Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz i minister Miłosz Motyka. Ich wersja, choć na pierwszy rzut oka też mówi o kadencyjności, zawiera sprytny haczyk. Zakłada, że kadencyjność będzie wprowadzana tylko wtedy, gdy dana spółdzielnia sama zdecyduje się zapisać to w swoim statucie. W praktyce oznacza to, że obecne zarządy musiałyby same sobie ograniczyć władzę, na co trudno liczyć.

Kto stoi za poprawkami? Gra o władzę i wielkie pieniądze

Skoro poprawki wyglądają na przygotowane poza ministerstwami, to pytanie brzmi: komu mogłoby zależeć na osłabieniu ustawy? Wszystkie ślady prowadzą do samych spółdzielni, a konkretnie do ich zarządów. Dla wielu prezesów i członków rad nadzorczych nowe przepisy to realne zagrożenie utraty wpływów i pieniędzy.

Nie jest tajemnicą, że w tle walki o ustawę o spółdzielniach mieszkaniowych toczy się gra o ogromne pieniądze i utrzymanie stanowisk, które często gwarantują pensje rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie. Zarządy dysponują ogromnymi budżetami, decydują o remontach, inwestycjach i zleceniach wartych miliony. Wprowadzenie obowiązkowej kadencyjności zmusiłoby ich do regularnego zabiegania o poparcie mieszkańców.

Dlatego propozycja, by o kadencyjności decydował zapis w statucie, jest dla nich idealnym wyjściem. Trudno sobie wyobrazić, że zarządy, które od lat rządzą niepodzielnie, dobrowolnie zgodzą się na ograniczenie własnej władzy. To sprawia, że ustawa w takiej formie staje się właściwie martwa, a mieszkańcy nadal nie mają realnego wpływu na to, kto i jak zarządza ich majątkiem.

Pełczyńska-Nałęcz odpowiada na zarzuty. „Inne tezy są nieuprawnione”

Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej odrzuca sugestie, jakoby zbieżność uwag obu resortów miała świadczyć o nieprawidłowościach przy pracach nad ustawą.

„Zbieżność uwag MFiPR i ME świadczy o istotności podniesionych zagadnień, spójności opinii i tym bardziej przemawia za ich kompleksowym przepracowaniem przez odpowiednie gremia rządowe. Uwagi MFiPR są wynikiem jak zawsze szczegółowej analizy projektu przez resort, wszelkie inne tezy są nieuprawnione” – przekazało ministerstwo kierowane przez Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz w odpowiedzi na pytania „Rzeczpospolitej”.

Resort nie zgadza się więc z sugestią, że niemal identyczne propozycje mogły zostać przygotowane przez zewnętrzny podmiot. Podtrzymuje również zastrzeżenia dotyczące obowiązkowej kadencyjności zarządów spółdzielni.

A co na to Miłosz Motyka? Ministerstwo nie odpowiedziało

Miłosz Motyka jako pierwszy, 16 lipca, zgłosił obszerne uwagi do projektu. Z jego formalnego stanowiska wynika, że resort energii nie popiera narzucenia wszystkim spółdzielniom obowiązkowej kadencyjności zarządów.

W uwagach argumentowano, że członkowie spółdzielni już dziś mogą wprowadzić kadencyjność w statucie, a odpowiedni organ może odwołać członka zarządu.

„Ustawowy przymus kadencyjności nie jest konieczny do osiągnięcia celu kontrolnego, natomiast może destabilizować podmioty prowadzące długofalowe inwestycje i zarządzające znacznym zasobem mieszkaniowym” – napisano w uwagach ministra energii.

To właśnie część tych zapisów pojawiła się następnego dnia w stanowisku resortu Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz.

Pozostaje jednak pytanie o źródło tak dużej zbieżności obu dokumentów. „Rzeczpospolita” zwróciła się zarówno do Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej, jak i Ministerstwa Energii o wyjaśnienie tej kwestii oraz odniesienie się do podejrzeń dotyczących lobbingu. Odpowiedź nadesłał tylko resort Pełczyńskiej-Nałęcz.

Ministerstwo Energii nie przedstawiło więc wówczas publicznego wyjaśnienia, dlaczego część jego propozycji i ich uzasadnień była niemal identyczna z uwagami drugiego resortu.

WERSJA FB_Mieszkańcy bydgoskich Wyżyn wściekli, bo spółdzielnia postawia im parkomaty
Czy jesteś prawdziwym mieszkańcem bloku? Udowodnij to w naszym quizie!
Pytanie 1 z 10
Masz ochotę na grilla. Gdzie go robisz?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki