Spis treści
Co spadło na indonezyjską wyspę Borneo?
Wszystko zaczęło się od głośnego huku, który w niedzielny wieczór przerwał spokój mieszkańców prowincji Środkowy Kalimantan na Borneo. Początkowo nikt nie wiedział, co się stało. Zagadka wyjaśniła się dopiero następnego dnia rano. W poniedziałek jeden z pracowników lokalnej plantacji palm olejowych, 51-letni Wardi Tamroni, natknął się na ogromny, metalowy obiekt.
Jak zrelacjonował agencji AFP, jego pierwszą myślą było, że to wrak samolotu. Znalezisko leżało na terenie plantacji, zaledwie 3 kilometry od osiedla, w którym mieszkają pracownicy. Lokalna policja szybko zabezpieczyła teren. Według ich relacji, odnaleziony element był wykonany z aluminium, miał nieregularny kształt i długość dochodzącą do 9 metrów – to tyle, co duży samochód dostawczy. Na jego powierzchni widać było wyraźne ślady przypalenia, co jest typowe dla obiektów, które jako kosmiczne śmieci wchodzą w ziemską atmosferę.
To jednak nie był koniec. We wtorek rano, zaledwie kilometr od pierwszego znaleziska, odkryto drugi fragment. Indonezyjski rzecznik lotnictwa cywilnego, Zachrudien, poinformował, że miał on bardziej okrągły kształt i najprawdopodobniej stanowił część tego samego obiektu.
Skąd pochodzą kosmiczne śmieci? Trop prowadzi do Chin
Niemal od razu po odkryciu szczątków, specjaliści z Indonezyjskiej Narodowej Agencji Badań i Innowacji (BRIN) wskazali głównego podejrzanego. Według ich oceny, metalowe elementy to najprawdopodobniej fragmenty chińskiej rakiety Zhuque-2E. Teoria ta ma mocne podstawy. Kilka dni wcześniej, 14 października 2026 roku, Chiny oficjalnie poinformowały o starcie tej właśnie rakiety z kosmodromu Jiuquan. Jej misją było wyniesienie na orbitę dziesięciu satelitów.
Sprawę śledziły agencje kosmiczne na całym świecie, w tym także w Polsce. Polska Agencja Kosmiczna POLSA potwierdziła, że człon rakiety ZQ-2E ponownie wszedł w atmosferę Ziemi 18 października 2026 roku o godzinie 12:33 czasu polskiego, dokładnie nad wyspą Borneo. To idealnie pasuje do czasu i miejsca, w którym mieszkańcy usłyszeli głośny huk. Szacuje się, że spadający na Ziemię obiekt, czyli właśnie te szczątki rakiety, mógł ważyć nawet 5 ton.
Mimo że dowody wydają się jednoznaczne, Chińska Narodowa Agencja Kosmiczna do tej pory nie skomentowała sprawy. Milczenie Pekinu w takich sytuacjach nie jest niczym nowym, co często budzi irytację na arenie międzynarodowej, zwłaszcza gdy kosmiczne śmieci spadają w pobliżu zamieszkanych terenów.
Czy szczątki rakiety są niebezpieczne i co dalej ze znaleziskiem?
Pojawienie się tak dużych obiektów w pobliżu ludzkich osiedli naturalnie budzi pytanie o bezpieczeństwo. Na szczęście, indonezyjskie służby szybko uspokoiły nastroje. Już po wstępnych oględzinach wydano komunikat, który przyniósł ulgę mieszkańcom. Indonezyjskie służby poinformowały, że znalezione szczątki rakiety nie stwarzają zagrożenia radiacyjnego ani toksycznego. To kluczowa informacja, biorąc pod uwagę, że elementy rakiet mogą zawierać resztki paliwa.
Oba odnalezione fragmenty zostały zabezpieczone i przetransportowane do pobliskiej bazy lotniczej. Tam eksperci z agencji BRIN przeprowadzą szczegółowe badania, aby ostatecznie potwierdzić ich pochodzenie i przeanalizować, w jakim stanie przetrwały przejście przez atmosferę.
Cała sytuacja po raz kolejny zwraca uwagę na rosnący problem, jakim są kosmiczne śmieci. Orbita Ziemi staje się coraz bardziej zatłoczona, a niekontrolowane powroty dużych członów rakiet, zwłaszcza chińskich, budzą coraz większy niepokój na całym świecie. Tym razem skończyło się na strachu i sensacyjnym znalezisku na plantacji palm. Pytanie tylko, kiedy szczęście się skończy.