- Prokuratura powołała specjalny zespół śledczych do zbadania afery Zondacrypto, dotyczącej oszustw na co najmniej 350 mln zł, z udziałem nawet 30 tys. poszkodowanych.
- Kluczowe pytanie dotyczy 4,5 tysiąca bitcoinów, których klucze posiada zaginiony założyciel giełdy, Sylwester Suszek.
- Afera Zondacrypto stała się polem sporu politycznego między premierem Tuskiem a prezydentem Dudą, którzy przerzucają się odpowiedzialnością.
- Jakie są szanse na odzyskanie środków przez poszkodowanych i czy polityczny spór pomoże w rozwiązaniu tej złożonej sprawy?
Sprawa giełdy kryptowalut Zondacrypto nabiera tempa. Prokurator Krajowy Dariusz Korneluk zdecydował o powołaniu w Prokuraturze Regionalnej w Katowicach specjalnego zespołu, który zajmie się wyjaśnieniem afery. W jego skład weszło trzech doświadczonych prokuratorów, w tym szef Działu do Spraw Cyberprzestępczości. To pokazuje, jak poważnie śledczy podchodzą do sprawy, która może dotyczyć nawet 30 tysięcy poszkodowanych osób.
Polecany artykuł:
Postawą śledztwa są zarzuty dotyczące oszustw na dużą skalę oraz prania brudnych pieniędzy. Katowicka prokuratura regionalna wszczęła je już tydzień temu, a wysokość szkody szacuje się na co najmniej 350 mln zł. Co więcej, kwota ta może rosnąć z każdym dniem, bo do śledczych wciąż zgłaszają się nowi poszkodowani. Jak wyjaśniał rzecznik prasowy Prokuratury Krajowej, prokurator Przemysław Nowak, decyzja o zbadaniu sprawy zapadła po fali doniesień medialnych i zawiadomień od klientów, którzy mieli problemy z odzyskaniem swoich pieniędzy.
Dlaczego akurat Katowice? Jak tłumaczą przedstawiciele prokuratury, to właśnie prokuratury regionalne są jednostkami wyspecjalizowanymi w prowadzeniu dochodzeń dotyczących najpoważniejszych przestępstw gospodarczych i finansowych, zwłaszcza gdy w grę wchodzą ogromne pieniądze. Śledczy zapowiedzieli już uruchomienie specjalnej strony internetowej, która ułatwi poszkodowanym składanie zawiadomień.
Zaginiony założyciel i klucze do milionów
Kluczowe pytanie w całej sprawie brzmi: gdzie są pieniądze klientów? Odpowiedź na nie może być bardziej skomplikowana, niż się wydaje. Chodzi o portfel kryptowalut zawierający 4,5 tysiąca bitcoinów, których wartość przekracza 300 milionów dolarów. Problem w tym, że nikt w firmie nie ma do nich dostępu. Jak oświadczył obecny prezes Zondacrypto, Przemysław Kral, klucze do tego cyfrowego skarbca ma wyłącznie Sylwester Suszek, założyciel giełdy BitBay, która była poprzedniczką Zondacrypto.
I tu zaczyna się największy problem. Sylwester Suszek, nazywany w mediach "królem kryptowalut", zaginął w tajemniczych okolicznościach w marcu 2022 roku. Ostatni raz widziano go na terenie firmy paliwowej w Czeladzi, należącej do biznesmena Mariana W. To właśnie tam jego telefon zalogował się po raz ostatni. Jak donosiły media, w dniu zaginięcia na terenie bazy przestały działać kamery monitoringu, co tylko dodaje sprawie mrocznego charakteru. Zaginięciem Suszka zajmuje się osobny zespół śledczych ze śląskiego wydziału Prokuratury Krajowej, a Marianowi W. postawiono już zarzut pozbawienia go wolności. Należy jednak podkreślić, że to śledztwo nie dotyczy finansowych aspektów działalności giełdy.
Obecny prezes Zondacrypto, Przemysław Kral, publicznie zaapelował do zaginionego założyciela o zwrot kluczy, które miały zostać przekazane firmie na mocy umowy.
Kiedy Sylwester ma zgodnie z tymi dokumentami przekazać klucze prywatne do tego adresu, zamiast to zrobić, znika. Zatem dla tych wszystkich, którzy twierdzą, (...) że miałem cokolwiek wspólnego z zaginięciem Sylwestra, to jest koronny argument, że najbardziej mi zależy na tym, żeby Sylwester się odnalazł. Być może to ogląda, apeluję do niego, żeby wykonał umowę i żeby przekazał klucze prywatne do tego adresu. – mówił Przemysław Kral podczas konferencji prasowej.
Sytuacja jest więc patowa: pieniądze są, ale zamrożone w cyfrowym portfelu, a jedyna osoba, która rzekomo może je odblokować, zniknęła bez śladu.
Polityczna burza wokół giełdy
Afera wokół Zondacrypto szybko wykroczyła poza świat finansów i stała się polem bitwy politycznej na najwyższym szczeblu. Sprawą osobiście zajęli się premier Donald Tusk i prezydent Andrzej Duda, którzy publicznie przerzucają się odpowiedzialnością za potencjalne straty tysięcy inwestorów. Osią sporu jest nie tylko sama giełda, ale też brak odpowiednich regulacji rynku kryptoaktywów w Polsce.
Ogień otworzył Donald Tusk, który podczas wystąpienia w Sejmie rzucił bardzo poważne oskarżenia. Premier, powołując się na informacje służb, oświadczył, że wielka kariera Zondacrypto zaczęła się za pieniądze pochodzące od rosyjskiej mafii. Szef rządu stwierdził również, że firma aktywnie angażowała się w życie publiczne, sponsorując "wydarzenia polityczne i społeczne w Polsce" i promując konkretne siły polityczne. Dodał też, że cała sprawa "śmierdziała od samego początku".
Na te zarzuty ostro odpowiedział prezydent Andrzej Duda. W wywiadzie dla Kanału Zero stwierdził, że ani przez sekundę nie żałował zawetowania ustawy o rynku kryptoaktywów. Co więcej, winą za obecną sytuację obarczył rząd Donalda Tuska. Zdaniem prezydenta, jeśli rząd dysponował informacjami od służb specjalnych na temat nieprawidłowości w Zondacrypto, jego obowiązkiem było natychmiastowe ostrzeżenie obywateli przed inwestowaniem w tę giełdę.
Tymczasem śledztwo trwa, pieniądze klientów pozostają zamrożone, a założyciel giełdy jest zaginiony. Polityczny spór na szczytach władzy, zamiast przynieść rozwiązanie, tylko komplikuje sytuację, pozostawiając tysiące poszkodowanych w niepewności co do przyszłości ich oszczędności.