Alert RCB w pracy. Firmy żądają zasad, ale resorty nie mówią jednym głosem

Coraz częstsze alerty RCB w pracy, związane z atakami na Ukrainę, wywołują chaos. Firmy nie wiedzą, co robić, a rosnąca niepewność wpływa na obowiązki pracodawcy i bezpieczeństwo załogi. Państwowa Inspekcja Pracy zapowiada wytyczne, ale resort spraw wewnętrznych ma w tej sprawie inne zdanie.

Dron bojowy w locie nad zieloną doliną. Obok wstawka z Alertem RCB o ataku na Ukrainę. Więcej na SE Superbiz.
Autor: RCB, Shutterstock/ Shutterstock

Co robić, gdy w pracy dostaniesz alert RCB?

Przerywasz pracę? Biegniesz do schronu? Czekasz na polecenie szefa? Właśnie z takimi pytaniami mierzą się dziś tysiące firm i pracowników w Polsce, a jasnej odpowiedzi wciąż brakuje.

Problem stał się realny przez coraz częstsze ataki Rosji na zachodnią Ukrainę. Kiedy 17 września 2026 roku jeden z dronów uderzył zaledwie 4 kilometry od polskiej granicy, Rządowe Centrum Bezpieczeństwa rozesłało alerty w województwach podkarpackim i lubelskim. W urzędach zarządzono ewakuację. A co z prywatnymi firmami? Tu zaczyna się problem.

Do związków zawodowych docierają sygnały od zdezorientowanych ludzi. Jak mówi zastępca Przewodniczącego KK NSZZ „Solidarność” Bartłomiej Mickiewicz, pracownicy, zwłaszcza ze wschodnich rejonów Polski, po prostu nie wiedzą, jak reagować.

Oprócz dokumentu, który przyszedł do skrzynki pocztowej, czyli poradnika bezpieczeństwa, nie dostałem żadnej informacji o tym, jak mam się zachować i gdzie mam się ewentualnie ukrywać. A my jako związek zawodowy nie jesteśmy w żaden sposób zaangażowani w jakąkolwiek akcję informacyjną, bo nikt nam tego nie proponował — podkreśla Bartłomiej Mickiewicz.

Pracownicy sygnalizują, że nie mają pojęcia, jak się zachować, gdy na ich telefon przychodzi alert RCB w pracy, a firmy boją się chaosu i samowolnego przerywania obowiązków. Wszyscy czekają na konkretne, jednolite wytyczne od służb państwowych.

Alert RCB a obowiązki pracodawcy. Prawo nie nadąża za rzeczywistością

Problem firm polega na tym, że przepisy nie przewidziały takiej sytuacji. Z jednej strony Kodeks pracy jest jasny: pracodawca odpowiada za bezpieczeństwo i higienę pracy. Jeśli pojawia się "bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia lub życia", musi natychmiast wstrzymać pracę i kazać pracownikom udać się w bezpieczne miejsce. Atak rakietowy czy dronowy bez wątpienia jest takim zagrożeniem.

Ale tu pojawia się haczyk, na który zwraca uwagę gen. broni rez. Tomasz Piotrowski, ekspert Pracodawców RP. Czym innym jest spadająca rakieta, a czym innym SMS z ostrzeżeniem.

Kodeks pracy odnosi się do „bezpośredniego zagrożenia życia i zdrowia". Nie wiadomo czy sms o „aktywności lotnictwa" czy też „niezidentyfikowanym obiekcie" sam w sobie rodzi obowiązek wstrzymania pracy zakładu, który niesie ze sobą przecież określone koszty — zauważa gen. Piotrowski.

To stawia właścicieli firm w sytuacji bez wyjścia. Jeśli przerwą produkcję po każdym alercie, narażają się na gigantyczne straty. Jeśli tego nie zrobią, a dojdzie do tragedii, grozi im odpowiedzialność karna. Zgodnie z Kodeksem pracy, obowiązki pracodawcy w sytuacji bezpośredniego zagrożenia są jasne, ale sam alert RCB w pracy rodzi prawne i finansowe dylematy, bo nie jest jednoznacznie zdefiniowany jako takie zagrożenie. Do tego dochodzi ryzyko, że pracownicy, czując się zagrożeni, zaczną sami, bez polecenia, przerywać pracę, co może prowadzić do chaosu.

Dlatego biznes apeluje o stworzenie praktycznych, jasnych wytycznych. Chodzi o to, by procedury były skoordynowane ze służbami państwowymi i nie paraliżowały działania firm przy każdym, nawet profilaktycznym, alarmie.

Rząd podzielony w sprawie alertów RCB

Podczas gdy firmy i pracownicy szukają jednego, jasnego głosu ze strony państwa, okazuje się, że w samym rządzie panuje w tej sprawie zaskakująca rozbieżność. Z jednej strony mamy deklarację działania, a z drugiej – umywanie rąk i przerzucanie całej odpowiedzialności na biznes.

Główny Inspektor Pracy Janusz Krasoń potwierdza, że problem jest realny i jego urząd go dostrzega. W rozmowie z Polską Agencją Prasową przyznał, że na infolinię Państwowej Inspekcji Pracy dzwonią zdezorientowani ludzie.

Na naszą infolinię zaczęły zgłaszać się osoby, które pytają, co mają robić w takiej sytuacji. To jest nowe zjawisko, będziemy to analizować — zapowiedział Główny Inspektor Pracy.

Państwowa Inspekcja Pracy poinformowała, że analizuje problem i pracuje nad wytycznymi dla firm, jak postępować, gdy pojawi się alert RCB w pracy. Główny Inspektor Pracy radzi też, by pracodawcy już teraz, nie czekając na formalne regulacje, zweryfikowali wewnętrzne procedury bezpieczeństwa, sprawdzili drogi ewakuacyjne i zaktualizowali listę osób przeszkolonych z pierwszej pomocy.

Zupełnie inne stanowisko prezentuje jednak Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Wiceszef resortu Wiesław Leśniakiewicz, zapytany przez PAP o to, czy ministerstwo przygotowuje podobne wytyczne, odpowiedział wprost, że obecnie takie prace nie są prowadzone. Co więcej, wskazał, że to nie jest zadanie dla rządu.

To na pracodawcy spoczywa odpowiedzialność za bezpieczeństwo pracowników. W związku z tym to właśnie pracodawca musi dokonać analizy miejsc ewentualnego schronienia i w razie zagrożenia wskazać pracownikom miejsce bezpieczne — stwierdził Leśniakiewicz.

Taka postawa pozostawia przedsiębiorców w całkowitym zawieszeniu. Z jednej strony PIP widzi problem i próbuje pomóc, z drugiej MSWiA, kluczowy resort w sprawach bezpieczeństwa, odsyła ich z kwitkiem. Bez jednolitych, odgórnych zasad, firmy pozostają same z dylematem: ryzykować paraliż działalności po każdym alercie, czy narażać się na konsekwencje prawne i, co najważniejsze, ryzykować bezpieczeństwo swoich ludzi.

LUDZIE SIĘ BOJĄ! ALERT RCB NIE DZIAŁA, SCHRONÓW NIE MA... | Miziołek & Olczyk
QUIZ. Nauki ścisłe na poziomie szkolnym. Większość odpada przy piątym pytaniu!
Pytanie 1 z 10
Jaki jest symbol pierwiastka chemicznego rtęci?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki