Czy e-sport przetrwa pandemię koronawirusa? Twórca Fantasyexpo mówi o przyszłości branży

2021-01-19 5:49 Mateusz Albin
E-sport
Autor: East News

Trzymam kciuki za to, żeby nasz zespół miał co robić w drugiej połowie roku – mówi w rozmowie z Super Biznesem Krzysztof Stypułkowski, współzałożyciel Fantasyexpo.

– Fantasyexpo jest już marką dobrze znaną polskim graczom i fanom e-sportu. Proszę przybliżyć swoją działalność osobom, które jeszcze państwa nie znają.

– Jesteśmy integratorem rynku gier, czyli agencją marketingową działającą na rynku gamingowym oraz e-sportowym. Promujemy gry komputerowe i sprzęt dla graczy, a także producentów i produkty często nieendemiczne dla tej grupy docelowej. Coraz więcej osób korzysta z tego typu rozrywki i co ważne, średnia wieku graczy również rośnie. Poza tym organizujemy wydarzenia e-sportowe. To znaczy, że ci najbardziej zapaleni gracze – profesjonaliści – rywalizują na organizowanych przez nas rozgrywkach. Rywalizują, zwyciężają, a przede wszystkim robią emocjonujący show dla widzów.

– Mogłoby się wydawać, że e-sport i branża gier powinny być odporne na koronawirusa. W końcu wszystko „robi się przed komputerem”. Jak było w państwa wypadku?

– Jest w tym trochę prawdy, ale nie do końca. Jesteśmy tą branżę, która bardzo chroniła się przed lockdownem. Grać można w domu, transmisje ogląda się przez internet. Nie ma więc potrzeby, żeby wychodzić z domu, aby uczestniczyć w tych wydarzeniach. Z drugiej strony e-sport zaczął być medialny i dotykalny. Kiedy wydarzenia e-sportowe odbywały się fizycznie, każdy mógł na nie przyjechać, a co za tym idzie, budżety, które szły za sponsorami, były dużo większe. Udział w rozgrywkach w „prawdziwym świecie” był zupełnie innym doświadczeniem niż oglądanie transmisji. Dlatego lockdown spowodował zauważalny spadek. Paradoksalnie ten rok był jednak w pewien sposób udany. Wiele oczu spojrzało przychylniej na e-sport. Pierwszy lockdown całkowicie zablokował rozgrywki sportowe – piłkę nożną, wyścigi i inne dyscypliny, które ludzie oglądali w telewizji. Nagle zostały zastąpione e-sportem, bo ten pomimo trudności wciąż się odbywał.

Ta branża zyskała na pandemii. Gaming rośnie w siłę

Cyberpunk 2077: najbardziej szokujące momenty gry

– Ostatnie wydarzenia wymusiły na wielu przedsiębiorcach poszukiwanie nowych kanałów sprzedaży, a nawet zmianę rynku. Jak to wyglądało u państwa?

– Dość ciekawą szansę dała nam integracja firmowa. Wiele przedsiębiorstw integrowało się na wyjazdach i przez spotkania. Z powodu pandemii to zjawisko również zaczęło przenosić się do online. Gry komputerowe okazały się świetną platformą do integracji. Wielu pracowników gra. Jeżeli chodzi o nowe produkty i rozwiązania, to dzięki temu mieliśmy okazję pokazać działom HR, jak można budować employer branding dzięki grom. Z drugiej strony, ponieważ z braku eventów e-sport oglądany był głownie z domu, organizatorzy musieli zadbać o odpowiedni sprzęt do przygotowania dobrej jakości transmisji w domach profesjonalnych graczy. Ten rynek bardzo sprytnie się rozwinął i dostosował do nowej rzeczywistości.

– Mówi pan o sukcesach, a proszę opowiedzieć też o trudnościach. Jak ocenia pan tarcze antykryzysowe?

– Korzystaliśmy z tarcz i muszę przyznać, że zadziałały bardzo sprawnie. Pierwsze instrumenty, które wymagały od nas błyskawicznej reakcji, były bardzo zaradnie obsługiwane. Do dziś pamiętam, że od momentu złożenia wniosku do momentu wpłynięcia środków na nasze konto nie minęła nawet doba. Pierwszy moment zamknięcia rynku był dla nas krytyczny. Dzięki tej pomocy nie musieliśmy korzystać z kolejnych. Dziś jesteśmy w dobrej sytuacji, może nie lepszej niż przed lockdownem, ale bez tarczy na pewno bylibyśmy w złym położeniu. Dlaczego? Ponieważ banki, które są komercyjnymi partnerami w biznesie, bardzo sztywno zareagowały na sytuację. Działamy jako organizator eventów i agencja marketingowa. A to oznaczało, że natychmiast trafiliśmy na czerwoną listę i nie dostaliśmy dodatkowego kredytu obrotowego, który jest potrzebny do funkcjonowania każdej firmy. Odcięcie od tych środków znaczyło, że byliśmy o włos od problemów z przepływem finansowym. To spowodowałoby trudności z wypłatami i konieczność zwolnień. A te, biorąc pod uwagę rachunek strat i zysków, wcale nie byłyby konieczne w normalnej sytuacji. Mówiąc krótko, tarcza zastąpiła nam linię obrotową z banku.

Koronawirus w Polsce. Gry, które pozwalały przetrwać pandemię

– Mniej szczęścia miała prasa. „CD-Action” było o włos od zniknięcia z rynku po ćwierćwieczu. W ostatniej chwili odkupili państwo czasopismo. Skąd taka decyzja?

– W moim wypadku ta decyzja była natychmiastowa i oparta w dużej mierze na sentymencie. Nasza firma zawsze dobrze żyła z „CD-Action”. Właściwie to był pierwszy partner, który nam zaufał i bardzo nam pomógł w rozkręceniu biznesu. Nie mogliśmy pozwolić, żeby zniknął. Jestem fanem tego pisma. Może nie od początku, ale co najmniej od 20 lat. Później udało się zaangażować także czytelników, żeby zainwestowali w rozwój pisma. Zorganizowaliśmy kampanię crowndfundingową, w której można było nabyć akcje nowej spółki. Zebraliśmy ponad milion złotych. Mam nadzieję, że uda nam się stworzyć magazyn, który będzie wydawany przez co najmniej kolejnych 25 lat.

– Szczepienia już się zaczęły. Można mieć nadzieję, że od tej pory będziemy już tylko wracać do normalności. Nowy rok planują państwo optymistycznie?

– Trudno dziś planować działalność pod kątem normalności. Widzimy światełko w tunelu, ale niełatwo przewidzieć, jak sprawy się potoczą. Trochę samolubnie zaryzykuję opinię, że dla części firm zatrudniających ludzi w branżach obarczonych ryzykiem można byłoby wprowadzić wewnętrzną dystrybucję szczepionek. W tym wypadku pracownicy muszą jak najszybciej wrócić do biznesu. Niestety wciąż otrzymujemy sygnały o odwoływaniu wydarzeń, które były planowane. Eventy obecnie przesuwa się na jesień. Kończymy planować ten rok i nie nastawiamy się, że coś radykalnie zmieni się do czerwca. Trzymam kciuki za to, żeby nasz zespół miał co robić w drugiej połowie roku.

Prezydent Duda zachęca do grania w gry. Promuje Grarantanna Cup

Najnowsze