Cała Polska dostała dostęp do morza! Tajemnicze reklamy podbiły internet

Częstochowa, Kielce, Radomsko, Warszawa i setki innych miast nagle „zażądały dostępu do morza”. Tajemnicze hasła pojawiły się na billboardach, przystankach, ekranach i stacjach paliw. Polacy zaczęli robić zdjęcia, wrzucać je do internetu i zastanawiać się, kto stoi za całą akcją. Po kilkunastu dniach zagadka została rozwiązana. Morza pod Kielcami oczywiście nie będzie. Ale mieszkańcy tego miasta rzeczywiście mogą dostać coś, co powstaje na Bałtyku.

„Kielce zażądały dostępu do morza”

„Częstochowa zażądała dostępu do morza. I go dostanie”. „Kielce zażądały dostępu do morza. I go dostaną”. Podobne komunikaty zaczęły pojawiać się w całym kraju.

I właśnie to było najbardziej intrygujące. Dlaczego miasta oddalone o setki kilometrów od Bałtyku nagle miałyby dostać dostęp do morza?

W internecie szybko ruszyło śledztwo. Zdjęcia reklam trafiały na Reddita, Facebooka, LinkedIna i lokalne fora. Internauci prześcigali się w teoriach. Jedni podejrzewali PKP, inni biura podróży, organizacje ekologiczne czy nawet producentów alkoholu.

Pojawiały się też żarty o budowie kanałów, podnoszeniu poziomu Bałtyku i zamianie polskich miast w nadmorskie kurorty.

Każde miasto dostało własną reklamę

Kampania nie ograniczyła się jednak do jednego hasła powielonego w całej Polsce. To właśnie lokalność była jej znakiem rozpoznawczym.

Przygotowano 606 lokalnych komunikatów i ponad 2 tysiące wersji graficznych. W sumie kampania objęła 303 miasta.

Twórcy reklam nawiązywali do tego, z czym mieszkańcy konkretnych miejscowości spotykają się na co dzień.

W Kielcach energia z Bałtyku została połączona z produkcją słynnego majonezu. W Warszawie pojawiło się metro. W Gorzowie Wielkopolskim i Zielonej Górze wykorzystano z kolei ogromne emocje związane z żużlem.

Dzięki temu abstrakcyjne liczby dotyczące energii można było przełożyć na coś, co mieszkańcy znają z własnego miasta.

W końcu odkryli, kto za tym stoi

Po kilkunastu dniach wszystko stało się jasne.

Za kampanią „Cała Polska z dostępem do morza” stoi Orlen, a hasło odnosi się do energii produkowanej na Bałtyku. Chodzi o projekt Baltic Power, czyli morską farmę wiatrową realizowaną przez Orlen i Northland Power.

Farma ma składać się z 76 turbin o łącznej mocy około 1,2 GW. Według założeń będzie produkować energię odpowiadającą zapotrzebowaniu ponad 1,5 mln gospodarstw domowych.

I właśnie tutaj kryje się sens całej kampanii.

Gigawaty zamienione na codzienne życie

Dla większości ludzi 1,2 GW niewiele mówi. Podobnie jak liczby dotyczące produkcji energii czy procentowego udziału w krajowym zapotrzebowaniu.

Dlatego zamiast zasypywać odbiorców technicznymi danymi, kampania pokazała, co taka energia może oznaczać w codziennym życiu.

Metro, transport, latarnie, zakłady pracy, lokalne produkty i domy – to właśnie z nimi połączono energię produkowaną na Bałtyku.

Morze znajduje się daleko od Kielc, Częstochowy czy Radomska. Ale energia elektryczna z morskich turbin może jednak trafić również tam.

Zamiast plaży będzie prąd

Kampania najpierw wywołała zaciekawienie, potem lawinę żartów i teorii, a na końcu przyniosła odpowiedź.

„Dostęp do morza” nie oznacza nowych plaż. Oznacza dostęp do energii produkowanej na Bałtyku.

To właśnie na tym polegał pomysł Orlenu. Mieszkańcy poszczególnych miast mieli najpierw zadać sobie pytanie: „O co tu chodzi?”. Dopiero później dowiadywali się, że odległa morska farma wiatrowa może mieć znaczenie także dla ich miasta.

Morza pod Kielcami nie będzie. Nie trzeba jednak mieszkać nad Bałtykiem, żeby korzystać z energii, która powstaje na morzu.

Zabytkowy wiatrak we wsi Bystrzyca
QUIZ. Te polskie słowa prawie wyszły z użycia. Czy wiesz, co oznaczają?
Pytanie 1 z 10
Absztyfikant to:

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki