Spis treści
Szok w Krakowie. Ceny mieszkań wystrzeliły
Nie mamy dobrych wiadomości dla osób, które marzą o własnych czterech kątach w stolicy Małopolski. Rynek mieszkaniowy w Krakowie pędzi jak szalony. Tyle że dla wielu mieszkańców to wyścig, którego nie są w stanie wygrać.
W ciągu zaledwie pięciu lat ceny nowych mieszkań w stolicy Małopolski skoczyły aż o 68 procent. Dziś średnia stawka dobija do 16,8 tys. zł za metr kwadratowy, co stawia miasto w ścisłej czołówce najdroższych w Polsce. Drożej jest tylko w Warszawie i Trójmieście.
Bez miliona nie ma czego szukać
Efekt jest taki, że zakup przeciętnego mieszkania o powierzchni 55 metrów kwadratowych to wydatek rzędu 913 tysięcy złotych. Kwota, która dla wielu brzmi jak finansowa ściana nie do przebicia.
Tu zaczyna się problem, bo zarobki nie nadążają za skokowymi cenami nieruchomości. Średnia pensja w regionie to około 9,6 tys. zł brutto. W praktyce oznacza to, że przeciętny pracownik musiałby oddać aż 95 pełnych wypłat, żeby kupić takie mieszkanie. I to bez jedzenia, rachunków i codziennego życia.
Uciekają z Krakowa na obrzeża
Nic dziwnego, że coraz więcej osób ucieka poza miasto. W tzw. obwarzanku, czyli gminach wokół Krakowa, ceny są wyraźnie niższe. Średnio około 10,5 tys. zł za metr, a całe mieszkanie potrafi być tańsze nawet o 260 tysięcy złotych.
Lokale pod miastem są często większe niż w metropolii. Średnio o 7 metrów kwadratowych, czyli taniej i więcej miejsca. Nic dziwnego, że to kierunek pierwszego wyboru dla wielu rodzin.
Alternatywą mogą być Katowice
Ale nie wszędzie jest taniej. W miastach takich jak Bielsko-Biała, Kielce czy Rzeszów ceny nowych mieszkań też idą w górę i już sięgają około 11 tys. zł za metr.
Na tle Krakowa wciąż dobrze wypadają Katowice. Tu średnia cena to około 12,5 tys. zł za metr, czyli aż o 4,3 tys. zł mniej niż w stolicy Małopolski. W praktyce oznacza to różnicę nawet 230 tysięcy złotych za mieszkanie o podobnym metrażu.
Mimo kosmicznych cen chętnych na mieszkania nie brakuje. W Krakowie dostępnych jest około 10 tysięcy mieszkań od deweloperów, podczas gdy w Katowicach nieco ponad połowa tego.