Spis treści
Co zakłada ustawa prezydenta?
Prezydent Karol Nawrocki nie zamierza czekać. Jeszcze w tym tygodniu do Sejmu ma trafić jego autorski projekt ustawy, który wprost nazywa „Paliwo kosztuje normalnie”. To bezpośrednia odpowiedź na wysokie ceny na stacjach benzynowych, które od miesięcy drenują portfele Polaków. Jak tłumaczył szef Gabinetu Prezydenta RP Paweł Szefernaker, plan jest prosty i opiera się na kilku filarach.
Przede wszystkim, ustawa ma wprowadzić pełne zwolnienie sprzedaży paliw z podatku od sprzedaży detalicznej. To pierwszy konkret, który kierowcy odczuliby przy dystrybutorze. Drugi, jeszcze ważniejszy element, to ustawowe ograniczenie marż koncernów paliwowych. Ustawa prezydenta o paliwach zakłada, że marże zostaną zamrożone na „uczciwym poziomie”, jak określił to podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP Karol Rabenda. Chodzi o to, by ukrócić to, co Kancelaria Prezydenta nazywa nadzwyczajnymi zyskami, które dziś windują ceny.
Projekt przywraca też ministrowi finansów możliwość elastycznego obniżania stawek akcyzy. To narzędzie, które pozwalałoby rządowi szybko reagować na wahania na rynkach światowych, zamiast biernie przyglądać się rosnącym cenom. Jak podkreślają współpracownicy prezydenta Karola Nawrockiego, celem jest, by cena paliwa odzwierciedlała realne koszty, a nie była sztucznie zawyżana przez nadmierne marże i podatki.
O ile mogą spaść ceny paliw?
Według wyliczeń Kancelarii Prezydenta, efekt proponowanych zmian może być naprawdę odczuwalny. Karol Rabenda wprost mówi o konkretnych liczbach. Jego zdaniem, samo zamrożenie marż na poziomie kilkudziesięciu groszy na litrze przyniesie natychmiastową ulgę.
Szacujemy, że będzie to spadek o około 1,7 zł do 2,6 zł. Takie są możliwości obniżenia ceny na stacjach benzynowych po wejściu w życie propozycji pana prezydenta - wyjaśniał Karol Rabenda.
Skąd tak duża różnica? Współpracownicy prezydenta Karola Nawrockiego wskazują, że obecnie marża na litrze paliwa sięga nawet 2,30-2,50 zł. Według wyliczeń Kancelarii Prezydenta, po wprowadzeniu zmian proponowanych w ustawie, ceny paliw mogłyby spaść nawet o 2,60 zł na litrze. To oznaczałoby powrót do poziomów, których nie widzieliśmy od dawna, i realną oszczędność rzędu ponad 100 złotych przy każdym tankowaniu pełnego baku. Kancelaria Prezydenta argumentuje, że obecne marże są nieuzasadnione i stanowią formę ukrytego podatku, który obciąża Polaków.
Spór prezydenta z rządem o ceny paliw
Propozycja prezydenta Karola Nawrockiego to jedno, a polityczna rzeczywistość to drugie. Projekt ustawy trafia w sam środek ostrego sporu z rządem premiera Donalda Tuska o to, kto i w jaki sposób ma obniżyć ceny na stacjach. Obie strony mają zupełnie inne pomysły, a wzajemne oskarżenia tylko zaostrzają sytuację.
Rząd warunkuje obniżki od wprowadzenia tzw. podatku od nadmiarowych zysków (windfall tax). Premier zadeklarował, że przywróci rządowy program zniżkowy na paliwo, jeśli prezydent podpisze ustawę nakładającą 60-procentowy podatek na ponadprzeciętne zyski koncernów paliwowych. Kancelaria Prezydenta ostro krytykuje ten pomysł.
Premier proponuje obniżenie cen przez nałożenie nowego podatku - ocenił Paweł Szefernaker, dodając, że ustawa w obecnym kształcie jest niekonstytucyjna, ponieważ ma działać wstecz, obejmując zyski wypracowane przed jej wejściem w życie.
Spór ma jednak drugie, głębsze dno. Strona prezydencka sugeruje, że za wysokimi marżami Orlenu kryje się plan rządu związany z prywatyzacją. Według doradcy prezydenta Leszka Skiby, wysokie marże Orlenu są sposobem na zebranie pieniędzy na planowaną przez rząd prywatyzację Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Jak tłumaczył, rząd zaplanował w budżecie 38 mld zł dochodów z tego tytułu, a zapłacić ma właśnie Orlen.
To, co dzisiaj widzimy na stacjach, wzrost cen paliw, to pieniądze, które trafią do budżetu w wyniku tej transakcji prywatyzacyjnej – stwierdził Leszek Skiba.
W ten sposób codzienne tankowanie milionów Polaków staje się elementem wielkiej politycznej i finansowej układanki. Jako termin wejścia w życie proponowanych przepisów przyjęto 1 listopada 2026 roku.