Spis treści
Niespodziewany spadek cen ropy. Decyzja Arabii Saudyjskiej w centrum uwagi
Na rynkach paliw poniedziałek przyniósł niespodziewane, dobre wiadomości. Baryłka ropy West Texas Intermediate (WTI) w dostawach na listopad jest wyceniana na nowojorskiej giełdzie NYMEX po 90,28 dolarów, czyli o blisko procent taniej. Podobnie wygląda sytuacja z ropą Brent, której baryłka na giełdzie ICE kosztuje 101,86 dolarów. To bezpośrednia reakcja rynku na ruch, którego mało kto się spodziewał. Ceny ropy spadają po tym, jak Arabia Saudyjska zdecydowała o obniżeniu cen swojego surowca dla odbiorców w Azji. Decyzja ta jest o tyle zaskakująca, że zapadła w momencie, gdy na rynek i tak napływa więcej ropy z rejonu Zatoki Perskiej.
Dlaczego Arabia Saudyjska obniża ceny ropy?
Decyzja państwowego giganta, koncernu Saudi Aramco, wywołała spore zamieszanie. W październiku ceny flagowego gatunku ropy Arab Light dla klientów w Azji zostaną obniżone o 5 dolarów za baryłkę poniżej regionalnego wskaźnika odniesienia. To oznacza, że cena tego surowca spadnie do najniższego poziomu od 2020 roku.
Taki ruch jest całkowicie sprzeczny z oczekiwaniami analityków i rafinerii, którzy spodziewali się podwyżki cen o około 5 dolarów. Wygląda na to, że Arabia Saudyjska chce w ten sposób utrzymać swój udział w kluczowym dla siebie rynku azjatyckim, nawet kosztem chwilowego obniżenia zysków.
Konflikt na Bliskim Wschodzie wciąż groźny. Ataki na saudyjskie rafinerie
Chociaż ceny ropy spadają, na horyzoncie widać poważne zagrożenia, które mogą szybko odwrócić ten trend. W Jemenie rząd ogłosił nową ofensywę przeciwko rebeliantom Huti. Ci z kolei, wspierani przez Iran, nie pozostają dłużni. Poinformowali o przeprowadzeniu ataków rakietowych i z użyciem dronów na kluczowe obiekty należące do koncernu Saudi Aramco, w tym w Rijadzie i bogatym w ropę regionie Churajs. Jak podkreślają eksperci, sytuacja jest niestabilna.
Rurociągi, rafinerie i infrastruktura załadunkowa ropy nadal są narażone na ataki ze strony Hutich. Może to utrudnić Arabii Saudyjskiej utrzymanie produkcji ropy na wysokim poziomie, aby móc zaopatrywać rynek trasą przez Morze Czerwone
– komentuje June Goh, starsza analityczka rynku paliw w Sparta Commodities SA.
Co na to OPEC+ i G7? Reakcja największych graczy na rynku
W obliczu rynkowych zawirowań, kluczowi gracze starają się stabilizować sytuację. Główne kraje kartelu OPEC+, z Arabią Saudyjską i Rosją na czele, zgodziły się utrzymać dotychczasowe limity wydobycia ropy na kolejny miesiąc. Analitycy wskazują jednak, że wpływ tych decyzji jest osłabiony przez trwający konflikt na Bliskim Wschodzie. Produkcja w kluczowych krajach, takich jak Arabia Saudyjska, Irak czy Kuwejt, i tak pozostaje znacznie poniżej poziomów sprzed wybuchu wojny. Kolejne spotkania kartelu zaplanowano na 1 i 29 listopada 2026 roku.
Z drugiej strony, Międzynarodowa Agencja Energetyczna (AIE) poinformowała, że od marca 2026 roku państwa grupy G7 uwolniły już około 325 milionów baryłek ropy ze swoich rezerw strategicznych. To część większego planu, który zakłada wprowadzenie na rynek łącznie 400 milionów baryłek. Dodatkowo, przywódcy państw G7 zdecydowali o uwolnieniu kolejnych 100 milionów baryłek oleju napędowego i innych paliw.
Postawiono jednak warunek, że Stany Zjednoczone nie wprowadzą zakazu eksportu diesla. Amerykańska administracja zapewniła, że taki krok nie był brany pod uwagę, co uspokoiło nastroje na rynku.