Spis treści
Gorsze zbiory, drogie paliwo. Jak to wpłynie na ceny?
Analitycy banku PKO BP w swoim najnowszym raporcie nie pozostawiają złudzeń. Na rynki rolne i ceny jedzenia w najbliższych miesiącach najmocniej wpłyną dwa czynniki: pogoda i sytuacja geopolityczna. Szczególnie niepokojące są coraz gorsze prognozy dotyczące zbiorów w całej Unii Europejskiej oraz problemy z eksportem zboża z rejonu Morza Czarnego.
Spójrzmy na Polskę. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego tegoroczna krajowa produkcja zbóż będzie o 5 proc. niższa niż w 2025 roku i sięgnie 35,5 mln ton. To mniej surowca na rynku, co naturalnie wpływa na jego cenę.
Do tego dochodzi sytuacja na wschodzie. Wzajemne ataki Rosji i Ukrainy na statki i infrastrukturę portową na Morzu Czarnym skutecznie ograniczają dostawy zboża. Efekt jest natychmiastowy – ceny pszenicy i kukurydzy na światowych rynkach już poszły w górę.
Analitycy PKO BP przewidują, że pod koniec 2026 roku za pszenicę w skupie trzeba będzie zapłacić od 17 do nawet 28 proc. więcej niż rok wcześniej. Według ekspertów ten gwałtowny wzrost cen żywności może utrzymać się także w pierwszej połowie 2027 roku. Wszystko wskazuje na to, że prognozowane ceny żywności 2027 będą pod silną presją niekorzystnej pogody i niestabilnej sytuacji międzynarodowej.
Które produkty zdrożeją najbardziej? Od chleba po owoce
Chociaż ogólny trend wskazuje na podwyżki, sytuacja w poszczególnych kategoriach produktów jest zróżnicowana. Wzrost cen zbóż, to dopiero początek. Przekłada się on bowiem na droższe pasze, a to z kolei wpłynie na ceny mięsa i nabiału. Gdzie podwyżki uderzą w nas najmocniej?
Owoce, warzywa i cukier – tu podwyżki są pewne
Najgorsze wieści płyną z sadów i pól. Dane GUS nie pozostawiają wątpliwości – tegoroczne zbiory będą znacznie słabsze. Przełoży się to bezpośrednio na ceny, które zobaczymy w sklepach i na targowiskach.
- Owoce z drzew: zbiory będą niższe o niemal 17 proc.
- Jabłka: spadek o 18 proc.
- Maliny: tutaj sytuacja jest dramatyczna – zbiory mniejsze o 24 proc., co oznacza, że są najniższe od 19 lat.
- Warzywa gruntowe i ziemniaki: tutaj również prognozowane są spadki. Produkcja ziemniaków w Polsce ma się zmniejszyć o ponad 15 proc.
Analitycy są zgodni, że tak duży spadek zbiorów musi przełożyć się na odczuwalny wzrost cen żywności w sklepach. Podobny scenariusz dotyczy cukru. Prognozy Komisji Europejskiej mówią o spadku produkcji w całej Unii o 19 proc., a w samej Polsce o 14 proc. Przy rosnącym światowym zapotrzebowaniu oznacza to jedno – będzie drożej.
Mięso i mleko – chwilowa ulga przed podwyżkami
Na rynku mięsa sytuacja jest bardziej złożona. Obecnie ceny drobiu i wieprzowiny są niższe niż rok temu. We wrześniu za kurczaki w skupie płacono o 18 proc. mniej, a ceny trzody chlewnej mogą spaść pod koniec roku o 10-14 proc. To efekt dużej podaży i mniejszego popytu, głównie z Chin.
Nie jest to jednak powód do optymizmu. Producenci już teraz mierzą się z rosnącymi kosztami pasz, które drożeją przez kłopoty na rynku zbóż. To uderzy w ich zyski i w perspektywie 2027 roku prawdopodobnie zmusi do ograniczenia produkcji, a w konsekwencji do podniesienia cen. Podobnie jest na rynku mleka, gdzie po okresie spadków widać już pierwsze sygnały odbicia cen, zwłaszcza masła.
To nie koniec złych wieści. Problem z dieslem pogorszy sytuację
Jakby tego było mało, na horyzoncie widać kolejny problem, który może dodatkowo podbić ceny w sklepach. Chodzi o olej napędowy. Analitycy Saxo Banku ostrzegają, że jego niedobory na światowych rynkach mogą napędzić inflację i zaszkodzić gospodarce, nawet jeśli sama ropa naftowa zacznie tanieć.
Olej napędowy to paliwo, od którego zależy niemal cała nasza gospodarka. To on napędza transport ciężarowy, który dowozi towary do sklepów, maszyny rolnicze pracujące na polach, sprzęt budowlany i urządzenia w przemyśle. Jak wyjaśnia Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank, braki diesla to efekt problemów w rafineriach, ograniczeń w eksporcie i historycznie niskich zapasów. Sytuację pogarszają dodatkowo konflikt na Bliskim Wschodzie i ograniczenia rosyjskiego eksportu.
Problem w tym, że popyt na olej napędowy jest mało elastyczny. O ile kierowca samochodu osobowego może zrezygnować z weekendowej wycieczki, o tyle ciężarówki muszą dalej wozić jedzenie, a rolnicy muszą wyjechać w pole. Utrzymujące się wysokie ceny oleju napędowego to prosty przepis na dalszy wzrost cen żywności, ponieważ rosną koszty transportu i produkcji rolnej.
Analitycy podkreślają, że kluczowym problemem nie jest dziś sama podaż ropy naftowej, ale zdolność rafinerii do dostarczania gotowych paliw. Dopóki to się nie zmieni, nawet tańsza ropa nie przyniesie ulgi naszym portfelom. Czeka nas więc scenariusz, w którym za jedzenie zapłacimy więcej nie tylko z powodu słabych zbiorów, ale także przez wysokie koszty dowozu chleba, mleka czy warzyw do sklepu.