
Rozmowa z Michałem Rado, wicemarszałkiem Województwa Dolnośląskiego
Hubert Biskupski: Jednym z elementów odbudowy regionu po powodzi, jest modernizacja infrastruktury kolejowej i zakup nowego taboru. Właśnie podpisaliście umowę na kupno co najmniej 10 nowych pojazdów produkowanych przez PESA Bydgoszcz.
Michał Rado: Jako zarząd województwa realizujemy ambitny plan odbudowy i przywracania linii kolejowych. Pociągi wróciły już między innymi do Świeradowa Zdroju, za chwilę wrócą do Karpacza, do Stronia Śląskiego, do Srebrnej Góry. Przejmujemy linie od PKP i rewitalizujemy je, uruchamiamy połączenia. Chcemy, aby wszystkie powiaty były ze sobą skomunikowane, aby mieszkańcy mieli połączenie ze stolicą, czyli z Wrocławiem, ale również między tymi większymi miastami.
Tyle się mówi o ekologii, a wy kupujecie pociągi spalinowe. Dlaczego?
Ponieważ nasze trakcje nie są zelektryfikowane i to jest zadanie rządowe. My walczymy żeby elektryfikacja objęła jak najwięcej linii, ale póki co jest, jak jest.
Na jak podatny grunt trafiają wasze argumenty dotyczące elektryfikacji kolei?
Powoli, powoli przekonujemy. I dodam, że to nie tylko kwestia pieniędzy ale i procedur. Rozumiem, że niektórych rzeczy nie da się przyspieszyć.
A co z jednym biletem kolejowym, który miałby obowiązywać na Dolnym Śląsku?
Rozmawiamy o tym. Tutaj również, niestety, napotykamy na problemy proceduralne, np. związane z ujednoliceniem zniżek transportowych. Ale nie poddajemy się.
Wróćmy do odbudowy z niszczeń powodziowych
Nasze straty mamy wycenione na 650 milionów złotych. To są mosty, drogi, tory kolejowe. Przesunęliśmy środki własne w naszym budżecie, prawie 80 milionów euro i realizujemy odbudowę tych najbardziej zniszczonych, najbardziej zniszczonych dróg właśnie ze środków województwa.
A co z pieniędzmi rządowymi?
Póki co z pieniędzy rządowych nie zobaczyliśmy ani złotówki.
Naprawdę?
Tak. W związku z tym zwołaliśmy specjalną sesję na ten temat, na którą jest zaproszony minister Marcin Kierwiński i pani wojewoda. Chcemy rozmawiać o tym dlaczego tych pieniędzy nie ma. A my jesteśmy atakowani przez opozycję, że realizujemy inwestycje z pieniędzy wojewódzkich, a nie z pieniędzy rządowych.
Czy nie patrzycie państwo z pewną zazdrością na Podlasie, które wywalczyło sobie bon turystyczny wynoszący nawet 400 zł? Przedsiębiorcy z Dolnego Śląska apelowali do rządu o takie rozwiązanie
Jako samorząd nieustająco prowadzimy akcje zachęcające turystów do odwiedzania Dolnego Śląska. Mieliśmy kampanię ze znanymi osobami takimi jak Olga Tokarczuk, czy Robert Makłowicz, którzy zachęcali Dolnoślązaków do odwiedzin. Warto zauważyć, że atrakcje turystyczne znajdujące się na naszym terenie w większości nie ucierpiały. A bon turystyczny to zadanie dla rządu.
Dolny Śląsk jako polska Dolina Krzemowa. Nie przesadzacie z takim określeniem?
Jesteśmy w czołówce Polski, jeżeli chodzi o liczbę startupów. Jesteśmy w czołówce, w zakładanych firmach. Mamy mocny ośrodek akademicki i największe firmy globalne mają na swoje siedziby, takie jak Google Amazon, LG, Mercedes. Mamy wykwalifikowaną kadrę a samorząd województwa współpracuje ściśle z e-biznesem i z uczelniami. Wielkim plusem jest nasze położenie. Mamy autostradę A4, graniczymy z Niemcami i z Czechami. Mamy duże lotnisko. Jesteśmy jednym z najlepiej rozwijających się regionów w Polsce i w Europie.Jednym z naszych sztandarowych projektów jest Going Global 4.0 – projekt polegający na zabieraniu dolnośląskich przedsiębiorców na największe wydarzenia targowe na całym świecie. Jeździmy od Azji po Stany Zjednoczone, a nasi przedsiębiorcy w zeszłym roku odbyło się dziewięć takich misji. Zadeklarowali, że w trakcie wyjazdów podpisali 62 kontrakty na blisko 7 milionów złotych.
Rozmawiał Hubert Biskupski